Aleteia.pl - pozytywna strona Internetu w Twojej skrzynce e-mail

Nie możesz nas wesprzeć finansowo?

Możesz to zrobić na 5 innych sposobów:

  1. Módl się za nasz zespół i powodzenie naszej misji
  2. Opowiedz o Aletei w swojej parafii
  3. Udostępniaj nasze treści rodzinie i przyjaciołom
  4. Wyłącz AdBlocka, kiedy do nas zaglądasz
  5. Zapisz się do naszego newslettera i czytaj go codziennie

Dziękujemy!
Zespół Aletei

 

Katolicki portal bez polityki. Wesprzyj nas!

Aleteia

Anioły w habitach. Siostry samarytanki w służbie niepełnosprawnym dzieciom

s. Anuncjata - Matka Generalna Zgromadzenia
Kamil Szumotalski/ALETEIA
Udostępnij

Siostry stworzyły miejsca dla ponad 800 osób niepełnosprawnych intelektualnie – prawdziwe, pełne miłości „rodzinki”.

Niedawno poruszyła mnie wiadomość, że z roku na rok rodzi się coraz więcej dzieci z niesprawnością psychofizyczną, intelektualną. Jest to coraz większy problem, często skrywany, również w rodzinach. Wśród małżeństw niezłomny jest wizerunek szczęśliwego domu z uśmiechniętymi, bardzo zdolnymi dziećmi, które świetnie odnajdują się w cyfrowym, współczesnym świecie.

Czy ty jesteś moją mamą?

Pamiętam, jak po zakończeniu studiów wybrałam się z grupką zaprzyjaźnionych licealistów do Domu Małego Dziecka im. Janusza Korczaka w Gdańsku, w którym wychowują się m.in. dzieci niepełnosprawne. Wśród wychowanek, zwracała na siebie uwagę siedmioletnia, niepełnosprawna Wiesia, która jakoś upatrzyła sobie mnie, jako osobę do rozmów i zabaw.  Byłam zdumiona zachowaniem dziewczynki, kiedy inne dzieci próbowały ze mną się bawić, czy po prostu przytulić, a Wiesia stanowczo broniła do mnie „dostępu”, odpychając inne dzieci.

Kompletnie tego nie rozumiałam i zadawałam sobie pytanie: dlaczego? Dziś wiem, że Wiesia pragnęła mieć kogoś „na wyłączność”. Kiedy obie poszłyśmy do ogródka „na huśtawki”, Wiesia stanęła naprzeciw mnie, z wielkimi jak dwa księżyce w pełni oczami pełnymi nadziei oraz marzeń, i zapytała: „Czy ty jesteś moją mamą?”. Zatkało mnie. Nie wiedziałam, co mam odpowiedzieć, choć z pozoru odpowiedź była bardzo prosta.

Jeśli potwierdzę i powiem – tak, to wprowadzę dziewczynkę w błąd i wiadomo, jakie będą tego konsekwencje, nawet gdybym przychodziła do Wiesi codziennie. Jeśli odpowiem stanowczo„nie”, zgodnie z prawdą, to zranię jej dziecięce, ufne serduszko. Po chwili wahania odpowiedziałam cicho: Wiesiu, jestem twoją ciocią – dziewczynka jakby odetchnęła z ulgą, że nie powiedziałam – nie. Uśmiechnęła się i rozpromieniona, niechcący spuentowała: „To super! Mam teraz przyjaciela!”.

Porzucone dzieci

Trudno w to uwierzyć, ale w dalszym ciągu dzieci niepełnosprawne (z różnymi rodzajami niepełnosprawności) są często porzucane, czy też może „lepiej” to zabrzmi: oddawane tuż po urodzeniu. Jest to natychmiastowa decyzja rodziców dziecka, choć często się zdarza, że to samotna mama lub matka, która porzuca swoje maleństwo, ponieważ nie wyobraża sobie wychowywać „takiego dziecka”. Z góry zakłada, że sobie nie poradzi…

W wielu przypadkach, nawet jeśli dziecko niepełnosprawne jest w małżeństwie, to oddaje się je do Domu Dziecka o profilu „leczniczym”, dla „dobra ogólnego”, nie czując się na siłach zajmować chorym dzieckiem. Zdarza się też, że ojciec dziecka niepełnosprawnego odchodzi od żony, porzucając rodzinę, ponieważ nie jest w stanie zaakceptować takiej sytuacji.

Siostry samarytanki

W takich sytuacjach potrzebne są anioły – mówią rodzice, przyjaciele, a także ludzie dobrej woli pragnący pomóc dzieciom niepełnosprawnym. Te anioły to siostry ze Zgromadzenia Sióstr Benedyktynek Samarytanek Krzyża Chrystusowego. Siostry założyły domy dla dzieci niepełnosprawnych „w różnym wieku” (są też „dzieci”, które mają np. 30 lat), zwłaszcza z niesprawnością intelektualną.

Takie miejsca prowadzone są przez siostry jako Domy Pomocy Społecznej i znajdują się m.in. w Parchowie i Bielawkach w woj. pomorskim. Domy te funkcjonują na tzw. systemie rodzinkowym, który został wypracowany przez założycielkę zgromadzenia siostrę Wincentę Jaroszewską.

„Naszym najważniejszym zadaniem jest stworzenie we wszystkich miejscach pracy atmosfery domu rodzinnego, przenikniętej miłością na wzór rodziny naturalnej – pisała siostra Wincenta. – Dziecko, które u nas przebywa, ma być nie tylko karmione, ale i wychowywane. W jaki sposób należy wychowywać te dzieci? Słodycz i łagodność. Dziecku mamy zastąpić matkę. Nie tylko dać kawałek chleba, ale wczuć się w jego radość i smutek, musimy poznać jego życie” – kontynuowała założycielka zgromadzenia.

System rodzinkowy

Rodzinkowy system funkcjonuje we wszystkich placówkach prowadzonych przez siostry i jest adaptowany do miejscowych warunków. Wg założeń matki Wincenty podopieczni domu tworzą „rodzinki”. Są to kilkunastoosobowe grupy, które mają do dyspozycji wyodrębnioną część domu, w skład której wchodzi: kilka pomieszczeń sypialnych, łazienki z toaletą, a także jadalnia i aneks kuchenny.

Aby stworzyć naprawdę rodzinną atmosferę, w każdej z rodzinek pracuje siostra i osoby towarzyszące, czyli opiekunowie, lekarze, pielęgniarki, terapeuci. Personel domu jest w miarę możliwości stały, co sprzyja wytwarzaniu się więzi emocjonalnych i umożliwia dzieciom „w różnym wieku” wzajemne poznanie. Sprzyja to również zwiększeniu poczucia bezpieczeństwa.

Mieszkańcy domu mają codziennie możliwość korzystania z różnych form zajęć terapeutycznych, np. fizjoterapia z rehabilitacją ruchową, terapia zajęciowa, ergoterapia (terapia przez pracę), co w praktyce polega m.in. na utrzymywaniu porządku w swoich pokojach, dbanie o ich ładny wystrój, czy też pomoc w pralni. Prace te dają mieszkańcom domu poczucie samodzielności i odpowiedzialności za miejsce, w którym żyją.

Ważnym elementem jest też życie kulturalno-rekreacyjne, zwłaszcza przy okazji różnych świątecznych uroczystości: imieniny i urodziny domownika, uroczystość patronalna rodzinki, czy też Wielkanoc i święta Bożego Narodzenia.

Sługa Boża Jadwiga Wincenta Jaroszewska

W jednym z domów – w Bielawkach, prowadzonym przez siostry samarytanki, odbywa się cykliczny Przegląd Piosenki Religijnej im. Sługi Bożej Matki Wincenty Jaroszewskiej, w którym biorą udział podopieczni domów. Od kiedy papież Franciszek w 2015 r. zatwierdził w Rzymie dekret o heroiczności cnót Sługi Bożej Jadwigi Wincenty Jaroszewskiej, siostry modlą się o cud, który jak mówią, może zdarzyć się tu i teraz lub za sto lat. Ważne, że ma się żywą wiarę.

Matka Wincenta założyła Zgromadzenie Sióstr Benedyktynek Samarytanek Krzyża Chrystusowego w 1926 r. w Warszawie, w szpitalu św. Łazarza przy ul. Książęcej 2. Była powszechnie znana i lubiana. O jej wielkim poświeceniu dla chorych i wykluczonych społecznie mówiła cała Warszawa. Zapewne z tego powodu sam marszałek Józef Piłsudski poprosił, aby go pielęgnowała w chorobie. Opowiadano też, że to właśnie siostra Wincenta przyprowadziła księdza do umierającego wodza.

Dziś zgromadzenie liczy obecnie 109 członkiń. Prowadzi sześć Domów Pomocy Społecznej dla dzieci, młodzieży i dorosłych niepełnosprawnych intelektualne, jeden Ośrodek Wsparcia Dom dla Matek z Małoletnimi Dziećmi i Kobiet w Ciąży, jeden Specjalny Ośrodek Wychowawczy i Dom Dziecka typu socjalizacyjnego. Na Białorusi współpracuje z Caritas w Homlu oraz pracuje w wiosce dziecięcej dla niepełnosprawnych dzieci.

Siostry w sumie stworzyły miejsca dla ponad 800 osób niepełnosprawnych intelektualnie – prawdziwe, pełne miłości „rodzinki”. Szukając cudu za wstawiennictwem matki Wincenty, można każdego dnia zobaczyć małe i wielkie cuda w uśmiechach podopiecznych aniołów w habitach.

Newsletter
Aleteia codziennie w Twojej skrzynce e-mail