Nie możesz nas wesprzeć finansowo?

Możesz to zrobić na 5 innych sposobów:

  1. Módl się za nasz zespół i powodzenie naszej misji
  2. Opowiedz o Aletei w swojej parafii
  3. Udostępniaj nasze treści rodzinie i przyjaciołom
  4. Wyłącz AdBlocka, kiedy do nas zaglądasz
  5. Zapisz się do naszego newslettera i czytaj go codziennie

Dziękujemy!
Zespół Aletei

 

Aleteia

Ojciec Karol Meissner OSB: kapłan, lekarz, ekspert i artysta

o. Karol Meissner OSB
Udostępnij

O przyjaźni z o. Janem Górą OP, o mistrzach duchowych z prostego ludu i o tym, jak podczas Powstania Warszawskiego został ranny, a w jego ciele utkwiła kość kobiety, którą rozerwał pocisk. O ojcu Karolu Meissnerze z Janem Grzegorczykiem rozmawia Małgorzata Bilska.

Małgorzata Bilska: Jak wspominasz ojca Karola Meissnera?

Jan Grzegorczyk*: Barwnie przede wszystkim. Był nie tylko kapłanem i lekarzem, ale i artystą… Pisał, był niesłychanie wrażliwy na muzykę, komponował. Wstąpił do benedyktynów zafascynowany Tyńcem, ale większość swego zakonnego życia spędził w Lubiniu koło Poznania.

Opowiadał mi kiedyś, jak w czasie Powstania Warszawskiego został ranny. W jego ciele utkwiła część kości kobiety, którą rozerwał pocisk. Przez kilka miesięcy chodził z tym kawałkiem kości i myślał, że to odłamek granatu. Myślę, że to jakoś też określiło jego kapłaństwo, które było bezustanną próbą ulżenia człowiekowi w jego cierpieniach. Duchowych i cielesnych. Stąd też studiowanie medycyny, ale wiedział, że człowiekowi można pomóc wtedy, gdy widzi się go w całości.

Z tego, co wiem, miał opory wobec przyjęcia święceń kapłańskich.

Z początku chciał zostać prostym mnichem, bratem. Jednak po kilku latach w pokorze przyjął święcenia. Miał do siebie duży dystans i był pełen pokory. Z domu wyniósł przekonanie, które zaszczepiła mu jego mama, że wiara w Boga musi być prawdziwa, autentyczna. I takie też muszą być kazania księży, prawdziwe, bez egzaltacji.

20 grudnia 2015 roku byłem razem z o. Janem Górą OP u niego w Lubiniu. Ojciec Jan, dzień przed swą śmiercią wygłosił cudowne kazanie na mszy świętej z okazji 50-lecia święceń kapłańskich ojca Karola, zakończone powtarzaniem słów psalmu: „Jestem Twój, zbaw mnie. Amen”. Nie mieliśmy pojęcia w jakim misterium uczestniczymy.

Bardzo się przyjaźnili, ojciec Karol bywał w klasztorze u dominikanów niezwykle często. Nieustannie wzajemnie się zapraszali. Taka niezwykła przyjaźń benedyktyńsko-dominikańska. Marcin Babraj, były szef „W drodze”, angażował go do wszelkich dyskusji w miesięczniku.

Był ekspertem w wielu dziedzinach. Przyjaźnił się także z ojcami: Walentym Potworowskim, Czesławem Bartnikiem, Stanisławem Dobeckim. A to, że wybrał akurat Jana Górę jako swojego kaznodzieję na swój jubileusz, pokazuje, jak wysoko go cenił.

Gdy pytałem go o mistrzów duchowych, w pierwszym rzędzie wymieniał prostych ludzi. Jakaś babka i facet ze wsi, którzy potrafili mu przepięknie opowiadać o śpiewie ptaków, na polu i z różańcem w ręku. Był nimi zafascynowany.

Pochodził ze znakomitej rodziny, ale się tym nie chełpił. Wręcz unikał tego tematu. Najważniejsze było to, co człowiek sam ze sobą w życiu zrobi, a przede wszystkim, jak odpowie na swoje powołanie.

Podziwiałeś obu przyjaciół i obu bardzo ci chyba brakuje…

Bardzo. Śmierć tych świętych ludzi będzie owocować, ale mamy prawo przyznawać się też do smutku. Tak, jak ojciec Jan przyznawał się do smutku po odejściu Jana Pawła II, a ojciec Karol – do pustki po śmierci ojca Jana. A przecież obaj doskonale wiedzieli, co to jest obcowanie świętych.

Całe moje dorosłe życie upłynęło w słońcu tego kapłańsko – artystycznego duetu. Obaj mieli nieprawdopodobne poczucie humoru. Ojciec Karol lubił powtarzać, że ma śmietanę w głowie, a ojciec Jan był gotów błaznować, żeby otworzyć serce człowieka. Tak ich postrzegam jako splecionych ze sobą na wieki.

*Jan Grzegorczyk – pisarz, dziennikarz, redaktor. Autor słynnej książkowej serii o księdzu Groserze. Ostatnio ukazała się „Perła. Afrykański przypadek księdza Grosera”.

Newsletter
Aleteia codziennie w Twojej skrzynce e-mail