Nie możesz nas wesprzeć finansowo?

Możesz to zrobić na 5 innych sposobów:

  1. Módl się za nasz zespół i powodzenie naszej misji
  2. Opowiedz o Aletei w swojej parafii
  3. Udostępniaj nasze treści rodzinie i przyjaciołom
  4. Wyłącz AdBlocka, kiedy do nas zaglądasz
  5. Zapisz się do naszego newslettera i czytaj go codziennie

Dziękujemy!
Zespół Aletei

 

Aleteia.pl - pozytywna strona Internetu w Twojej skrzynce e-mail
Aleteia

Jola Szymańska: Dajmy dzieciom spokój z czerwonymi paskami

Uśmiechnięta Jola Szymańska
fot. Marek Straszewski
Udostępnij

Czerwone paski na świadectwie są przereklamowane. Mówię to z autopsji.

Jestem laureatką szeregu czerwonych pasków. Od podstawówki, przez gimnazjum, aż po klasę maturalną w dzień rozdania świadectw odbierałam nagrody. Było to całkiem miłe, bo kolejna książka Kapuścińskiego oznaczała kilka fascynujących dni lektury. I tyle. Nie uczyłam się dla ocen.

Oczywiście, fajniej byłoby powiedzieć, że uczenie się jest głupie, czytanie książek to rozrywka dla rozemocjonowanych idiotów, a każdemu ambitnemu dziecku należy współczuć, bo traci dzieciństwo. Ale dziecko pełne pasji to dziecko szczęśliwe niezależnie od tego, czy kocha bieganie za piłką, czy matematyczne zagadki.

Problem w tym, że w szerokopojętym rozwoju osobistym pomyliły nam się cele z sensem.

 

Osiągnięcia vs poczucie spełnienia

Coraz rzadziej pamiętamy, że budowanie swojego wnętrza, w tym także intelektu i wyobraźni, to nie efektywne nastawienie na cel, a cierpliwe wypatrywanie na horyzoncie archaicznie brzmiącej, ale wciąż tak cennej mądrości. I, co często za nią idzie, poczucia spełnienia i szczęścia.

Zdobycie czerwonego paska, podobnie jak nagroda branżowa czy prestiżowe spotkanie biznesowe, są emocjonującymi i nobilitującymi wydarzeniami. Pomagają podsumować dotychczasowe osiągnięcia, ale jak szybko się pojawiają, tak szybko… przestają cieszyć.

Nastawianie się na tego typu cele prowadzi tylko do niekończącej się gonitwy. Żaden punktowy sukces nie zaspokoi na dobre potrzeby wewnętrznego, stabilnego spełnienia i satysfakcji.

 

Nie liczą się oceny

Przypomina o tym radiowa audycja, której z zadziwieniem słuchała Liliana Fabisińska. Pisarka relacjonowała ją na Facebooku:

„Przez 3 albo 4 godziny do popołudniowej audycji dzwoniły dzieci, zachęcane przez prowadzącego, żeby pochwaliły się średnią. Kiedy mówiły, że mają 5,3 albo nawet 5,81, słyszały: A co to się stało, że nie 6,0? Z czego była tylko piątka?. Padło też pożegnanie: To zadzwoń za rok, z samymi szóstkami”.

 

 

Podobnie jak pani Liliana, dziękuję Bogu za mądrą mamę i jak mantra powtarzane przez nią zdanie: „Nie liczą się oceny”. Kiedy jako nastolatka nie potrafiłam oderwać się od studiowania rozbicia dzielnicowego, trochę mnie ono (zdanie, nie rozbicie) irytowało. Czy moją pasję naprawdę można pomylić z płytkim gonieniem za ocenami?

Dziś jestem jej za to z całego serca wdzięczna.

 

Szkolne zagrożenia

Chodziłam do specyficznej szkoły, bo do szkoły artystycznej. Przez lata słuchałam tam monologów dyrekcji o naszej (uczniów) wrażliwości i inteligencji, która przerasta dzieci ze „zwykłych szkół”. Mając rodzeństwo uczęszczające do owych „zwykłych” placówek, szybko zauważyłam, że nie ktoś, a coś tu kogoś przerasta. I wcale nie uczniów, ale właśnie dyrekcję.

Gdyby nie mądre wsparcie w domu rodzinnym, weszłabym w dorosłe życie z poważnie zaburzonym obrazem rzeczywistości i mnie samej. Dzięki Bogu, czerwone paski i „prestiż” szkoły artystycznej trochę mnie bawiły i nie brałam ich do końca na serio. Ale czy problem nie jest poważny, skoro większość z nas pamięta ze szkoły wartościowanie ludzi na podstawie ich ocen i nagród w konkursach przedmiotowych?

 

Lajki pod świadectwem

Ocenianie dzieci pod względem ocen ewoluowało. Dorośli uwielbiają chwalić się świadectwami swoich dzieci na Facebooku. Czerwone paski jawią się na ich profilach jako potwierdzenie życiowych perspektyw, a może nawet zaklinanie przyszłych osiągnięć pociech.

Staje się to ważniejsze niż emocje dzieci, które są konfrontowane z lajkami (lub ich zastanawiającym brakiem), czyli oceną obcych osób w sieci. Co gorsza, dzieci tracą intymność i prywatność, a co za tym idzie – bezpieczeństwo przeżywania pierwszych „sukcesów”.

Jednocześnie bardziej lub mniej świadomie sugeruje się im wartościowanie ludzi na podstawie ich wyników w nauce – a to, jak wiadomo, najmniej adekwatne kryterium dobrego i szczęśliwego (czyt. pełnego prawdziwych, nie złudnych, sukcesów) życia.

 

Bezpieczeństwo dzieci

Nomen omen, od kilku dni znam nie tylko oceny dzieci znajomych, ale też ich twarze, imiona, nazwiska i szkoły, do których chodzą. Gdybym bardziej przyłożyła się do usystematyzowania tej wiedzy, wiedziałabym, gdzie, kiedy i jakie dziecko można spotkać. A to już nie są żarty.

 

Sukces bez sensu jest… bez sensu

Jaki stąd wniosek? Zamiast rozmawiać z dziećmi o spokojnym, uważnym i mądrym podejściu do siebie i swoich pragnień, wpędzamy je w kołowrotek porównań, ocen i tabelek.

Zapominamy, że sukces nie wniesie w nasze życie nic konstruktywnego, jeżeli nie stoi za nim solidnie zbudowane poczucie sensu i własnej wartości. A ona nie zależy od żadnych ocen.

 

Newsletter
Aleteia codziennie w Twojej skrzynce e-mail