Aleteia.pl - pozytywna strona Internetu w Twojej skrzynce e-mail

Nie możesz nas wesprzeć finansowo?

Możesz to zrobić na 5 innych sposobów:

  1. Módl się za nasz zespół i powodzenie naszej misji
  2. Opowiedz o Aletei w swojej parafii
  3. Udostępniaj nasze treści rodzinie i przyjaciołom
  4. Wyłącz AdBlocka, kiedy do nas zaglądasz
  5. Zapisz się do naszego newslettera i czytaj go codziennie

Dziękujemy!
Zespół Aletei

 

Katolicki portal bez polityki. Wesprzyj nas!

Aleteia

Lubelski cud i Matka Boża Płacząca

Procesja z cudownym obrazem
EAST NEWS
Udostępnij

3 lipca 1949 r. wierni zgromadzeni w lubelskiej katedrze byli świadkami cudu. Na kopii obrazu Matki Bożej Częstochowskiej pojawiły się łzy. „Wyraźnie widziałam, jak ta łza płynęła i wsiąkała w namalowane miejsca przecięć na twarzy Maryi” – opowiada Alicja Karska.

Wieść o niezwykłym zdarzeniu szybko rozeszła się nie tylko po Lublinie, ale i po całym kraju, co bardzo nie spodobało się ówczesnej władzy.

Między dyktaturami

Pod koniec lat 40. XX w. Lublin dopiero podnosił się spod ciosów, jakie zadała mu II wojna światowa. Przed pięcioma laty, uciekający przed armią czerwoną naziści zlikwidowali obóz koncentracyjny na Majdanku, a „wyzwoliciele” ze wschodu szybko zaczęli wprowadzać ateistyczny stalinizm.

Pomimo początkowych zapewnień o chęci współpracy z Kościołem wielu katolików nie mogło swobodnie praktykować swojej wiary. Dobrym tego przykładem była organizacja leśnych szkoleń z przysposobienia obronnego dla młodzieży – akurat w Boże Ciało, co miało uniemożliwić udział w tradycyjnych procesjach.

Pierwsi świadkowie

W niedzielę 3 lipca 1949 r. grupka wiernych została po uroczystej sumie ku czci Niepokalanego Serca Maryi na chwilę cichej modlitwy przed kopią obrazu Matki Bożej Częstochowskiej. Jedna z modlących się osób – szarytka s. Barbara Sadowska – zauważyła, że po prawym policzku Matki Bożej ścieka łza. Szybko pobiegła do kościelnego, a ten powiadomił wikariusza, ks. Tadeusza Malca.

Początkowo kapłan wątpił w nadprzyrodzone źródło płynącej cieczy. Myślał, że mogło to być związane z trwającym ówcześnie remontem katedry. Jednak, gdy wszedł do kościoła i zobaczył przejęcie na twarzach zgromadzonych ludzi, zbliżył się do obrazu i dostrzegł cieknącą spod oczu łzę. Wieść o płaczącym obrazie szybko rozniosła się po całym Lublinie.

Przed obraz zaczęły ściągać tłumy. Każdy chciał na własne oczy ujrzeć niezwykłe zjawisko. Chętnych było tak wielu, że już wieczorem trzeba było ograniczyć liczbę mogących wejść do katedry. Ci, którym się to udało, modlili się, śpiewali i płakali. Jednym ze świadków zdarzenia była wówczas 22-letnia Alicja Karska:

Wyraźnie widziałam, jak ta łza płynęła i wsiąkała w namalowane miejsca przecięć na twarzy Maryi. Do dziś mam przed oczami wielkie tłumy, które próbowały dostać się przed oblicze cudownego obrazu”.

Represje

Informacja o wydarzeniach w katedrze szybko dotarła także do komunistycznych władz, które nie mogły sobie pozwolić na rozpowszechnianie kultu Maryi. W propagandowej prasie ukazały się satyryczne artykuły, w których zarzucano księżom mistyfikację, mającą na celu mamić ludzi i odrywać ich od pracy.

Tych, którzy wierzyli w nadnaturalny charakter łez na obrazie nazywano „cudakami”. Wielu z uczestników tamtych wydarzeń zostało zatrzymanych przez milicję. Między 10-17 lipca aresztowano ponad 500 osób.

13 lipca jeden z ukrytych prowokatorów krzyknął w tłumie, że walą się rusztowania służące do remontu katedry. W wyniku paniki stratowana została 21-letnia studentka Helena Rabczuk, a 9 innych osób doznało licznych obrażeń. Winą za śmierć dziewczyny obarczono księży pracujących w lubelskiej katedrze. Inni świadkowie cudu musieli liczyć się z utratą pracy.

Nadprzyrodzone wydarzenia

Cudowi towarzyszyły akty niezwykłej pobożności. Do konfesjonałów ustawiały się długie kolejki. Niektórzy przystępowali do spowiedzi po 10, 20 a nawet 50 latach. Pytani, skąd u nich taka zmiana, nie potrafili tego wprost uzasadnić, po prostu czuli w sobie taką potrzebę. Wielu z odwiedzających katedrę prosiło Maryję o różne łaski, przede wszystkim o zdrowie dla siebie i innych.

„Pamiętam, że pewnego razu do katedry weszła kobieta z kilkuletnim chłopczykiem na rękach. Położyła dziecko przy ołtarzu Matki Bożej i zaczęła prosić o zdrowie dla niego. Po chwili chłopiec wstał i wyszedł z katedry o własnych siłach” – mówi Alicja Karska.

O wielu łaskach, jakich w tym miejscu dostąpiono, świadczą liczne wota zawieszone przy cudownym obrazie. Niezwykłe wydarzenia zdarzają się i dziś, o czym dowodzi kronika prowadzona przez księży pracujących w katedrze.

(Nie)zatwierdzony cud

Żaden z biskupów lubelskich nigdy oficjalnie nie potwierdził nadprzyrodzoności wydarzeń z lata 1949 roku. Dopiero z perspektywy czasu można zauważyć pośrednią akceptację Kościoła. Podczas swojego pobytu w Lublinie Jan Paweł II modlił się przed cudownym wizerunkiem z katedry.

Często odwiedzał to miejsce jeszcze jako wykładowca KUL-u. Kilka lat później, podczas swojej wizyty we włoskich Syrakuzach w 1994 r., mówiąc o historii płaczących wizerunków Matki Bożej, wymienił również lubelską katedrę. W 2012 r. watykańska Kongregacji Kultu Bożego i Dyscypliny Sakramentów wydała zgodę na ustanowienie w dniu 3 lipca dla archidiecezji lubelskiej święta Matki Bożej Płaczącej.

Newsletter
Aleteia codziennie w Twojej skrzynce e-mail