Aleteia.pl - pozytywna strona Internetu w Twojej skrzynce e-mail

Nie możesz nas wesprzeć finansowo?

Możesz to zrobić na 5 innych sposobów:

  1. Módl się za nasz zespół i powodzenie naszej misji
  2. Opowiedz o Aletei w swojej parafii
  3. Udostępniaj nasze treści rodzinie i przyjaciołom
  4. Wyłącz AdBlocka, kiedy do nas zaglądasz
  5. Zapisz się do naszego newslettera i czytaj go codziennie

Dziękujemy!
Zespół Aletei

 

Katolicki portal bez polityki. Wesprzyj nas!

Aleteia

Oto święty dla tych, którym wydaje się, że ich marzenia się nie spełniają

Dziewczyna siedząca na brzegu fontanny
Udostępnij

Św. Franciszek de Hieronimo pewnej nocy wyszedł na opustoszałą ulicę i wygłosił kazanie, nie mając żadnego słuchacza. Tak się przynajmniej zdawało. Jednak rankiem do konfesjonału przyszła prostytutka…

Kłopot z naszymi wielkimi marzeniami polega na tym, że życie nigdy do nich nie przystaje. Całe lata zajmuje nam podążanie w określonym celu, kiedy nagle okazuje się, że nasze marzenie o macierzyństwie, studiach medycznych, założeniu małego rodzinnego gospodarstwa czy dobrym zdrowiu nie może się spełnić. Niespełnienie to wymaga od nas stanięcia w prawdzie przed samym sobą.

 

Św. Franciszek de Hieronimo – misjonarz

Urodzony w 1642 roku św. Franciszek de Hieronimo chciał być misjonarzem. Wychowywany na historiach z życia św. Franciszka Ksawerego i męczenników z Azji, pragnął być jednym z nich, aby móc w Japonii i Indiach głosić Ewangelię ludziom nieznającym Chrystusa. Kiedy okazało się, że jego przełożeni zakonni u jezuitów mają co do niego zgoła inne plany, nie popadł w przygnębienie i rezygnację, uważając, że jego życie jest zwykłe i nigdy nie będzie spełnione.

Fair Use

Franciszek de Hieronimo otrzymał święcenia kapłańskie w wieku zaledwie 23 lat, na mocy specjalnej dyspensy. Cztery lata później był duszpasterzem w Neapolu i nie wyobrażał sobie życia innego, jak tylko kroczenie śladami Franciszka Ksawerego, Pawła Miki i towarzyszy jako misjonarz i, da Bóg, także męczennik. O możliwość wyjazdu do Azji błagał w niezliczonych listach swoich przełożonych, którzy jednak mieli wobec niego inne plany: Franciszek miał pozostać w Neapolu.

Franciszek wiedział, że Bóg wzywa go do ewangelizacji dusz, które odeszły od Niego, a tych nie brakowało także w rodzimej Italii. Młody jezuita nie roztrząsał w nieskończoność porażki tego, co uważał za swój życiowy projekt, umiejąc docenić to, jak Bóg pozwala mu realizować pragnienia w inny sposób.

Czytaj także: Czy na pokładzie Titanica znajdował się święty?

 

Ewangelizator na peryferiach

Nie zadowolił się przy tym podejściem zwykłego duszpasterza, ograniczając się do kontaktu jedynie z tymi, którzy przychodzili do kościoła. Wychodził na ulice miasta, głosząc ewangelię w domach publicznych, więzieniach, szpitalach i na statkach galerniczych. Przez 40 lat św. Franciszek był wszędzie tam, gdzie można było spotkać najbardziej zatwardziałych grzeszników.

Na hiszpańskiej galerze nawrócił 20 niewolników muzułmańskich, udzielając im chrztu podczas wyjątkowo uroczystej ceremonii, której oprawa mogła zrobić wrażenie na największych nawet cynikach. Odważnie szedł także w te miejsca, gdzie narażał się na fizyczną agresję.

Pewnej nocy, za natchnieniem Ducha Świętego, wyszedł na opustoszałą ulicę i wygłosił kazanie, nie mając żadnego słuchacza. Tak się przynajmniej zdawało. Jednak rankiem do konfesjonału przyszła prostytutka, która przyznała, że poprzedniej nocy z okna swojego pokoju słuchała jego płomiennych słów i została porażona mocą, z jaką mówił o życiu Chrystusa.

 

Masowe nawrócenia

Dziewczyna ta nie była jedyną. Uważa się, że Franciszek de Hieronimo co roku nawracał około 400 zatwardziałych grzeszników. Pewna kobieta zamordowała własnego ojca, po czym przebrała się w męskie ubranie i wstąpiła w szeregi armii hiszpańskiej. Po spotkaniu z Franciszkiem bardzo żałowała za swoje czyny i dała się później poznać jako osoba wielkiej świętości. A ponieważ kobiet, które dzięki kazaniom Franciszka powróciły w ramiona Chrystusa było wiele, jezuita założył jeden dom dla nawróconych prostytutek, a drugi dla ich dzieci.

Wiedząc doskonale, że ludzie, do których został posłany nie cechują się szczególną uważnością, o. Franciszek wsławił się swoimi mikrokazaniami, dzięki czemu był w stanie wygłosić ich ok. 40 w ciągu całego dnia, w różnych częściach miasta. „Kiedy rozmawia z nami, jest łagodny jak owca, jednak kiedy głosi kazania jest prawdziwym lwem”.

Przemierzając wzdłuż i wszerz Królestwo Neapolu, głosił misje parafialne i ewangelizował na rogach ulic. Jego zapał kaznodziejski karmił się natchnieniem Ducha Świętego. Św. Franciszek był człowiekiem tak głębokiej modlitwy, że często krocząc ulicami Neapolu, wpadał w ekstazę. Pogrążony w modlitwie, nie zwracał uwagi na pozdrowienia mijających go znajomych i nie uchylał kapelusza. Aby więc nie uchybiać etykiecie, przestał w ogóle nosić nakrycie głowy.

 

Posłuszeństwo wobec przełożonych

Powyższej historii dobrze się słucha obecnie, jednak współcześni Franciszkowi często gorszyli się towarzystwem, w którym się obracał. Słali skargi do arcybiskupa, który nawet przez krótki czas zabronił mu głoszenia kazań na ulicy.

Kiedy zakaz został cofnięty, Franciszek powrócił do wydawałoby się niekończącego się duszpasterzowania, jednak wówczas jego własny superior zwrócił mu uwagę, że praca nad zbawieniem dusz ma negatywny wpływ na jego uczestnictwo w życiu wspólnoty zakonnej. I znów Franciszek otrzymał polecenie zaprzestania działalności. I znów posłuchał przełożonych. Kolejny zakaz został także po jakimś czasie cofnięty i Franciszkowi pozwolono służyć Panu Bogu zgodnie z otrzymanym przez siebie powołaniem.

Ta służba trwała przez 40 lat, w trakcie których udało mu się dotrzeć do tysięcy dusz. Jest wielce prawdopodobne, że jego praca miała o wiele większe znaczenie i doprowadziła do Boga więcej ludzi, aniżeli dane by mu było nawrócić w Azji. Trudno jest bowiem wyobrazić sobie jeszcze obfitsze żniwo jego duszpasterskich działań.

Przystając na swoją życiową drogę, Franciszek spełnił swoje największe marzenie i został wielkim misjonarzem. Módlmy się do św. Franciszka de Hieronimo za wszystkich, którzy starają się zaakceptować to, co życie im przynosi. Św. Franciszku de Hieronimo, módl się za nami!

Czytaj także: Szaleństwo brata Alberta, czyli bezgraniczne zawierzenie Bożej Opatrzności

Newsletter
Aleteia codziennie w Twojej skrzynce e-mail