Aleteia.pl - pozytywna strona Internetu w Twojej skrzynce e-mail

Nie możesz nas wesprzeć finansowo?

Możesz to zrobić na 5 innych sposobów:

  1. Módl się za nasz zespół i powodzenie naszej misji
  2. Opowiedz o Aletei w swojej parafii
  3. Udostępniaj nasze treści rodzinie i przyjaciołom
  4. Wyłącz AdBlocka, kiedy do nas zaglądasz
  5. Zapisz się do naszego newslettera i czytaj go codziennie

Dziękujemy!
Zespół Aletei

 

Aleteia

Jak w lawinie nieszczęść znaleźć szczęście? Historia Chiary Corbelli Petrillo

Na zdjęciu Chiara
Udostępnij

Chiara Corbella Petrillo straciła dwoje dzieci, w trzeciej ciąży okazało się, że choruje na nowotwór. Mimo wszystkiego, co ją spotkało, była niesamowicie szczęśliwa. Nie skarżyła się na nic, bez przerwy dziękowała.

Chiarę Corbellę Petrillo pamiętam jeszcze z czasów studenckich wypadów do Włoch. Sporą część znajomości jej ojczystego języka zawdzięczam jej konferencjom, które chłonęłam wtedy jak gąbka.

Chiara nigdy nie skupiała się na sobie, mówiła o trójce swoich dzieci – o cudach, jakimi były, choć dwoje z nich żyło zaledwie kilkadziesiąt minut. Nie miałam pojęcia (lub nie wierzyłam), że za chwilę może umrzeć. Jej mąż Enrico też nie bardzo przyjmował to do wiadomości.

Byłem przekonany, że życie bez niej jest niemożliwe – powiedział niedawno w jednym z wywiadów. Tymczasem minęły już cztery lata i jakoś mi się to udaje. Chociaż to strasznie trudne.

 

Śmierć we śnie

Chiara Corbella Petrillo odeszła w 2012 roku. Pełna życia, modlitwy, radości – po prostu zasnęła, zostawiając męża Enrica i malutkiego synka Francesca praktycznie samym sobie. Miała 28 lat, za sobą trzy ciąże. Pierwsza córka Maria zmarła po 30 minutach od porodu z powodu zdiagnozowanego w okresie płodowym bezmózgowia. Davide, urodzony zaledwie dziesięć miesięcy później, urodził się bez nóg i zmarł ze względu na brak istotnych narządów wewnętrznych. Kiedy zaś Chiara zaszła w trzecią ciążę, zdiagnozowano u niej nowotworową zmianę na języku.

Mimo tego wszystkiego, co spotkało ją i jej męża, była niesamowicie szczęśliwa. Nie skarżyła się na nic, bez przerwy dziękowała. Za to, że pierwszą ciążę donosiła do końca i mogła osobiście pożegnać Marię, zanim – jak sama mówiła – „jej córka narodzi się dla nieba”. Za to, że trzeci syn przyszedł na świat zdrowy i że lekarze zgodzili się zaryzykować jej życie, wstrzymując na czas ciąży jej własne leczenie.

 

Jaki sens ma nieszczęście

Mogłam przeżywać setki małych studenckich dramatów, ale jej przemówienia dawały napęd na cztery koła na następne kilka miesięcy. Wracało po nich zaufanie, że nawet największe nieszczęście dzieje się po coś. Trzeba po prostu żyć, ile się da, i niczego specjalnie nie kwestionować.

Jej śmierć wywołała we mnie złość, niezrozumienie i pustkę, bo szalenie życzyłam jej wreszcie – po ludzku rozumianego – szczęścia. Później jednak jej wiara w sens wszystkich wydarzeń sprawiła, że z jej historii zrobiłam sobie doraźny lek na własne bunt i brak pokory.

Chiara Corbella, kiedy wiedziała już, że choroba zaczyna pokonywać jej ciało, oznajmiła mężowi, że nie chce, by ktokolwiek przynosił na jej pogrzeb kwiaty. Wolała, żeby przeciwnie – każdy wrócił do domu z jakąś roślinką, co miało oznaczać, że życie ostatecznie wygrywa.

 

Boża logika

Chociaż tkwiła w beznadziejnej sytuacji (nie pierwszej przecież w jej życiu), uparcie wierzyła, że Boża logika jest inna niż jej własna. Ufała tak, że o poranku w dzień śmierci, ledwie łapiąc oddech, mówiła mężowi, że „Boże jarzmo jest słodkie jak żadne inne”.

Bóg nie jest oszustem – mówi teraz Enrico. Jeśli Mu zaufasz, On okaże ci wsparcie w cierpieniu. To dlatego Chiara twierdziła, że krzyż Pański jest słodki. My oczywiście modliliśmy się o fizyczne uzdrowienie dla niej, chcieliśmy go, potrzebowaliśmy. Ale kiedy ono nie nadchodziło, nigdy nie popadaliśmy w rozpacz. Żyliśmy tu i teraz – w takich okolicznościach cud zawsze może nadejść. Bóg jednak miał najwyraźniej większy plan dla Chiary.

Zanim plan ostatecznie się wypełnił, zdążyła zostawić synowi list, w którym wyjaśniała, żeby żył dla miłości. Takiej, której może go nauczyć jedynie Bóg.

Cokolwiek w życiu będziesz robił, będzie to miało sens, o ile będziesz to robił dla życia wiecznego. Jeśli będziesz prawdziwie kochał, w końcu spostrzeżesz, że nic tak naprawdę nie należy do Ciebie, wszystko jest darem. Jesteś wyjątkowy, masz wyjątkową misję do spełnienia. Pan chciał Twojego istnienia od zawsze i pokaże Ci, jaką ścieżką masz iść, jeśli otworzysz przed Nim serce. Zaufaj Mu – warto!

13 czerwca tego roku ruszył proces beatyfikacyjny Chiary Corbelli Petrillo.

 

Newsletter
Aleteia codziennie w Twojej skrzynce e-mail