Aleteia.pl - pozytywna strona Internetu w Twojej skrzynce e-mail

Nie możesz nas wesprzeć finansowo?

Możesz to zrobić na 5 innych sposobów:

  1. Módl się za nasz zespół i powodzenie naszej misji
  2. Opowiedz o Aletei w swojej parafii
  3. Udostępniaj nasze treści rodzinie i przyjaciołom
  4. Wyłącz AdBlocka, kiedy do nas zaglądasz
  5. Zapisz się do naszego newslettera i czytaj go codziennie

Dziękujemy!
Zespół Aletei

 

Aleteia

Dorota Masłowska, czyli jak pisać z pasją o nudzie

Dorota Masłowska na spotkaniu z czytelnikami
REPORTER
Udostępnij

Czy można pisać ciekawie o nudzie? Okazuje się, że tak! Udowadnia to Dorota Masłowska zbiorem felietonów „Jak przejąć kontrolę nad światem, nie wychodząc z domu”.

Kupiłem dzisiaj kolejną książkę. Na własność. Do kolekcji. Dowiedziałem się z niej, że życie jest tylko stelażem dla reklamy, mentalnym koczowaniem, gdzie jedynym oknem na świat, jedynym rozmówcą i krewnym jest telewizor produkujący nam wspólnych znajomych.

Przedmioty o ujemnej wartości, które może kiedyś przydadzą się, dzisiaj formują hałdy przerzucane z miejsca na miejsce, z domu na ulicę, z ulicy do domu. „Właśnie trwa wielkie święto niczego”. Podkreśliłem to zdanie wyhodowanym ostatnio paznokciem tak jak robił to mój dziadek czytając powieści historyczne, a że nie mam dziadkowej wprawy skreśliłem zamaszyście trzy ostatnie litery: ego.

 

 Kicz nasz powszedni

Dorota Masłowska w zbiorze felietonów „Jak przejąć kontrolę nad światem, nie wychodząc z domu” opowiada o tym, czym żyje ona i wiele wrażliwych kobiet jej pokolenia: seriale, przepisy kulinarne, kupowanie i gadanie, rytualne jedzenie, leżenie na sofie, czytanie. Jest już po trzydziestce, a nie przestaje dziwić się światem oraz obserwować z ukrycia ludzi o twarzach, których Bóg nie mógł stworzyć, albo „kiedyś stworzył, ale tam potem jakby coś zaszło”, jakby popsuły się, jakby ktoś je rozgniótł, a potem nigdy już nie złożył do kupy.

By uciec przed wszechobecnym kiczem, definiowanym przez Milana Kunderę jako „świat bez gówna”, wplata co jakiś czas kilka rynsztokowych słów okraszając nimi refleksję nad tym, co się wydarza, zdziera lakier z „brudnych zakamarków rzeczywistości”.

Życie wkręcone w wyżymaczkę disco polo oraz zwichrowane Maleńczukiem i wódką marki Wódka okazuje się być wszechobecne. Autorka felietonów różni się jednak czymś od podglądanych przez siebie osób. Nie tylko je jedzenie, klnie klnąc i ogląda seriale, ale jeszcze kocha dobre książki oraz pisze. I trzeba przyznać, że ciekawie pisze. Pisze z pasją o nudzie, która w obserwowanym przez nią świecie leje się strumieniami, no i przede wszystkim kanałami telewizyjnymi.

 

 

Urocza odrobina głupoty

Wszystko jest na jej głowie, na głowie są uchodźcy, na głowie bombardowania, nowotwory, głód i susza. Choć o żadnym z tych kataklizmów więcej nie wspomina, przyznaje, że jest temu wszystkiemu winna. Zajmuje się głównie tym, co zdezelowane i zalegające na sklepowych ladach, błyszczące i udające rzeczywistość. Wychodzi z domu, by przekonać się, że niczego nie da się już kontrolować, że nie warto. Jedyne co pozostaje autorce, to śmiać się z głupoty innych i cieszyć się sobą, bo nawet jej własna głupota, jak sama twierdzi, wychodzi czasem na dobre.

Głupota to nie nowość. Dla wielu bywa sposobem na życie, ale trzeba przyznać, że w wydaniu Masłowskiej staje się urocza. Jest ekscentryczna, karykaturalna i pełna rozmaitości, demaskuje pisane śmietanowo-maślaną masą litanie naszego dobrobytu. Autorka wie, że głupocie nie da się zaradzić więc tylko przyklaskuje genialności układu trawiennego, który ślubne łabędzie z ciasta bezowego zwraca chaosowi. Nad tym nie da się przejąć kontroli. Można to jedynie przejeść z pilotem w dłoni, pochłaniając tort w kształcie książki i doznając beztroski, jakiej żadne pisane słowo nie dostarczy.

 

Nieprzewidywalna Masłowska

Pani Masłowska należy do autorek nieprzewidywalnych, która potrafi przejść od 130-stronicowego wierszyka pisanego w hiphopowym rytmie („Paw królowej”) do poważnej krytyki dzisiejszego społeczeństwa, siebie nie wykluczając. Czasem wygłupia się, czasem myśli o niebieskich migdałach, ale zawsze ma czas na kawę z mlekiem, romantyczną, w dobrym towarzystwie.

Gdy doszedłem do ostatniego zdania podziękowań umieszczonych na końcu książki „i bardzo, bardzo dziękuję Stachowi za wsparcie…”, wylałem na książkę lurowatą kawę. Nie, nie wylałem. Chciałem ją wylać. Było to w pociągu relacji Kraków-Warszawa. Obok mnie siedziała filigranowa Julia, studentka filologii angielskiej. Jakbym jej to wytłumaczył? Czy zechciałaby jeszcze ją ode mnie pożyczyć?

Dorota Masłowska, Jak przejąć kontrolę nad światem, nie wychodząc z domu, Wydawnictwo Literackie, Kraków 2017

Newsletter
Aleteia codziennie w Twojej skrzynce e-mail