Aleteia.pl - pozytywna strona Internetu w Twojej skrzynce e-mail

Nie możesz nas wesprzeć finansowo?

Możesz to zrobić na 5 innych sposobów:

  1. Módl się za nasz zespół i powodzenie naszej misji
  2. Opowiedz o Aletei w swojej parafii
  3. Udostępniaj nasze treści rodzinie i przyjaciołom
  4. Wyłącz AdBlocka, kiedy do nas zaglądasz
  5. Zapisz się do naszego newslettera i czytaj go codziennie

Dziękujemy!
Zespół Aletei

 

Katolicki portal bez polityki. Wesprzyj nas!

Aleteia

Książę z bajki nie istnieje. Dzięki Bogu!

Chłopak i dziewczyna siedzą przy oknie
Udostępnij

Lubię ludzi, którzy mają wady i nie ukrywają ich przed światem. Jest mi do nich znacznie bliżej niż do tych idealnych.

Pamiętam te piękne komedie romantyczne i melodramaty, w których ON walczy o NIĄ, zakochany, gotowy na podbój świata i przenoszenie gór, zostawiający wszystko dla tej wyjątkowej miłości. Albo szkolne równania, w który inicjały imion zakochanych równały się WNM – Wielka Nieskończona Miłość. I te obietnice składane po pierwszym w życiu pocałunku, że już na zawsze będziemy razem i nic nas nigdy nie rozłączy.

I pobłażliwe spojrzenie mojego polonisty, któremu po lekturze „Konrada Wallenroda” próbowałam udowodnić, że jeśli się kogoś naprawdę kocha, to można mieszkać nawet na strychu, bez prądu i wody, bez niczego, choć przecież ze wszystkim – z miłością. Cóż w życiu ważniejszego?

Nadal twierdzę, że nic. Choć dziś treść tego słowa składa się w mojej głowie z zupełnie innych wyobrażeń. Mniej romantycznych.

Czytaj także: „Początek Wieczności”: Dla nas źródłem radości jest miłość!

 

Błogosławiona wada

Mój wymarzony książę z bajki był jednak przez długie lata trochę niezwykły. Człowiek, choć jakby nadczłowiek. Mężczyzna, choć złożony tylko z moich potrzeb. Przyjaciel, który idealnie rozumie każdą moją myśl i wszystkie pragnienia. Jednym słowem – kosmita.

Książę-kosmita, na którego czeka przecież tak wiele z nas! Taki idealny. Ten jedyny. Zawsze jest, zawsze rozumie, zawsze wspiera. Oczywiście, jest też niczym najlepszy koktajl wszystkiego, co najprzystojniejsze w George’u Clooney’u, Dwaynie Johnsonie i Bradzie Pittcie. Wiadomo.

Bo choć wszystkie wiemy, że życie to nie bajka, na dnie serca tli się czasem płomyk nadziei, że bajki jednak się spełniają…

Czytaj także: Czy jest tu jakiś książę z bajki?

A potem pojawia się taki Waldek czy Marek, któremu na gwiazdkę kupujesz karnet na siłownię, podsuwasz ofertę na kolację z groupona i mówisz z lekką nutką dekadencji, że Kaśka dostała wczoraj takie piękne kwiaty bez okazji…

I wraz z Waldkiem czy Markiem pojawia się ta nieznośna myśl, że on miał być przecież inny! Czy to oznacza, że znowu w życiu nam nie wyszło? Nie. To oznacza, że żyjemy w realnym świecie normalnych ludzi. Wszystko jest w porządku. On ma właśnie taki być.

Ma mieć wady i zalety. Ma być trochę dobry i trochę niedobry. Trochę nieidealny. Czyli… taki jak my.

  

Nie musi być idealnie, by było dobrze

W każdym da się znaleźć coś dobrego. Wszystko zależy od tego, jak patrzysz. Czy to oznacza, że każdy może być z każdym, wystarczy tylko, by w poszukiwaniach skupić się na zaletach i zamknąć oczy wady? Oczywiście, że nie, to byłoby zbyt duże uproszczenie.

Jednak każdą relację da się zepsuć, kiedy wyszukujemy w niej to, co jeszcze trzeba naprawić, kiedy normalnego człowieka próbujemy zamienić w ucieleśnienie wszystkich naszych tęsknot i pragnień.

Mój znajomy stosował w życiu teorię 100%. Kiedy w jego kolejnych relacjach było dobrze na 80%, na 96% albo nawet na 99,5% to oznaczało, że było źle. I trzeba było szukać dalej, bo przecież ciągle czegoś brakowało, to nadal nie było „to”. Skutki były trudne i dla niego, i dla dziewczyn, z którymi budował relacje.

 

Książę szyty na miarę

Lubię ludzi, którzy mają wady i nie ukrywają ich przed światem. Jest mi do nich znacznie bliżej niż do tych idealnych. Sama mam trochę wad i wiem, że nic mnie tak w życiu nie uczy pokory, jak moje słabości. Świadomość tego, że do końca życia pewnie nie zabraknie mi powodów do pracy nad sobą sprawia, że mam w sobie więcej przestrzeni na słabości innych ludzi. 

I sprawia także, że nie czekam już w życiu na idealnego księcia z bajki. Czekam na księcia szytego na miarę. Takiego, z którym napiszę naszą własną bajkę – nie będzie w niej białych koni, serenad pod oknem i płatków róż pod stopami. To nie jest już moja definicja szczęścia. To będzie bajka z błędami, przebaczaniem, kłóceniem się i godzeniem, uczeniem się inności i odrębności. Będzie prawdziwie, normalnie, po naszemu.

Czytaj także: Zanim znajdziesz miłość, znajdź siebie!

 

Newsletter
Aleteia codziennie w Twojej skrzynce e-mail