Aleteia.pl - pozytywna strona Internetu w Twojej skrzynce e-mail

Nie możesz nas wesprzeć finansowo?

Możesz to zrobić na 5 innych sposobów:

  1. Módl się za nasz zespół i powodzenie naszej misji
  2. Opowiedz o Aletei w swojej parafii
  3. Udostępniaj nasze treści rodzinie i przyjaciołom
  4. Wyłącz AdBlocka, kiedy do nas zaglądasz
  5. Zapisz się do naszego newslettera i czytaj go codziennie

Dziękujemy!
Zespół Aletei

 

Aleteia

Tęsknisz do lata? Sięgnij po książkę. Znajdziesz i lato, i życie!

Kobieta na ławce w parku czyta książkę
Udostępnij

Co roku moja „wakacje-czas-start!” lista nieco się wzbogaca. W tym roku o dwie pozycje. Obie zabierają na południe Europy. Obie napisane polskim piórem. Bo dobre książki są o czymś i o czymś jeszcze.

Kiedy temperatura na zewnątrz zaczyna przekraczać 20 stopni, na straganach pojawiają się szparagi i truskawki, przypominam sobie o mocno już zaczytanym żółtym tomie, stojącym od chyba już 15 lat na moim regale. To jedna z niewielu książek, do których wracam i to z taką systematycznością. Jest coś takiego w opowieści Frances Mayes, co sprawia, że doroczne przeczytanie „Pod słońcem Toskanii” stało się moim rytuałem na powitanie lata.

Pewnie znacie tę historię – została też przełożona na uroczy film (choć z pewnymi zmianami) – Amerykanka postanawia kupić ruderę na toskańskiej wsi i wraz z remontem domu dokonuje w zasadzie remontu swojego życia. Wszystko okraszone smakiem smażonych kwiatów cukinii, bruschettą z paprykami roztopionymi w occie balsamicznym, obficie podlane szmaragdowozieloną oliwą, osnute zapachem lip i sosen. I skąpane w słońcu.

Takich książek, takich postaci, oczarowanych jakimś zakątkiem na ziemi jest całkiem sporo. Oczywiście, z nadreprezentacją tych zakochanych właśnie w Toskanii czy w Prowansji. Ale – choć sama znam niemal na pamięć szczegóły rytmu życia w Bramasole i chyba zawsze będę do niej wracać – daję się skusić innym autorom i co roku moja „wakacje-czas-start!” lista nieco się wzbogaca. W tym roku o dwie pozycje. Obie zabierają na południe Europy. Obie napisane polskim piórem.

Pierwsza to podróż na Bałkany. Niby podobnie zaczynająca się jak remont Bramasole – Ałbena Grabowska opowiada, jak w bułgarskich Rodopach postanawia przywrócić do użytku część domu, z którego pochodzi jej rodzina. Przyznam się szczerze – przed „Tam, gdzie urodził się Orfeusz” Bułgaria w moim pojęciu to były jedynie wakacyjne ośrodki nad morzem. A tu taka niespodzianka! Bułgarskie góry, jaskinie, kawał mitologii i historii i, tak!, mnóstwo pysznego jedzenia – tę książkę też ciężko czytać bez sięgania po przekąski, gdy co i rusz jej bohaterowie raczą się sałatkami pełnymi cudownych pomidorów, serem posypanym czubricą i wybornymi wypiekami.

Druga zabiera nas na tour po Krecie. Piotr Gociek dzieli się swoją miłością graniczącą z uzależnieniem od wyspy, która ma w ofercie o wiele więcej niż słynny wąwóz Samaria, plażę, na której kręcono „Greka Zorbę” i wodne atrakcje dla turystów all-inclusive.

Autor między linijkami daje do zrozumienia, że sute posiłki zakrapiane winem to w zasadzie normalność (tak normalna, że nie ma potrzeby poświęcania wielu linijek na opisywanie smaku fety i baraniny – choć jest urokliwy fragment o sałatce z okrągłych (!) ogórków) a pod koniec swego rodzaju wyjaśnienie, że może w innym miejscu (czytaj: tomie), wszak wszystkich wątków nie sposób ogarnąć), ale „Kreta subiektywnie” uwodzi z kolei tak plastycznymi opisami miejsc, że ma się wrażenie, że Piotr niemal bierze za rękę i prowadzi na kolejną ukrytą plażę, na cmentarz, gdzie spoczywają Polscy żołnierze, czy w wąskie uliczki pomiędzy oryginalne XVI- i XVII-wieczne weneckie domy.

Każdą z moich przed-letnich lektur polecam jednak nie tylko dlatego, że dają poczuć, że wakacje tuż-tuż. Również dlatego, że u Frances znajdziecie piękną metaforę o zmianie: z zakopaniem wąsa winorośli, żeby wypuściła nowy pęd, jest jak z naszym życiem – jeśli chcemy sięgnąć wyżej, trzeba od czasu do czasu coś „zakopać”.

Ałbena przekazuje lekcję minimalizmu swojej babci: trzeba sobie znaleźć zawsze własne szczęście, choćby najmniejsze, jak nie wystarczy – próbować to zmienić, a jak się nie da – szukać jeszcze mniejszego, żeby wystarczyło do życia. A Piotr uczy, że w każdym z nas jest jakaś proporcja Fuma i Filemona, czyli leniucha i obieżyświata, i że „po mojemu” zawsze jest najlepiej. To dlatego tak dobrze się czyta te tomy: dobre książki są o czymś i o czymś jeszcze.

Newsletter
Aleteia codziennie w Twojej skrzynce e-mail