Nie możesz nas wesprzeć finansowo?

Możesz to zrobić na 5 innych sposobów:

  1. Módl się za nasz zespół i powodzenie naszej misji
  2. Opowiedz o Aletei w swojej parafii
  3. Udostępniaj nasze treści rodzinie i przyjaciołom
  4. Wyłącz AdBlocka, kiedy do nas zaglądasz
  5. Zapisz się do naszego newslettera i czytaj go codziennie

Dziękujemy!
Zespół Aletei

 

Aleteia

Miłość nie unosi się pychą. Klucz do lepszego życia w małżeństwie

Para leży na kocu na trawie
Udostępnij

W małżeństwie mamy obowiązki, ale mamy również zobowiązania, żeby się sobą nie znudzić. Żeby się zauważać, jako kobieta i mężczyzna. Dodać trochę dobrej adrenaliny do tego bycia razem.

Czasem nie wiemy, co sprawia, że w małżeństwie jest nam niedobrze. Często to ukryta pycha podpowiada nam, że czegoś brakuje. Ale uwaga: nadmiar skromności też grozi wypaleniem uczuciowym! Jak sobie z tym radzić ?

 

Tęsknota za… no właśnie, za czym?

Umeblowaliśmy mieszkanie, syn poszedł do pierwszej klasy i dobrze mu idzie. Przyszłość jest nasza. Już teraz planujemy egzotyczne wakacje w gronie przyjaciół, wylicza Małgorzata. – Mój mąż to prawdziwy dar od Boga, ale dlaczego tęsknię do tych lat, kiedy kochałam kogoś innego szaloną, romantyczną miłością.

To była szczeniacka, studencka miłość. Chłopak był młody, nie mogłam na nim polegać. Odszedł bez słowa i długo nie mogłam się otrząsnąć z tego skrzywdzenia. A mimo wszystko zdarza mi się myśleć, że tamto to była prawdziwe uczucie. Obarczam się winą, że stworzyłam rodzinę z dobrym człowiekiem i nie potrafię tego docenić. Naprawdę go kocham. Ciągle podoba mi się jako mężczyzna. Lubię jego ramiona, sposób, w jaki wybucha śmiechem czy przytula nasze dziecko, ale… Czego mi brak, skoro mam wszystko? Chyba ze mną jest coś nie tak, niepokoi się Małgorzata.

„Miłość to sprawa idealna, małżeństwo – realna, a połączenie rzeczy realnej z idealną nigdy nie uchodzi bezkarnie” – wiele lat temu stwierdził Goethe, poeta.

 

Miłość małżeńska nie musi być skromna i nudna

Czuję to pękniecie Małgorzaty. Nie wiadomo, czy to już rezygnacja, kapitulacja, czy wołanie o pomoc. Ważne, by sama usłyszała swój głos. Zobaczyła siebie. Kobietę trzydziestoletnią.

Myślę, że jej obraz siebie jest zafałszowany. Brak realnych proporcji. Wszystko przez to, że Gosia jest przytłoczona rutyną, skulona z żalu za życiem, które nie wróci. Może tęskni nie tyle za tamtym mężczyzną, ile za sobą samą z tamtych lat. Za beztroską. Skupieniem tylko na nim. Na spotkaniach. Wyjazdach.

Gosia idealizuje przeszłość, bo nie zbyt dobrze radzi sobie z teraźniejszością. Nie ma pomysłu, jak ją zmienić, ulepszyć, dostosować do zmian, jakie zachodzą w niej samej. W ciele, w osobowości, w temperamencie.

 

Kiedy kończy się fascynacja

Silna miłosna nostalgia bywa wywołana lękiem przed utratą atrakcyjności, przed przemijaniem, jest niezgodą na to, że ciągle dopadają nas doświadczenia utraty. Takie stany gorszego samopoczucia są jak refren w kobiecym życiu. Towarzyszą osiemnastym urodzinom, trzydziestym, pięćdziesiątym i siedemdziesiątym. To całkiem demokratyczne uczucie. Wspólne prawie wszystkim kobietom. Niezależnie od tego, jak bardzo przewidywalne czy szalone jest ich życie intymne. Dlatego kiedy czujemy taki dyskomfort, możemy szukać sobie kozła ofiarnego. Często jest nim mąż. A dlaczego nie? Skoro zapowiadał się na macho, a okazał się poczciwiną?

Małgorzata kolekcjonuje dobre uczynki męża, ale nie umie się z nich cieszyć. To tak, jakby kolekcjoner samochodów nie miał prawa jazdy.

Jest niespokojna i napięta, bo niby wszystko idzie dobrze, ale jednocześnie coś jej mówi, że to nie jest dla niej dobry kierunek. Małe i większe sukcesy, wreszcie brak większych zmartwień czy porażek, nic nie przekłada się na intensywność i żarliwość uczuć. Małgorzata wycofuje się w romantyczną sielankę minionych lat. Pojawia się dziwna tęsknota do byłego, ale też wyrzuty sumienia wobec męża zmiksowane ze złością, że on nie potrafi być amantem z Harlequina. Gosia czuje również mniej lub bardziej stłumiony gniew na samą siebie. I cały ten gorzki koktajl sprzecznych uczuć wcale nie ułatwia pielęgnowania związku. To mieszanka wybuchowa, która może rozsadzić nawet dobraną parę.

To całkiem naturalne, że intensywna fascynacja pomiędzy kobietą, a mężczyzną wygasa po dwóch latach. Wieloletnie związki mają inną dynamikę niż kilkumiesięczne zauroczenia. Romantyczne liściki, szampan i małże w blasku świec wcale nie spowodują, że poczujemy się dokładnie tak jak dawniej.

Ale przecież wcale nie musi być jak dawniej, żeby było dobrze. Pojawiają się nowe doświadczenia, uczucia i wartości. Odpowiedzialność, zażyłość, wspólne plany, inwestycje, dzielenie codzienności. To ważne sprawy, ale już nie tak widowiskowe.

 

Co jest dowodem, że Twoje małżeństwo jest dobre

W małżeństwie, jak w każdej innej relacji zawsze coś dostajesz, a czegoś ci brak. To właśnie świadczy, że to dobry związek. Nie odsuwasz się psychicznie od męża dlatego, że nie jest w stanie zaspokoić wszystkich twoich potrzeb. To niemożliwe. On również ma swoją małą listę marzeń i zażaleń co do twojej osoby.

Małgorzata zapewne idealizuje tamtego mężczyznę, ale sama też już nie jest tą osobą z przeszłości. Może z tamtym była bardziej zabawna, niefrasobliwa, pomysłowa, częściej się śmiała. Miała niespodziewane pomysły, robiła mu niespodzianki, drobne sceny zazdrości. Czy coś z tego dawnego repertuaru kochającej kobiety stosuje w małżeństwie? Być może jest dobrą kobietą, przykładną żoną i matką? Brzmi nudno, prawda?

Skromność nie dodaje rumieńców miłości. Wizja romantyczna obiecuje związki bez skazy, a przecież prawdziwa bliskość zawiera w sobie również rozczarowania, monotonię i znudzenie.

 

Nie oceniaj pochopnie. To pułapka.

Mężów i żony tak łatwo się obwinia o to, jacy nie są, a bagatelizuje się to, co robią dla wspólnego życia.

Ważne jest to, jak sobie radzimy z tym, czego nie otrzymujemy od ukochanego. Nie uciekamy w marzenia, we frustracje, w poczucie, że źle wybrałyśmy i prawdziwe życie jest gdzie indziej. Z wyśnionym herosem też byłoby w końcu nie tak wspaniale.

Odnoszę wrażenie, że dla Małgorzaty miłość młodzieńcza to dopiero była miłość, a ta małżeńska jest rodzajem zadania do wykonania, pokornej pracy. A właściwie dlaczego? Skromna, codzienna miłość bywa niedoceniana. Łatwo ją przegapić, zgasić, unieważnić poprzez fantazjowanie o tej, która była mocna, a że przy okazji towarzyszył jej lęk, niepokój i niepewność, to już się mniej pamięta.

 

Wyjście poza stereotypy małżeństwa jako nudy to klucz do lepszego związku.

W małżeństwie mamy obowiązki, ale mamy również zobowiązania, żeby się sobą nie znudzić. Żeby się zauważać, jako kobieta i mężczyzna. Dodać trochę dobrej adrenaliny do tego bycia razem.  Jak zawsze warto zacząć od siebie. Co jakiś czas popatrzeć na to, co robimy nadmiarowo. Pomyśleć, czemu to służy, może warto z czegoś zrezygnować.

Opieka nad dziećmi nie zostawia już miejsca na życie jako pary. Małgorzata z mężem planują wakacje w grupie, a może warto wyjechać tylko we dwoje. Prosto. Pod namiot w Bieszczady. Na tydzień. Ale po co czekać na wakacje? Weekend w Kazimierzu. Sprawdza się niezależnie od małżeńskiego stażu.

Młodzieńcze miłości lubimy wywyższać, dawać im pierwszeństwo, ale często ich jedyną zaletą jest to, że były pierwsze. Łatwo zapominamy ból, cierpienie, panikę, że on już nie zadzwoni, strach, jak go zatrzymać.

Może lepiej taką amnezję zastosować w bliskości małżeńskiej. Nie myśleć o tym, co było niefajne. Trzymać się zasady, że miłość nie musi być lekiem na całe zło. Ale jest tą najważniejszą, kiedy wiem, że otrzymuję od mężczyzny tyle, że warto zrezygnować z innych rzeczy.

Newsletter
Aleteia codziennie w Twojej skrzynce e-mail