Aleteia.pl - pozytywna strona Internetu w Twojej skrzynce e-mail

Nie możesz nas wesprzeć finansowo?

Możesz to zrobić na 5 innych sposobów:

  1. Módl się za nasz zespół i powodzenie naszej misji
  2. Opowiedz o Aletei w swojej parafii
  3. Udostępniaj nasze treści rodzinie i przyjaciołom
  4. Wyłącz AdBlocka, kiedy do nas zaglądasz
  5. Zapisz się do naszego newslettera i czytaj go codziennie

Dziękujemy!
Zespół Aletei

 

Katolicki portal bez polityki. Wesprzyj nas!

Aleteia

Jak towarzyszyć w porażkach i mądrze współczuć

Przyjaciele pocieszają kobietę
Shutterstock
Udostępnij

W empatii to, co najważniejsze kryje się między słowami.

Byłam ostatnio u znajomych. Ich ośmioletni syn wrócił załamany z meczu piłkarskiego. Przegrali! On sam miał dwie okazje do strzelenia gola, ale raz był słupek, drugi raz za wysoko. Jego mama próbowała pocieszać: następnym razem będzie dobrze. Ojciec też okazał wsparcie. Za to z angielskiego jesteś super. Nie musisz być dobry we wszystkim.

Ale piłkarz zezłoszczony krążył po mieszkaniu, skarżył się po nosem, kopnął krzesło, potem posmutniał i odwrócił się do ściany, aż w końcu rozpłakał się.

Rodzice powtarzali. To przecież tylko mecz klasowy. Nie płacz, bo dostaniesz gorączki.

Niby nie bagatelizowali niechcianych uczuć, ale nikomu nie przyszło do głowy, żeby po prostu podejść i przytulić dzieciaka. Zrobiła to dopiero młodsza siostra. W odruchu serca podbiegła i uściskała mocą swoich czteroletnich ramion. Pomogło. Od razu było lepiej.

 

Współczucie to coś więcej niż tylko zobaczenie ukrzywdzonego 

Syn wysyła emocjonalny komunikat, a rodzice wychodzą z poziomu racjonalnego. Chcąc pocieszyć – odwoływali się do racjonalnych argumentów. Porażkę sprowadzali do jej rozmiarów w dorosłym świecie. Umniejszali rangę dramatu. Objaśniali świat z wyższościowej pozycji tego, który wie, co w życiu jest prawdziwą tragedią.

– Ty tu ryczysz nad pudłem, nad trójką, a dzieci w Afryce głodują.

Intencje były dobre, ale wsparcie nie dotarło do adresata.

 

Możemy być empatyczni i jednocześnie jakby obok, obojętni i mało pomocni

Niekiedy takie w swoim zamiarze pocieszające komunikaty nie zbliżają, ale podkreślają dystans i hierarchię. Najgorsze, że wywołują samotność i bezradność dziecka. Kto powiedział, że dziecinne smuteczki mniej bolą niż niesprawiedliwości dorosłego świata? Umysł dziecka nie ma mechanizmów, które pozwalają racjonalnie zmierzyć się z porażką.

 

Mały dramat to też dramat

Szanuj uczucia. Nie mów z pozycji wyższościowej i przez to kpiącej: Jaki ty jeszcze dziecinny jesteś?! Mażesz się z powodu takiej głupoty. Żebyś tylko takie zmartwienia miał w życiu! Popatrz, młodsza siostra, a nie pęka! Czyli w domyśle: Jesteś gorszy niż mała dziewczynka.

I tak nie wiadomo kiedy, chcąc przerwać męczące nas kwękanie, zaczynamy emocjonalnie krzywdzić. Nasze słowa miały pomóc wziąć się w garść, a kontuzjują bardziej niż przegrany mecz. Tworzą solidny fundament pod poczucie niższości.

 

To nie my, świadkowie, nadajemy znaczenie krzywdzie – tylko osoba, która ją przeżywa

Nie oceniajmy, nie przywracajmy proporcji – po prostu bądźmy obecni. Świadkujmy z troską. Wysłuchajmy. Rozumiejąco, wspierająco, na spokojnie, z patrzeniem sobie w oczy.

 

Każdy przeżywa swoją porażkę w sposób, w jaki chce i umie

Dajmy ku temu przyzwolenie. Nie mów, żeby się nie mazgaił. Chłopaki też płaczą. A jak nie płaczą, to potem częściej przez nich inni płaczą.

Prosty, czuły gest sprawi, że dziecko czuje się kochane, zaakceptowane nawet wtedy, kiedy czuje się źle. I w dorosłym życiu nie będzie bało się ujawniać słabości, dyskomfortu z lęku, że zostanie odrzucone.

 

Współodczuwanie to spotkanie w świecie emocji

Ważne nie tylko jest to, co robimy, ale również to, co zaniedbujemy. Zamiast tylko objaśniać dziecku reguły świata, dobrze jest zobaczyć tę jego emocjonalność i zaopiekować się nią. Nie wystarczy przemawiać do rozsądku czy wydobywać z dołka za uszy. Może ten kontakt jest za bardzo „gadany”, ale mało w nim ciepła.

 

 

W empatii to, co najważniejsze kryje się między słowami

W milczeniu, kiedy odkładam zmywanie i jestem tylko z tym biedakiem. W prostych gestach. W zdrobnieniach. Czujesz się źle, to ja cię przytulę, utulę, pogłaszczę, coś miłego ci szepnę. Wezmę cię, mój skarbie, na kolana, ukołyszę cię. Chodź na czułe słówko.

Nawet starsze dziecko, przecież i dorosły, potrzebuje tego czułego zagarnięcia. Poczuje się bezpiecznie w tym swoim przeżywaniu złych rzeczy.

Ale ta empatia ma duże znaczenie nie tylko w momencie, kiedy jedna strona czuje się ukrzywdzona.

Pamiętam, pewnego razu w autobusie usiadłam obok mamy z czteroletnią dziewczynką. Mama czytała jej książkę o gniewie. To była książeczka dla dzieci, ale napisana bardzo, ale to bardzo mądrym językiem. Były tam słowa, których uczyłam się na pierwszym roku psychologii. Emocje. Wyrażanie. Tłumienie. Co czujesz, kiedy przeżywasz złość?

Mama czytała, a dziewczynka co chwila ją szturchała.

– A popatrz, piesek wsiadł! Ale dyszy, widzisz?

Mama nie widziała, bo dzielnie czytała.

– Mamo, a co ta pani trzyma?

Mama nawet nie spojrzała, bo przecież czytać dziecku trzeba codziennie.

Rozumiem dobrą wolę mamy. Skupiona na roli świadomej matki, ale jednocześnie w kompletnym braku kontaktu z dzieckiem. A przecież współodczuwanie to również radosne przeżycie, kiedy na przykład podążamy za dziecięcym paplaniem.

Jeśli nie widzimy uczuć dziecka, możemy, jako matki, dać mu w intelektualnym posagu głęboką edukację na temat gniewu, a jednocześnie, po latach, stać się adresatkami tej wybuchowej emocji.

 

 

Newsletter
Aleteia codziennie w Twojej skrzynce e-mail