Nie możesz nas wesprzeć finansowo?

Możesz to zrobić na 5 innych sposobów:

  1. Módl się za nasz zespół i powodzenie naszej misji
  2. Opowiedz o Aletei w swojej parafii
  3. Udostępniaj nasze treści rodzinie i przyjaciołom
  4. Wyłącz AdBlocka, kiedy do nas zaglądasz
  5. Zapisz się do naszego newslettera i czytaj go codziennie

Dziękujemy!
Zespół Aletei

 

Aleteia

List do przyszłej żony mojego syna

Dziewczynka w okularach
Trinette Reed/Stocksy United
Udostępnij

W Meksyku mawiają, że za każdym macho stoi jego matka. Idąc tym tropem trzeba przyznać, że to my, matki w dużej mierze odpowiadamy za to, jakimi mężami będą nasi synowie.

Moja droga Synowo!

Piszę do Ciebie, choć może jeszcze się nie narodziłaś. Mój synek ma zaledwie dziesięć miesięcy! Patrząc, kiedy bawi się, śpi albo poznaje świat swoimi błękitnymi oczami, jak każda mama, zastanawiam się czasem, jaka będzie jego przyszłość. Jak będzie wyglądał, jaki zawód wybierze. Nie, nie projektuję mu życia. Po prostu sobie dumam.

Czasem myślę też o tym, jakim Franciszek będzie mężem, ojcem. Dziś wiem, że to przede wszystkim zależy właśnie ode mnie.

My, kobiety czasem narzekamy na mężczyzn, którzy migają się od domowych obowiązków. Ze smutkiem i nie bez żalu zżymamy się na niedzielnych tatusiów.

Kiedy widzę koleżankę w 9. miesiącu ciąży, która dźwiga 3-letnie starsze dziecko, podczas gdy jej mąż spokojnie spaceruje obok, gotuje się we mnie. Podobnie, kiedy widzę przyjaciółkę, która po ciężkim dniu wraca umęczona z pracy, po drodze odbiera dziecko z przedszkola i jeszcze robi zakupy, by w domu na jej męża czekał ciepły obiad. Oczywiście, zrobiony przez nią.

Nie, nie będę Ci pisać, droga Synowo, o podziale obowiązków czy równości, bo to tematy na obszerne dysertacje. Poza tym, to wasza sprawa, jak się dogadacie. Chcę Cię jedynie zapewnić, że zrobię wszystko, by mój syn, a Twój mąż, był dla Ciebie wsparciem i pomocą.

 

Będę go uczyć, że zmywanie, sprzątanie, prasowanie czy gotowanie to nie jest tylko święty obowiązek kobiety. Zresztą, w naszym domu prędzej zobaczy matkę nieustannie wybijającą rytmy na klawiaturze komputera niż jeżdżącą na mopie. Prędzej zobaczy matkę wynoszącą pojemniki po zamówionym jedzeniu niż mieszającą mozolnie w garnkach. Jeśli już zobaczy, że ktoś sprząta w naszym domu, to raczej będzie to ojciec (ja robię to sporadycznie, a częściej ograniczam się do zadbania o drobiazgi, jak świeże kwiaty w wazonie czy klimatyczne dekoracje).

Jeśli Franciszek będzie miał kiedyś siostrzyczkę, to będzie miał w domu dokładnie takie same obowiązki, jak ona. Żadnych forów. Obiecuję Ci, że nie wychowam maminsynka z dwiema lewymi rękoma.

Żono mojego syna,

chcę Cię też zapewnić, że nauczę Franciszka, że opieka i wychowanie dzieci to nie tylko sprawa matki. On zresztą już to widzi! Od pierwszych chwil życia w opiekę nad nim dzielnie angażuje się ojciec. Mówi się czasem, że na początku to dziecku potrzebna jest matka, a ojciec „przejmuje” je później. To bzdura! Jak kilkulatek ma stworzyć relację z ojcem, którego wcześniej nie było w jego życiu?

To mąż wstawał do synka, kiedy ten w pierwszych miesiącach budził się nocą. Przynosił mi go do karmienia, a później tulił i usypiał. Mąż zabiera też malca choćby na 2-3 godzinny spacer każdego dnia. Nie tylko po to, żebym mogła popracować czy odpocząć. To chwile tylko dla nich, aby pobyli ze sobą, nauczyli się siebie wzajemnie. A już wieczorna kąpiel i nocne usypianie to święty i nieodwołalny rytuał moich chłopaków.

Kiedy Franciszek podrośnie, ojciec pokaże mu swoje pasje – rekonstrukcje historyczne, fotografię. Już teraz uśmiecham się pod nosem na myśl o tych wszystkich ich męskich wypadach, podczas których ja będę mogła oddać się swoim pasjom. I podczas których będę oczywiście szalenie za nimi tęsknić i wyglądać ich powrotu, jak każda mama.

 

Moja droga Synowo,

chcę Cię na koniec zapewnić o najważniejszym.

Nauczę mojego syna, że żona to pierwsza i jedyna kobieta w jego życiu. Że ma Cię kochać miłością oddaną, bezwarunkową. Że ma Cię kochać nie za coś, ale pomimo. Że to wokół Ciebie będzie się kręcił nie tylko Wasz dom, ale przede wszystkim jego świat.

Zresztą, tego specjalnie nie będę go musiała uczyć, bo to już widzi, patrząc na nas. Oczywiście, czasem kłócimy się tak, że latają talerze, a w futrynach drzwi zostają dziury. Ale szybko się godzimy, bo w końcu wybraliśmy siebie. Na zawsze.

Ufam, że w oczach mojego syna będziesz mogła przeglądać się niczym w lustrze, w którym zobaczysz piękną, szczęśliwą i kochaną kobietę. Tak, jak ja przeglądam się w oczach taty Franciszka.

Wierzę, że w moim synu znajdziesz wsparcie.

 

 

Newsletter
Aleteia codziennie w Twojej skrzynce e-mail