Aleteia.pl - pozytywna strona Internetu w Twojej skrzynce e-mail

Nie możesz nas wesprzeć finansowo?

Możesz to zrobić na 5 innych sposobów:

  1. Módl się za nasz zespół i powodzenie naszej misji
  2. Opowiedz o Aletei w swojej parafii
  3. Udostępniaj nasze treści rodzinie i przyjaciołom
  4. Wyłącz AdBlocka, kiedy do nas zaglądasz
  5. Zapisz się do naszego newslettera i czytaj go codziennie

Dziękujemy!
Zespół Aletei

 

Katolicki portal bez polityki. Wesprzyj nas!

Aleteia

Lekcja życia. 8 rzeczy, których nauczyłam się w podróży

Dominika siedzi na ławce nad jeziorem
Udostępnij

Nie bez przyczyny mówi się czasem, że podróże kształcą. Ale czego właściwie możemy nauczyć się z plecakiem i mapą?

Kliknij tutaj, by przejrzeć galerię

Każda podróż – ta na drugi koniec świata, i ta do zakamarków rodzinnego miasta, może przerodzić się w niesamowitą lekcję. Lekcję o relacjach, cudach natury, sensie życia, drugim człowieku i samym sobie. Czasami wystarczy zastąpić nawigację mapą albo mapę intuicją i ruszyć przed siebie. Mimo obaw i lęków.

Moja podróż zaczęła się tak. Kończył się ciepły wrzesień. Niebieski plecak pękał w szwach, a ja z trudem dociskałam kolanem kolejną warstwę ciuchów na cztery pory roku. Mama dopytywała, czy spakowałam zestaw małego krawca (a nuż się przyda!), apteczkę (must have podróżnika), a tata ukradkiem sprawdzał, czy mam latarkę (podstawa!), scyzoryk (chleb pokroisz, szafkę skręcisz) i gaz pieprzowy (różne stworzenia chodzą po tej planecie!).

Pojechałam. Sama w nieznane. A roczna podróż (połączona ze studiami) zamieniła się w najcenniejszą lekcję życia. Choć od tego czasu minęło już kilka lat, wciąż pamiętam o rzeczach, których nauczyłam się z dala od domu.

 

Ludzie są dobrzy

Jadłam to, czym się ze mną podzielili. Przemierzałam setki kilometrów w ich samochodach. Spałam w takiej pościeli, jaką mogli mi zaoferować (przyznaję, czasami starałam się nie myśleć, kto wcześniej w niej leżał). I wiecie co? Żadna z tych osób nie zrobiła mi krzywdy. Przeciwnie: doświadczyłam niesamowitej życzliwości! Giovanni pokazał mi Florencję w nocy, Sienę w dzień i smak makaronu z truflami. Vincent nadrobił 150 km, spóźniając się tym samym do pracy. Tylko po to, by nie wysadzić mnie z samochodu w dzielnicy prostytutek. Roberto wymienił mi dętkę (w białych rękawiczkach!). Szef ekskluzywnej kuchni umył owoce kupione w supermarkecie. Pani z recepcji sześciogwiazdkowego hotelu dała mi piękną mapę, gdy zagubiona stanęłam przed nią (na czerwonym dywanie) w zabłoconych trampkach. I wszystko za darmo.

 

Warto jeść śniadanie

Włochy o poranku pachną ciepłymi rogalikami z morelami, świeżą prasą i espresso popijanym w gronie przyjaciół. Mało kto je samotne śniadania w domowym zaciszu. Ludzie są ze sobą w kawiarniach i potrafią cieszyć się swoją obecnością. Zagadują nieznajomych. Są dla siebie mili (na poczcie, w sklepie, na ulicy też!). Oczywiście – na takie celebrowanie poranków nie zawsze jest czas. Ale raz kiedyś warto wstać wcześniej.

 

Bez pieniędzy można przeżyć

W końcu się doigrałam. Była lipcowa noc. Cinque Terre, portfel pusty, karta zablokowana. Tego dnia i tak planowałam spanie pod chmurką nad brzegiem morza, ale… byłam przekonana, że mam jeszcze 50 €. Musiałam dostać się do miejscowości oddalonej o kilka kilometrów, a było już po godz. 22. Dzięki bezinteresownej pomocy nieznanych ludzi – udało się.

 

Do życia nie potrzeba wiele

Co się wydarzy, jeśli przez kilka nocy będziesz spała na podłodze, przez 5 dni pochodzisz w jednej koszulce, nie wysuszysz włosów, umyjesz się w zimnym morzu i przez tydzień w twoim jadłospisie znajdą się tylko bagietki z szynką i pomidory? Nic. Naprawdę nie umrzesz. Odkryjesz za to prawdę o sobie i zobaczysz nagle, jak wiele niepotrzebnych przedmiotów cię otacza.

 

Wszystko co mam, to łaska

Kiedyś nie lubiłam wychodzić poza swój uporządkowany świat, w którym sama ustalałam sobie harmonogram i robiłam to, na co miałam ochotę. Bałam się zmian i spontaniczności. Któregoś dnia po prostu skoczyłam na bardzo głęboką wodę. Zaczęłam działać bez planu, zdana na innych ludzi i pogodę. Doświadczyłam… niesamowitego prowadzenia Pana Boga. Stawiał na mojej drodze anioły i rozwiązywał każdy problem. Jego miłość przychodziła do mnie w życzliwości ludzi, w poczuciu pokoju, ufności i bezpieczeństwa. Przychodził we wschodzie słońca w Dolomitach, neapolitańskiej nocy na dachu kamienicy, w zapachu miasta kwiatów i ogrodu oliwnego w Umbrii… Nie mogłam uwolnić się od myśli: każdy dzień jest łaską.

 

Szkoda czasu na narzekanie

Nikt nie mówi, że codziennie musimy turlać się ze śmiechu po soczystej trawie. Nie zawsze są powody. Ja szukam radości głębokiej, prawdziwej, wypełniającej całą mnie. Takiej, która wykracza poza krótkotrwałą wesołość. Która rodzi się z zauważania prostych rzeczy, a potem we mnie zostaje. Szukam jej w zapachu kawy, w twarzach mijanych ludzi, spontanicznym pływaniu w ubraniu, w leśnym poszukiwaniu poziomek i cichej modlitwie w kościele.

 

Bez przyjaciół nie ma sensu

Szczęście jest naprawdę wtedy, kiedy możemy się nim dzielić. Co z tego, że widziałam piękne krajobrazy, robiłam zdjęcie i publikowałam je na Facebooku zbierając lajki? Wirtualne zachwyty nie miały żadnego znaczenia, jeśli nie mogłam krzyknąć do osoby obok: patrz, patrz, widzisz?! Ważne było to, z kim mogłam w danej chwili skakać z radości, próbować florenckich kanapek i rzymskich lodów o północy, z kim mogłam płakać ze zmęczenia, zasypiać na balkonie, kłócić się (!) do czerwoności albo milczeć. Ważni byli ludzie, którym mogłam przykleić plaster na otarte pięty i ci, którym zaparzałam herbatę z lipy na przeziębienie. Ważne były osoby, które siedziały przy mnie, kiedy w środku miasta dopadła mnie grypa jelitowa. I te, które tęskniąc przysyłały mi listy z Polski.

 

Warto pielęgnować wspomnienia

Patrzę często na mapę, lubię czytać o zwyczajach ludzi w różnych zakątkach i planować, że ich odwiedzę. Gdy długo siedzę w domu, dopada mnie potworny smutek. Powtarzam bez przerwy: Muszę gdzieś pojechać. Wtedy z pomocą przychodzą… wspomnienia. Sterty wywołanych zdjęć, pocztówki z każdego odwiedzonego miasta i mój niezawodny notatnik – chyba już czwarty z kolei. Zapisuję w nim wszystko: przeżycia, inspiracje, przepisy, adresy. Opisuję miejsca, łapię chwile, a czasem proszę też o wpisy spotkanych ludzi.

Newsletter
Aleteia codziennie w Twojej skrzynce e-mail