Aleteia

Matt Talbot: alkoholik na drodze do świętości. Trzeźwy dzięki Bogu

Udostępnij
Komentuj

Syn i brat alkoholików, wcześnie uzależniony, półanalfabeta, dla którego najlepszą rozrywką było picie. Jedna obelga obudziła w nim człowieka.

Według mojego znajomego werbisty z Irlandii Mateusz Talbot to jeden z dwóch kandydatów z Zielonej Wyspy, który ma największe szanse na beatyfikację. Dodajmy, że był to człowiek już w wieku 13 lat uzależniony od alkoholu, a przed trzydziestką zbliżał się do krańcowych stadiów nałogu.

„Ty świnio!”

Oczywiście, jest kandydatem na ołtarze nie z powodu długotrwałego, a toksycznego związku z alkoholem, ale dlatego że z Bożą pomocą go zakończył. Syn i brat alkoholików, wcześnie uzależniony, półanalfabeta, dla którego najlepszą rozrywką było picie – wydawało się, że nie ma szans. Jednak pewnego wieczoru jeden z kumpli od kieliszka, zamiast ulec jego prośbie i postawić mu kolejkę, rzucił mu w twarz: „Ty świnio!”. Po raz pierwszy od kilkunastu lat Talbot wrócił do domu trzeźwy.

Obelga obudziła w nim człowieka, który już jako niepijący powie swojemu przełożonemu w pracy: „Z całym szacunkiem dla pana, ale nikogo się w życiu nie bałem”. Będzie on mężny, świadomy własnej godności i trzeźwo patrzący na siebie i świat. Tamtego, pierwszego dnia trzeźwości nie był jednak świadomy, jak ciężka czeka go walka.

Czyściec

Powiedział matce, że chce zobowiązać się do abstynencji. Zareagowała radością, ale znała siłę nałogu, więc zasugerowała synowi, żeby nie ślubował od razu na całe życie. Matt poszedł więc do spowiedzi, po raz pierwszy od kilku lat, po czym na ręce spowiednika złożył przyrzeczenie na trzy miesiące, że nie weźmie alkoholu do ust.

Alkohol uzależnia równie mocno jak twarde narkotyki. Ciało Mateusza okropnie bolało, miał dreszcze, stał się nerwowy, a jego ruchy niezborne. Mimo to chodził do pracy, a do tego codziennie rano uczestniczył we mszy świętej. Większy problem był z wieczorami, które zwykle spędzał w pubie. Po jednym z kryzysów, kiedy odruchowo wszedł do baru i tylko cudem nic nie zamówił, odkrył, że ciężkie chwile może spędzić, modląc się. Odtąd po pracy szedł na długi spacer albo modlił się w pobliskim kościele.

Mur i to, co za nim

Kiedy minął pierwszy kwartał, przedłużył przyrzeczenie na kolejne trzy miesiące, mimo że przypadał wtedy jeden z kryzysowych momentów trzeźwienia. Określa się go jako tzw. fazę muru i wtedy najwięcej alkoholików wraca do nałogu. On podjął decyzję, by trwać dalej. Wyprowadził się z domu, gdzie był nieustannie kuszony do picia, zaczął spłacać długi, stale się modlił. Po drugim kwartale trzeźwości przyrzekł już dożywotnio.

Wytrwał w tej decyzji, zrywając po drodze także z kolejnymi nałogami, m.in. paleniem papierosów. Zaczął też czytać, choć na początku była to droga przez mękę, bo w szkole, delikatnie mówiąc, nie przykładał się do nauki. W jego biblioteczce znaleziono m.in. Ojców Kościoła, klasykę mistyki, dzieła kard. Newmana. Kiedy czegoś nie rozumiał, męczył znajomych księży pytaniami.

Pod koniec życia stał się tak godny zaufania, że powierzono mu odpowiedzialność za magazyny tartaku, w którym pracował. Cały czas prowadził życie pełne ascezy, chcąc odpokutować swoje grzechy. Opiekował się też wtedy swoimi starymi rodzicami, a kiedy oni zmarli, został sam.

Wydobyty z cienia

Mimo to umarł opatrzony sakramentami – zasłabł na ulicy i przypadkowa kobieta, która to zobaczyła, sprowadziła kapłana. Rozpoznano go dopiero po kilku dniach po krzyżyku ze szpilek, jaki zawsze nosił na rękawie płaszcza.

Postać Mateusza spopularyzowała wydana około rok po jego śmierci biografia. Rozeszła się błyskawicznie w olbrzymim nakładzie, zaczęto ją też tłumaczyć na różne języki. Jego pokój stał się celem pielgrzymek, a wkrótce rozpoczęto także proces beatyfikacyjny, zaś w 1975 r. papież podpisał dekret o heroiczności jego cnót.

Grób Matta znajduje się w kościele Matki Bożej z Lourdes przy ul. Sean MacDermott w Dublinie. Pielgrzymują do niego tysiące osób z całego świata. Jedni szukają inspiracji, inni proszą o siły do pokonania nałogu. Nie sądzę, by komukolwiek odmówił pomocy.

Newsletter
Aleteia codziennie w Twojej skrzynce e-mail