Aleteia.pl - pozytywna strona Internetu w Twojej skrzynce e-mail

Nie możesz nas wesprzeć finansowo?

Możesz to zrobić na 5 innych sposobów:

  1. Módl się za nasz zespół i powodzenie naszej misji
  2. Opowiedz o Aletei w swojej parafii
  3. Udostępniaj nasze treści rodzinie i przyjaciołom
  4. Wyłącz AdBlocka, kiedy do nas zaglądasz
  5. Zapisz się do naszego newslettera i czytaj go codziennie

Dziękujemy!
Zespół Aletei

 

Katolicki portal bez polityki. Wesprzyj nas!

Aleteia

Proboszcz z Aleppo: Najpierw pomożemy ludziom odbudować domy, potem kościoły

Ojciec Ibrahim Alsabagh
Udostępnij

Czas wojny pokazuje ludziom, że najważniejsze jest to, co w sercach. Ludzie jednoczą się ze sobą, wspierają się wzajemnie, widzą, że nawet z gruzów można się podnieść.

Ojciec Ibrahim Alsabagh jest franciszkaninem urodzonym w Damaszku. Na własną prośbę został skierowany do służby duszpasterskiej w ogarniętym wojną Aleppo. Prowadząc parafię św. Franciszka, dokonuje cudów w ratowaniu życia, zdrowia i godności mieszkańców zrujnowanego miasta. Jest autorem wstrząsającego pamiętnika swej misji „Tuż przed świtem. Syria. Kroniki czasu wojny i nadziei z Aleppo”, bezprecedensowej kroniki wojny i nadziej. Papież Franciszek nakazał czytanie tej książki podczas rekolekcji wielkopostnych w Watykanie. Właśnie ukazało się jej polskie tłumaczenie. Specjalnie dla Aletei z proboszczem z Aleppo porozmawiała Monika Florek-Mostowska.

Monika Florek-Mostowska: Publikacja kronik wojennych, opisujących tragedię Aleppo to dla ojców franciszkanów niecodzienny sposób ewangelizacji. Czy skuteczny?

O. Ibrahim Alsabagh OFM: Chciałem, by ta książka była świadectwem wiary i nadziei pośród cierpienia. Jak zawarty w Księdze Daniela hymn trzech młodzieńców, rzucanych do pieca ognistego, którzy wznosili pieśń dziękczynienia Bogu, który nie pozostawia bez opieki tych, którzy w niego wierzą.

Myślałem nie tylko o tym, żeby przedstawić rzeczywistość, ale chciałem być również świadkiem nadziei i nieść posłanie, które rodzi się z cierpienia. Chodziło mi o przekazanie orędzia wiary i nadziei.

Na jakie języki już została przetłumaczona książka?

Powstała w języku włoskim. Została już przetłumaczona na francuski, hiszpański i polski, a teraz jest tłumaczona na angielski.

Wersja polska ukazała się przed angielską? To niebywałe. Czy podejrzewa Ojciec, że Polacy po doświadczeniach II wojny światowej i niemal totalnego zniszczenia Warszawy lepiej zrozumieją mieszkańców Aleppo?

Miałem taką myśl. Cierpienie łączy ludzi. Widać to w Syrii. Kościół, w którym żywy jest obraz cierpienia Chrystusa jest bardzo wrażliwy na cierpienie ludzi i bardzo pomaga ofiarom wojny.  Na tym polega wierność naszemu Mistrzowi. W Polsce Kościół jest wierny Chrystusowi, a naród Polski jest szczodry dla ludzi, których dotknął dramat wojny.

Jak syryjski Kościół pomaga w czasie wojny? Jak Ojcowie pomagają?

Codziennie mamy dyżury w biurze. Ludzie zgłaszają się do biura parafialnego. Od mojego przybycia do Aleppo napływ tych, którzy pukają do naszych drzwi zwiększa się każdego dnia. Są to przede wszystkim rodziny, które proszą o wszelkiego rodzaju pomoc. Na moim biurku proboszcza leży wiele małych karteczek, a każda z nich jest przypomnieniem kolejnej sprawy lub problemu do rozwiązania.

Są ludzie pełni lęków, którzy krzyczą albo płaczą, są inni, którzy się skarżą na Kościół, czasami nawet raniąc tego, który ich słucha. Wszyscy są przyjmowani z uśmiechem, z wielkim spokojem i nigdy nie pozwalamy, by odchodzili bez pokoju w sercu, bez pociechy związanej ze słowem Bożym, jakąś dobrą radą i pomocą materialną.

Po tych spotkaniach modlimy się żarliwie, aż wola Pana ukaże się w jasny sposób. Dopiero wówczas przechodzimy do działania, które na ogół jest najlepszym rozwiązaniem. Często się zdarza, że trzeba wielokrotnie wzywać daną osobę, aby przedyskutować nowe możliwości albo głębiej poznać sytuację przez zadanie kolejnych pytań.

Odwiedzacie rodziny poszkodowane przez wojnę, ale wiele rodzin oczekuje, że otrzyma wsparcie w kościele.

Nie ukrywam, że w naszej działalności misyjnej doświadczamy pewnego rodzaju rozdarcia między przyjmowaniem ludzi, a odwiedzaniem domów. Kiedy bowiem wychodzimy z wizytami duszpasterskimi, rodzi się w nas pragnienie, by nie wracać więcej do klasztoru. Przypominamy sobie życie Jezusa, Jego publiczną działalność pośród ludzi na placach: modlitwę, nauczanie, uzdrawianie i wypędzanie złych duchów. Serce chce pozostać z Jezusem, robić to, co On robił.

Jak jednak moglibyśmy zlekceważyć te tłumy, które każdego dnia już od pierwszych przebłysków świtu przybywają do nas i pukają do bramy klasztoru? Również tutaj muszą oni mieć możliwość spotkania się z Jezusem, który daje się swoim dzieciom, aby słuchać, mówić i prowadzić.

Co więc czynić? Wychodzić czy pozostawać w klasztorze, by przyjmować tych, którzy przychodzą? Czasami wybieraliśmy przyjmowanie z jednego ważnego powodu: bomb, które spadały licznie i niespodziewanie, i które niestety nie oszczędzały nikogo.

Co nazywa Ojciec „nadzieją w Aleppo”?

To, że ludzie chcą żyć. Obecnie Aleppo jest zrujnowanym miastem. Kiedy się rozglądasz dookoła, nie ma tam nic ładnego. A jednak ludzie kochają to miasto. Chcą odbudowywać swoje domy. Niedawno ze wspólnotami z naszego kościoła wpadliśmy na pomysł, by pomalować na kolorowo ulice, żeby nie było tak ponuro. Wspierają nas w tym władze miasta. Ludzie chcą działać.

Czas wojny pokazuje ludziom, że najważniejsze jest to, co w sercach. Ludzie jednoczą się ze sobą, wspierają się wzajemnie, widzą, że nawet z gruzów można się podnieść.  Pewna kobieta była w domu razem z mężem, kiedy wybuchła bomba i zniszczyła jedyny pokój, który stanowił ich lokum. Pomodliłem się z nimi i próbowałem im pomóc, oferując pewną sumę pieniędzy.

Wczoraj, po tym, jak przeprowadziliśmy uciążliwe prace związane z odbudową i naprawą ich domu, kobieta wróciła i powiedziała mi: „Ojcze, nowa nadzieja zrodziła się w naszym sercu. Wciąż nie możemy w to uwierzyć, to dla nas nowe narodziny jako ludzi i jako rodziny, bardzo dziękujemy i bardzo się cieszymy”.

Nie myśli Ojciec, że wojna w Syrii to także czas dla Kościoła, żeby zweryfikował swoje cele i działania? W Polsce ambicją wielu proboszczów jest wzniesienie kolejnego Kościoła. Tymczasem Jezus mówił o świątyni budowanej w sercach ludzi. W Syrii te słowa Chrystusa są na pewno bardzo żywe, może bardziej niż w tych częściach świata, gdzie nie ma wojny.

Pierwszym zadaniem Kościoła zawsze powinien być człowiek. „Wy jesteście świątynią Boga” – mówił Jezus. Nie ma nic złego w tym, że myśli się o strukturach. Proboszcz z Ars przynosił to, co miał najcenniejszego do ołtarza. Kiedy jednak przesadzamy z budowaniem struktur, narażamy się na grzech.

Kościół generalnie zawsze tak myślał, ale z pewnością sytuacja w Syrii skłoni wiele osób do refleksji, żeby ewangelizacja Kościoła nie była ewangelizacją „przez budowanie”. Papież Franciszek mówi, by dokonywać wyborów na rzecz człowieka. A wśród ludzi pierwszeństwo mają najbiedniejsi. To nic nowego, ale warto o tym przypominać. Wydaje się, że my w Syrii mamy tym bardziej wolne serca, im bardziej się wsłuchujemy w Ducha Świętego. I tym bardziej jesteśmy wierni nauczaniu Jezusa.

Po tym, jak 22 grudnia zostało podpisane porozumienie pokojowe i organizacje zbrojne zaczęły się wycofywać z Aleppo, nie wiedzieliśmy od czego zacząć odbudowę miasta. Wówczas na spotkaniu biskupów pytaliśmy sami siebie, od czego zacząć. W Aleppo 60 proc. kościołów legło w gruzach. Wszyscy duchowni jednak bez wahania odpowiedzieli: najpierw pomóżmy ludziom odbudowywać ich domy.

Newsletter
Aleteia codziennie w Twojej skrzynce e-mail