Aleteia.pl - pozytywna strona Internetu w Twojej skrzynce e-mail

Nie możesz nas wesprzeć finansowo?

Możesz to zrobić na 5 innych sposobów:

  1. Módl się za nasz zespół i powodzenie naszej misji
  2. Opowiedz o Aletei w swojej parafii
  3. Udostępniaj nasze treści rodzinie i przyjaciołom
  4. Wyłącz AdBlocka, kiedy do nas zaglądasz
  5. Zapisz się do naszego newslettera i czytaj go codziennie

Dziękujemy!
Zespół Aletei

 

Katolicki portal bez polityki. Wesprzyj nas!

Aleteia

Nie wychowuj swojego sobowtóra. Daj dzieciom ich życie

Ojciec z synem nad jeziorem
Michael H/Getty Image
Udostępnij

Możemy pragnąć, żeby nasze dzieci okazały się podobnymi do nas, ale dobre rodzicielstwo oznacza pozwolenie im na rozwijanie swojej własnej, unikatowej osobowości.

To normalne, że rodzice chcą, by ich dzieci, rosnąc, stawały się podobne do nich. Nawet ojciec Luke’a Skywalkera starał się pomóc synowi wejść w rodzinny biznes. I choć moje zajęcie jest daleko mniej dramatyczne niż próba dominacji nad galaktyką i przyłączenie się do Ciemnej Strony Mocy, to nic tak nie zaspokoiłoby mojej rodzicielskiej dumy, jak wyobrażenie, że któregoś dnia będę w pracy tracił czas przy firmowym kubku kawy razem z moim synem.

 

Dziecko takie jak ja?

Chyba jednak nawet bardziej niż to, żeby dzieci miały pracę taką jak moja, chciałbym żeby były takie jak ja, lubiły to, co ja lubię i żyły, tak jak ja żyję.

Moim koronnym osiągnięciem było przekonanie ich, że Vivaldi jest najlepszym muzykiem wszechczasów. (Jimmy Hendrix lub Beyonce baroku). Teraz, gdy jedziemy minivanem, zamiast w kółko powtarzanych kawałków Taylor Swift lub One Direction, albo i gorzej, doszliśmy do słuchania kojących skrzypcowych melodii jednego z największych muzyków świata. Wiem, że to nie może długo trwać, w końcu zorientują się, że ich wkręcam i żadne z pozostałych dzieci nie będzie kiwać się do barokowych przebojów sprzed kilkuset lat. Ale cieszę się tym, co mam teraz.

Moje własne dzieci też mnie tak naśladowały. Dawno temu, kiedy jeszcze łudziłem się, że zdołam wyrzeźbić muskulaturę, wieczorem po pracy codziennie robiłem pompki. Pewnego dnia odwróciłem się, a obok mnie na ziemi niemowlak robił własną wersję pompek, z uwzględnieniem stękania i sapania.

 

Naśladowanie dorosłych

– Poprzez naśladowanie dorosłych dzieci uczą się szerokiego wachlarza umiejętności -zauważa Chana Steifel, autorka książek dla dzieci i dziennikarka w magazynie „Rodzice”, opisując podobne doświadczenia z własnymi dziećmi i wyjaśniając, czemu naśladowanie jest tak ważne. Nabyte w ten sposób nowe umiejętności pomagają im budować pewność siebie i niezależność. Innymi słowy, naśladują nas, żeby później móc wykształcić własną, niepowtarzalną osobowość.

Jak zauważają eksperci, naśladowanie dorosłych rozwija wyobraźnię i pomysłowość dziecka, kształtuje jego uczuciowość, pozwala zrozumieć czynności wykonywane przez dorosłych, a nawet oswaja strach i lęk (np. zabawa w lekarza, dentystę).

Od pierwszych miesięcy życia odgrywa też wielką rolę w rozwoju mowy dziecka.

Moja dziewięciolatka jest znudzoną życiem cyniczką, co na pewno wzięła ode mnie, bo jeszcze niewiele przeżyła. Część moich dzieci wykształciła w sobie arogancję, która – chociaż bardzo chciałbym obwinić ich matkę o przekazanie im tej cechy – wiem, że bierze się z tego, co ja mówię i robię. Czasami gdy okropnie się kłócą, zastanawiam się, gdzie nauczyły się tak mówić, by zaraz potem zdać sobie sprawę, że podniosłem na nie głos nie dalej niż godzinę temu.

Trudne jest pogodzenie się z nabywaniem przez dzieci ich własnych, wyjątkowych nawyków, zwłaszcza, że potrafią nieraz niemal wyjść ze skóry, żeby pokazać nam, jak bardzo kwestionują nasze zdanie. Na dobre czy na złe, w pewnym momencie jednak wszystkie dzieci zaczynają różnić się od rodziców i stają się pełnoprawnymi osobami. Te lata dorastania mogą być ciężką przeprawą dla rodziców, którzy się martwią. Obawiamy się, bo nie wiemy przecież czy te nowe, rożne od naszych wybory zaprowadzą nasze dzieci do szczęścia, które nam się udało odnaleźć.

Najgorszą z możliwych reakcji byłoby jednak odrzucenie wyborów moich dzieci i próba zmuszenia ich do bycia takimi jak ja. Łatwo wpaść w tę koleinę, mógłbym delikatnie naciskać je poprzez krytykowanie rzeczy, których nie lubię, nagradzanie lub okazywanie czułości tylko wtedy, gdy ich wybory mnie zadowalają, czy ustanowienie ograniczających je, twardych zasad. Choć jestem pewny, że miałem najlepsze intencje, nie wątpię, że popełniałem takie błędy w przeszłości. Nie mogę jednak pójść na skróty i próbować kształtować osobowość moich dzieci. Każde z nich ma niepowtarzalne myśli i emocje. Nie posiadamy naszych dzieci i nie możemy zaprogramować ich tak, by wyrastały zgodni z naszym wyobrażeniem doskonałości.

 

Przyjaźń i szacunek

Istotne jest, żeby niezależnie od tego, jakich wyborów dokonają nasze dzieci, wiedziały, że je kochamy i wspieramy. Udana relacja rodzic-dziecko zawsze zawiera element przyjaźni. – W pewnym momencie rozwoju dziecka, rola rodzica musi wytworzyć element przyjaźni – pisze Phillip J. Watt w magazynie poświęconym uważnemu, świadomemu życiu.

Im wcześniej tym lepiej. Wielu rodziców czuje, że to nie powinno zdarzyć się wcześniej nim ich dzieci nie będą dorosłe, ale ja z całego serca się z tym nie zgadzam. Kiedy dziecko czuje, że jego poglądy są lekceważone, a uczucia nieważne – choćby błędne lub dziecinne – wtedy w odpowiedzi lekceważone będą poglądy i uczucia rodziców. Szacunek to jezdnia dwukierunkowa.

Nigdy nie jest za wcześnie, by zacząć budować przyjaźń ze swoim dzieckiem. Ja i moja żona regularnie włączamy dzieci do naszych, dorosłych dyskusji i pozwalamy im poczuć się przydatnymi w wyjątkowych sytuacjach, gdy na przykład trzeba pójść do sklepu po lekarstwa. Staram się też, żebyśmy mieli wspólne zainteresowania i razem spędzali czas. Pytam, co akurat czytają, kiedy to tylko możliwe pomagam w treningach sportowej drużyny szkolnej, w wolne dni jemy obiad wszyscy przy jednym stole.

Budowanie przyjaźni z dziećmi oznacza też, że nie roztaczam nad nimi kontroli. W zamian za to, gdy widzę jak rosną i się zmieniają, nie mogę myśleć o nich inaczej, jak o darze. Mam obowiązek ich wychować, ale one nie należą do mnie. Jeśli zechcą być takie jak ja, kiedy dorosną, świetnie. Jeśli będą mnie naśladować w tych paru moich nawykach, które są dobre, jeszcze lepiej. Najbardziej jednak życzę im, żeby w swoim życiu okazały się lepsze ode mnie i by były szczęśliwszymi, lepszymi ludźmi. Żeby tak się stało, muszę umieć wypuścić je spod moich skrzydeł. Kiedyś muszą wyfrunąć z gniazda.

Newsletter
Aleteia codziennie w Twojej skrzynce e-mail