Aleteia.pl - pozytywna strona Internetu w Twojej skrzynce e-mail

Nie możesz nas wesprzeć finansowo?

Możesz to zrobić na 5 innych sposobów:

  1. Módl się za nasz zespół i powodzenie naszej misji
  2. Opowiedz o Aletei w swojej parafii
  3. Udostępniaj nasze treści rodzinie i przyjaciołom
  4. Wyłącz AdBlocka, kiedy do nas zaglądasz
  5. Zapisz się do naszego newslettera i czytaj go codziennie

Dziękujemy!
Zespół Aletei

 

Katolicki portal bez polityki. Wesprzyj nas!

Aleteia

Bo choć zapomniał o nich świat… – czy wiesz, kim są ostatni w Aleppo?

Udostępnij

Pamiętacie młodą Syryjkę, która podczas ŚDM w Krakowie mówiła do telewizyjnej kamery, że ona i jej ziomkowie wcale nie chcą wyjeżdżać ze swojej ojczyzny? Dokładnie taką samą postawę zobaczyłam w dokumencie „Ostatni w Aleppo”.

Gdyby zależało to ode mnie, tegoroczna Pokojowa Nagroda Nobla zamiast w ręce kolumbijskiego prezydenta Juana Manuela Santosa (choć doceniam doprowadzenie do porozumienia pokojowego z partyzantką FARC), trafiłaby do Białych Hełmów, czyli – oficjalnie – Syryjskiej Obrony Cywilnej. To ochotnicy, którzy od czterech lat działają w kontrolowanej przez rebeliantów części Syrii.

 

Kim są Białe Hełmy

Przed wojną byli studentami, budowniczymi, sklepikarzami… Teraz wydobywają rannych spod gruzów, starają się udzielić im pomocy medycznej, a także pomagają ewakuować cywilów ze stref zagrożonych. Zastępują strażaków, saperów, ratowników: gaszą pożary, zabezpieczają uszkodzone budynki, ostrzegają dzieci przed zbliżaniem się do niewybuchów i odgruzowywują drogi.

 

Tu jest moje miejsce

To wszystko można zobaczyć w przejmującym dokumencie „Ostatni w Aleppo”. Na ulice zmasakrowanego Aleppo wychodzimy z Khaledem, Mahmoudem i Subhim. Każdy z nich podjął decyzję o pozostaniu w umęczonym mieście.

Choć każdy tak naprawdę pragnie po prostu bezpieczeństwa i spokoju dla członków swojej rodziny. To Khaled stojąc przy krawędzi prowizorycznie skonstruowanej sadzawki w resztkach ogrodu tłumaczy: „Jestem jak te rybki. Nie potrafiłbym żyć bez Aleppo, tak jak one bez wody. – A więc umarłbyś? – pyta kompan. – W męczarniach”.

 

Mężczyzną i bratem

Inny obrazek. Mały chłopiec i jego ratownik. Sytuacja rzadka, bo film Firasa Fayyada nie pozostawia złudzeń: spod gruzów najczęściej wygrzebywani są zabici. Czasem sterty ludzkich szczątków. Ale tutaj kilkulatek najwyraźniej lgnie do swojego wybawcy.

Dopytuje, jak to było, gdy został znaleziony. Czy jego głowa głowa tkwiła pod gruzami?A Mahmoud dobrotliwie wyjaśnia: „Bóg chce, żebyś żył, żebyś był dorosłym i silnym mężczyzną, jak my”. To dla mnie jedna z piękniejszych scen – w piekle wojny, nieustannej trwodze lekcja stawania się mężczyzną.

A przecież i on, dzielny Mahmoud, dręczony jest troską o młodszego brata, który także przystał do służby cywilnej, choć jest oczkiem w głowie matki. Rodzice zresztą żyją w przekonaniu, że obaj bracia pracują… w Turcji! Mahmouda wspierają jednak w tej trosce kompani – wiedzą, że matce braci pękłoby serce, gdyby straciła beniaminka.

Lekcji męstwa i braterstwa dostarczają także momenty obserwacji Białych Hełmów w oczekiwaniu na wezwanie. „Spędzanie z wami czasu sprawia, że to wszystko ma jakiś sens” – mówią to mężczyźni, którzy od wielu tygodni nie widzieli się ze swoimi bliskimi, dziećmi, którzy podczas każdej akcji nie wiedzą, czy nie będzie to ich ostatnia.

 

Rybki bez wody

„Ostatni w Aleppo” to niewątpliwy hołd dla oddania, odwagi, odpowiedzialności. A mimo to mam wrażenie, że najbardziej dźwięczą w uszach pełne frustracji słowa: „Gdzie są Arabowie? Dlaczego arabscy sąsiedzi nam nie pomagają? Przecież my też jesteśmy Arabami”. To bardzo gorzki wyrzut. A jednocześnie tym bardziej motywujący do liczenia na siebie.

Pamiętacie młodą Syryjkę, która podczas ŚDM w Krakowie mówiła do telewizyjnej kamery, że ona i jej ziomkowie wcale nie chcą wyjeżdżać ze swojej ojczyzny? Dokładnie taką samą postawę zobaczyłam w tym przejmującym dokumencie.

Nie bójcie się epatowania cierpieniem, daleko temu filmowi do patosu, choć rzeczywiście nie folguje, nie łagodzi, nie bardzo przejmuje się naszym dobrym samopoczuciem. To po prostu wgląd w miejsce, gdzie banalna codzienność urasta do rangi wydarzenia, jak choćby piknik z dziećmi na placu zabaw czy… przyjęcie weselne!

Gdzie ludzie są wciągnięci jedni w drugich. Próba zrozumienia działań mieszkańców rozpaczliwie próbujących ocalić resztki normalności. Bo poza nim będą jak rybki bez wody.

Newsletter
Aleteia codziennie w Twojej skrzynce e-mail