Aleteia.pl - pozytywna strona Internetu w Twojej skrzynce e-mail

Nie możesz nas wesprzeć finansowo?

Możesz to zrobić na 5 innych sposobów:

  1. Módl się za nasz zespół i powodzenie naszej misji
  2. Opowiedz o Aletei w swojej parafii
  3. Udostępniaj nasze treści rodzinie i przyjaciołom
  4. Wyłącz AdBlocka, kiedy do nas zaglądasz
  5. Zapisz się do naszego newslettera i czytaj go codziennie

Dziękujemy!
Zespół Aletei

 

Aleteia

Magia taksówki, czyli (nie)zwykłe historie kierowców taryfy

Znak Taksówki na dachu
REPORTER
Udostępnij

W taksówce jak w konfesjonale. Albo u psychologa. Można anonimowo podzielić się kłopotami, poprosić o radę, pogawędzić o polityce. Zdarza się jednak, że krótki kurs przeradza się w prawdziwą przyjaźń.

Magiczna taksówka. Przyjemny klimat, łagodna muzyka, a za kierownicą człowiek, który zna się na ludziach. Siedzi tyłem, nie widać jego mimiki. To świadek porodów i zaręczyn, rozstań i pożegnań, beztroskich zabaw i trudnej walki o awans. Czasem prowadzi pogawędki o pogodzie i polityce, czasem pędzi do apteki po tabletki na nerki albo zahacza po urodzinowe tulipany. Bywa, że wnosi klientkę ze złamaną nogą na czwarte piętro, doradza w sprawie związku albo prowadzi szaleńczy pościg. Jeśli kocha swoją pracę, robi to wszystko z pasją i wie, że pozory bardzo często mylą. Choć klienci (i kierowcy) bywają różni, zdarza się, że krótka podwózka zamienia się w prawdziwą przyjaźń.

 

Taksówkarz 1. Pan Irek

Niedawno swoją opowieścią o pewnym taksówkarzu podzielił się Witold Szabłowski, reportażysta i dziennikarz. A było to tak: pan Irek (wiek: ok. 50 lat; wygląd: ogolony na łyso, wielki; znaki szczególne: wyblakły tatuaż na przedramieniu) woził czasami 94-letnią staruszkę. Szybko przypadli sobie do gustu – on podwoził ją do lasu, żeby pooddychała świeżym powietrzem, ona piekła sernik dla jego córki. On jej przywoził szarlotkę, ona zapraszała go na herbatkę i pokazywała rodzinne albumy.

W zeszłym roku urlop pana Irka zbiegł się z operacją pani Babci. Prosiła, by zawiózł ją do szpitala. Taksówkarz nie zastanawiał się długo. Zawiózł rodzinę do Ustki, a o północy ruszył z powrotem do Warszawy. Nad ranem zatrzymał się pod kamienicą staruszki, zdrzemnął chwilę i odwiózł ją na operację. Zawędrował nawet na oddział, by przytuleniem dodać jej otuchy. A potem pędem wrócił do rodziny nad morze. I pani Babci się nie przyznał, jak było.

 

 

Pan Maciej zaapelował pod postem: „Kochani! Zamiast się wzruszać – szybciutko znaleźć swoją staruszkę! I do pomocy!”. Racja.

 

Taksówkarz 2. Tata Magdy

Niedługo później do Witolda Szabłowskiego zgłosiła się Magda, córka taksówkarza z Sosnowca. Postanowiła podzielić się opowieścią o swojej „Pani Babci” poznanej w taksówce:

Dzięki za historię pana Irka. Żyję w czymś podobnym od kilku lat – może bez Ustki, ale cała reszta się zgadza. Mój tata jest taksówkarzem, w Sosnowcu. I też wiózł raz 90-letnią staruszkę. I też wydała mu się samotna, zaczęli rozmawiać… Od pięciu lat Pani Babcia spędza z nami każde święta, jeździmy razem na wakacje do Zakopanego. Stała się dla nas jak rodzina. 

 

Taksówkarz 3. Pan Tomasz

Ogromną kopalnią taksówkowych historii jest blog Tomasza Janika, kierowcy z Krakowa (pseudonim: Tomasz Banan). Jak dowodzą jego opowieści, w taksówce bywa niebezpiecznie, wzruszająco i zabawnie!

Czwartek, jak dzień dziecka. Nie jak, to dzień ewidentnie związany z dziećmi. Jest młoda kobieta w zaawansowanej ciąży, z ujmującym zatroskaniem o swoje przyszłe dziecko, którą odbieram ze szpitala, gdzie robiła badania. Na jej twarzy miesza się jakaś błogosławiona radość z oczekiwanej córeczki i naturalne lęki o jej zdrowie oraz strach przed pierwszym porodem. Odruchowo zaczynam jechać delikatnie, nawet się nie zastanawiam. W każdym mężczyźnie włącza się chyba w takiej sytuacji jakaś atawistyczna funkcja opiekuńczości.

Jest też mama z miesięcznym dzieciaczkiem. Takie to małe, wręcz niesamowite. Taki mały ludzik 😃. Popłakuje sobie, ale tylko do chwili, tylko do momentu, kiedy odpalam silnik i ruszający samochód zaczyna kołysać. Co też taki malec sobie może myśleć? Pewnie, że to taka trochę większa kołyska z warczącą grzechotką 😊.

Kolejnym kursem pędzimy przez miasto. Młody tata właśnie odebrał telefon w pracy od żony zaniepokojonej szerzącą się na osiedlu wśród dzieci ospą. I choć szef w pracy klął jak szewc, to mój klient nie zważając na to zwolnił się i jechał szybko do domu, aby zdążyć jeszcze przed piętnastą zaszczepić synka.

I jeszcze był telefon od mojego dzieciaka: „Tato, nie przyjechałbyś zabrać mnie do babci? Już się umówiłem”. No cóż, jak łatwo się domyśleć, chwilę później (…) już jechał do babci 😃. (8 lipca 2011)

Ps. Tekst nie jest finansowany przez taksówkarzy i nie ma związku z niedawnym protestem.

 

Newsletter
Aleteia codziennie w Twojej skrzynce e-mail