Aleteia

Palestyńska matka ciężko ranna w wypadku. Żydowska pielęgniarka karmi jej dziecko piersią

Udostępnij
Komentuj

W krytycznej sytuacji stereotypy i uprzedzenia zeszły na dalszy plan, a ukazało się człowieczeństwo – w najpiękniejszej postaci.

Kilka dni temu palestyńskie małżeństwo z Hebronu podróżowało wraz z dziewięciomiesięcznym synkiem, Jamanem, drogą nr 60 – główną arterią przecinającą terytoria palestyńskie na Zachodnim Brzegu Jordanu.

Ich auto zderzyło się czołowo opancerzonym pojazdem izraelskiej armii. Ojciec dziecka zginął na miejscu, a matka, z poważnymi obrażeniami głowy, trafiła do izraelskiego szpitala.

Malec nie odniósł poważniejszych obrażeń, ale również został przewieziony na ostry dyżur do szpitala Hadassa na przedmieściach Jerozolimy. Przez siedem godzin niemowlę nie przestawało płakać i odmawiało jedzenia. Jego ciotki, które przybyły na miejsce, były bezradne.

Żydówka karmi palestyńskie niemowlę

Wtedy pojawiła się izraelska pielęgniarka o polskobrzmiącym nazwisku, Ula Ostrowski-Zack. Kobieta zaczęła karmić chłopca piersią. „Krewne zapytały mnie, czy mogę znaleźć kogoś, kto mógłby nakarmić dziecko. Jako matka karmiąca powiedziałam, że mogę to zrobić osobiście” – opowiada izraelskiemu portalowi Ula Ostrowski-Zack.

Hebron, z którego pochodzi poszkodowana rodzina, jest najbardziej zapalnym miejscem na Zachodnim Brzegu Jordanu. To jedyne palestyńskie miasto, wewnątrz którego znajdują się żydowskie osiedla (pozostałe rozsiane są poza ośrodkami miejskimi). Wzajemna wrogość jest mieszkańców podzielonego zasiekami i punktami kontrolnymi miasta jest tak wielka, że akty przemocy z obu stron są niemal na porządku dziennym. Znaczna część ulic w centrum miasta jest zamknięta dla mieszkającej przy nich palestyńskiej ludności. Bezpieczeństwa ponad ośmiuset żydowskich osadników strzeże siedmiuset żołnierzy. Nienawiść jest powszechna.

Ostrowski-Zeck przyznaje, że jej postawa wywołała zaskoczenie wśród arabskich kobiet. „Wyściskały mnie. Były bardzo zdziwione, że żydowska pielęgniarka zgodziła się w taki sposób zająć obcym palestyńskim dzieckiem” – przyznaje Izraelka.

„Droga apartheidu”

Droga nr 60, na której doszło do tragedii, jest nazywana przez Palestyńczyków „drogą apartheidu”. To główna trasa łącząca północ i południe Zachodniego Brzegu. Arabscy mieszkańcy zarzucają Izraelczykom, że zmienili jej bieg w taki sposób, że omija największe palestyńskie miasta, a łączy żydowskie osiedla i służy armii do skutecznego zaprowadzania okupacji. Tym razem tragiczne zderzenie z wojskowym pojazdem nie zakończyło się wyłącznie wzrostem nienawiści.

Kiedy pojawiło się pytanie, kto będzie karmił dziecko, gdy Ula Ostrowski-Zack zakończy dyżur, pielęgniarka zamieściła wpis w grupie dla matek karmiących na jednym z portali społecznościowych. „W ciągu dwóch godzin zareagowało ponad tysiąc osób” – mówi. Zgłosiły się kobiety gotowe przyjechać do pomocy nawet z oddalonej o setki kilometrów Hajfy. „W międzyczasie próbowałam nauczyć chłopca jedzenia z butelki, ale bezskutecznie” – przyznaje pielęgniarka.

Poszkodowana matka wciąż jest w ciężkim stanie. Dziecko ma niebawem opuścić szpital i wrócić do Hebronu, gdzie zamieszka z dziadkami. Jego wykarmieniem ma się zająć krewna.

Arabskie imię Jaman oznacza „błogosławiony”. Szpital, w którym chłopiec odnalazł opiekę, położony jest w Ein Karem pod Jerozolimą. Według przekazu biblijnego jest to rodzinne miasteczko Jana Chrzciciela. To tam miała przybyć brzemienna Maryja, by spotkać się ze swoją kuzynką Elżbietą, która również oczekiwała narodzin dziecka.

Udostępnij
Komentuj
Ten artykuł jest otagowany:
dzieckoizraelmatkapalestyna
Newsletter
Aleteia codziennie w Twojej skrzynce e-mail