Nie możesz nas wesprzeć finansowo?

Możesz to zrobić na 5 innych sposobów:

  1. Módl się za nasz zespół i powodzenie naszej misji
  2. Opowiedz o Aletei w swojej parafii
  3. Udostępniaj nasze treści rodzinie i przyjaciołom
  4. Wyłącz AdBlocka, kiedy do nas zaglądasz
  5. Zapisz się do naszego newslettera i czytaj go codziennie

Dziękujemy!
Zespół Aletei

 

Aleteia

Nie mogłam przystąpić do komunii. Żebrak zrobił to za mnie

Ksiądz trzymający Komunię Świętą w dłoniach
Shutterstock
Udostępnij

Smród jego ciała był łatwo wyczuwalny. Objęłam go ostrożnie i przytulając, ucałowałam w oba policzki. Jakże ogromną radość poczułam! To było jak całowanie samego Chrystusa!

Wczoraj stało się coś tak wyjątkowego, że nie przestaję dziękować Bogu. Wczorajszej niedzieli byłam na mszy w Villafranca del Penedés (Katalonia) z moją matką. Raczej nie mogłam podejrzewać, że otrzymam tak niezwykły prezent.

Weszłyśmy do kościoła w momencie, gdy już zaczynała się liturgia, wszystkie ławki były zajęte, oprócz jednej. Mój wzrok natychmiast spoczął na osobie, która miała całą ławkę dla siebie. Poszłam tam z mamą i usiadłam obok tego mężczyzny, zachowując od niego około półtora metra dystansu.

Smród jego ciała był łatwo wyczuwalny, bez wątpienia człowiek był ubogim żebrakiem. Jego głowa sterczała na wątłym tułowiu jak głowa drucianej lalki, jego twarz była tak sucha, a kości uwidocznione, że ktoś mógłby powiedzieć, że patrzy na czaszkę. Jego prawa ręka, jakby martwa, spoczywała na temblaku. Wkrótce dwie inne osoby usiadły po jego prawej stronie i w ten sposób ławka się zapełniła.

Dokładnie widziałam, jak trzyma zamkniętą kopertę, w której miał przygotowaną swoją ofiarę na tacę i to wzruszyło moje serce. Wiedziałam, że Bóg go kocha, od pierwszego momentu to wiedziałam i dlatego też go kochałam.

Ale Pan miał poprosić mnie o coś więcej. Poczułam, jak Jezus przemówił do mnie w środku i poprosił abym, gdy nadejdzie moment przekazania znaku pokoju, objęła i ucałowała żebraka, w Jego imieniu. Wstąpiła we mnie pewna niechęć, tak nieprzyjemny był ten odór! Ale gdy tylko zgodziłam się na to w moim sercu, przestałam go czuć.

W trakcie konsekracji podziękowałam Bogu za to, że postawił mnie u boku tego człowieka. Nadszedł ten moment. Najpierw pocałowałam swoją matkę, a następnie zwróciłam swoje ciału ku niemu. Podawał mi słabą i wychudzoną rękę. Objęłam go ostrożnie i przytulając ucałowałam w oba policzki. Jakże ogromną radość poczułam! To było jak całowanie samego Chrystusa!

Wówczas powiedziałam mu, że pocałowałam go, ponieważ poprosił mnie o to Pan. Uśmiechnęliśmy się wzajemnie, a on łamiącym się głosem odrzekł, że już to wiedział, ponieważ poczuł to w swoim sercu. Jak wysłowić tyle szczęścia!

Usiadłam i dalej dziękowałam Bogu. Rozmawiałam z moim Ojcem Niebieskim, gdy inni przystępowali do komunii, on też. Mocno zapragnęłam, żeby ten człowiek, który jest tak blisko Jezusa, przyjął Najświętszy Sakrament za mnie! I oto stało się, kolejny raz mój Pan wysłuchał mojej prośby.

Nieoczekiwanie mężczyzna, który był już w kolejce do komunii zawrócił, podszedł do mnie i zapytał:
– Nie przystąpisz do Eucharystii? – Wiedziałam, że to był sam Pan, który mnie pyta i ogromne światło rozpromieniło moją duszę.
– Nie mogę przyjmować komunii. Czy zechcesz to zrobić za mnie?
– Oczywiście, dzisiaj i każdego dnia mojego życia, będę przyjmował Najświętszy Sakrament za Ciebie. Jak masz na imię?
– Mercedes.
– Zawsze będę pamiętał, Mercedes.

I oto byłam ja, sama w ławce, pomiędzy przystępującymi do komunii, a jednak bardziej przeniknięta Bogiem niż kiedykolwiek. Wychodząc ze mszy świętej, widziałam go na kolanach, miał upokorzony wzrok, żebrał w ciszy. Zbliżyłam się i rzekłam:
– Bardzo dziękuję. Jak Ci na imię?
– Francisco – odpowiedział.

Z trudem wstał, żeby mnie pożegnać, mówiąc przy tym: „Uczyniłaś mnie bardzo szczęśliwym, przytulając mnie i uśmiechając się do mnie, uczyniłaś mnie bardzo szczęśliwym”. Ale to ja dziękowałam mu za to, że chciał tej niedzieli przyjąć za mnie komunię.

Moja matka spotkała go jeszcze dwa razy. Powiedział jej, że pisze do mnie list, ale potem przestała go widywać. Nigdy nie otrzymałam tego listu. Jestem pewna, że umarł, to chyba był AIDS, oceniając po wyglądzie: bezzębny, trupioblady, jego zdrowie było bardzo wątłe. Od tamtego dnia podczas konsekracji zawsze mam go w pamięci i mówię Panu: „Polecam Ci Francisca, otwórz mu bramy nieba, podczas Twego sądu miej na uwadze drogocenny akt miłości, który mi okazał”.

Początkowo myślałam, że to ja byłam tam po to, by pomóc jemu, a to on był tym, który pomógł mi być bliżej Boga. I w ten sposób, noszę go zawsze w moim sercu.

Tekst pochodzi z hiszpańskiej edycji portalu Aleteia 

Newsletter
Aleteia codziennie w Twojej skrzynce e-mail