Nie możesz nas wesprzeć finansowo?

Możesz to zrobić na 5 innych sposobów:

  1. Módl się za nasz zespół i powodzenie naszej misji
  2. Opowiedz o Aletei w swojej parafii
  3. Udostępniaj nasze treści rodzinie i przyjaciołom
  4. Wyłącz AdBlocka, kiedy do nas zaglądasz
  5. Zapisz się do naszego newslettera i czytaj go codziennie

Dziękujemy!
Zespół Aletei

 

Aleteia

O co chodzi w prawdziwej męskości?

Mężczyzna trzymający Pismo Święte
Udostępnij

Ten temat dotyczy wątku, o którym myśli 90% z nas. Mało tego. Prawdopodobnie poświęca temu znaczną część swojego czasu. I nie czarujmy się, panowie, że jest inaczej. Wiadomo. Kobiety.

– Napisz prawdę. Tak jak było. Gdybyś tylko mógł mnie opisywać jako Tomasza Krzysztofa… Byłoby mi bardzo miło – zakończył rozmowę, podczas której pytałem go, czy mogę opisać jego historię dla Aletei.

A więc Tomasz Krzysztof. Mój przyjaciel od lat. To jego historii chciałem poświęcić dzisiejszy odcinek naszego męskiego cyklu. Dotyczy bowiem wątku, o którym myśli 90% z nas. Mało tego. Prawdopodobnie poświęca temu znaczną część swojego czasu. I nie czarujmy się, panowie, że jest inaczej. O jaki temat chodzi? Wiadomo. Kobiety.

Tomasz Krzysztof ma dziś trzydzieści pięć lat. Całkiem niedawno podjął decyzję. Chce odnaleźć zbawienie w życiu małżeńskim. Pragnie znaleźć żonę. Pragnie założyć rodzinę. Jest więc dokładnie taki, jak znaczna większość z nas.

 

– Tomasz, a Ty modliłeś się kiedyś o żonę? – zapytałem podczas jednego z naszym spotkań.

–  To już zapomniałeś? – uśmiechnął się. – Sam się za mnie modliłeś w tej intencji. I jezuici się modlili. Ale przez cały czas analizowałem jednak „wolę Bożą”. Po latach „rozkminy” uznałem, że pójdę tam, gdzie będę szczęśliwy. A rozeznałem, że szczęśliwy będę w małżeństwie oraz w rodzinie. I wiesz co… Szczerze się ucieszyłem. Bo Bóg powierzył mi tą odpowiedzialność za moją przyszłość. Zobaczyłem, że On nie ma nic przeciwko.

Tomasz Krzysztof traktuje Boga na serio. Niejednokrotnie podczas naszej rozmowy nazywa go „Tatą”, „potężnym Ojcem”. Czasem potrzebuję aż dopytać, o jakim „tacie” teraz mowa. Tomasz Krzysztof wie, że jak prosi, to jego Ojciec go słyszy.

– Ty urosłeś… – zagadnąłem go innego razu, gdy staliśmy przed sobą twarzą w twarz. Do tej pory ewidentnie niższy, teraz był dokładnie mojego wzrostu. A ja przecież stałem na grubej podeszwie butów trekkingowych.

– To możliwe… – wyszeptał zupełnie naturalnie. Dokładnie z taką miną, jak rozmawia się o wczorajszych zakupach w sklepie spożywczym.

– Ale jak to? Przecież widzieliśmy się kilka dni temu! Wtedy wcale nie byłeś tak wysoki! Co się stało?! – ewidentnie nic z tego nie rozumiałem.

Poprosiłem Tatę o kilka centymetrów…

Dopiero wtedy zrozumiałem. Połączyłem w głowie fakty. Przypomniałem sobie, jak Tomek kilka tygodni temu mówił mi o pewnej dziewczynie. Że mu się podoba. Że jest cudowna. Że chciałby zagadać, ale ma problem. Bo dziewczyna jest bardzo wysoka. Nie tylko wysoka jak na dziewczynę. Ale również wyższa od niego samego.

Czy ktoś z nas, panowie, znajdując się w takiej sytuacji, poprosiłby Boga, aby ten dał mu wzrost? Takie proste, zupełnie naturalne pytanie człowieka w stu procentach wierzącego. Jest potrzeba. I wydaje się, że raczej dobra potrzeba. Potrzeba okazania miłości, otoczenia opieką, wreszcie zaś: zdobycia pięknej kobiety, w przyszłości może i żony. Odpowiedzmy sobie sami przez sobą. Tak szczerze. Czy my byśmy prosili Boga o wzrost? Tomasz Krzysztof poprosił.

I otrzymał. Dość szybko. Po kilku tygodniach.

Tomasz Krzysztof wierzył. Miał ku temu podstawy. Opisane na kartach Pisma Świętego. Długo szukać inspirujących przykładów? Raczej nie.

„Chce nam się pić” – skarży się Mojżesz do Boga Jahwe na kartach 20 rozdziału Księgi Liczb. „Weź laskę i zbierz całe zgromadzenie, ty wespół z bratem twoim Aaronem. Następnie przemów w ich obecności do skały, a ona wyda z siebie wodę” – odpowiedź Boga jest niezwykle męska i bardzo konkretna. Co, gdzie i kiedy. Tu nie ma wątpliwości. Bóg pomoże.

Inny przykład? Tym razem u św. Marka w rozdziale 10. „Co chcesz, abym ci uczynił?” – pyta Jezus wołającego niewidomego. „Rabbuni, żebym przejrzał”. Także i tu odpowiedź Boga nie pozostawia wątpliwości: „Idź, twoja wiara cię uzdrowiła”.

A jak skończyła się historia z Tomasza Krzysztofa z tą dziewczyną? Ktoś powie: „bez happy endu”. I faktycznie. Na swój sposób tak. Dziewczyna nie zechciała się z nim umówić. Jednak spróbował. Po wszystkim mógł spojrzeć sobie w lustro. A co się stało z jego nadprzyrodzonym przyrostem wzrostu? Nie był mu już potrzebny. Po kilku dniach, gdy go zobaczyłem, był znów niższy. Bóg dotrzymał obietnicy.

Newsletter
Aleteia codziennie w Twojej skrzynce e-mail