Aleteia.pl - pozytywna strona Internetu w Twojej skrzynce e-mail

Nie możesz nas wesprzeć finansowo?

Możesz to zrobić na 5 innych sposobów:

  1. Módl się za nasz zespół i powodzenie naszej misji
  2. Opowiedz o Aletei w swojej parafii
  3. Udostępniaj nasze treści rodzinie i przyjaciołom
  4. Wyłącz AdBlocka, kiedy do nas zaglądasz
  5. Zapisz się do naszego newslettera i czytaj go codziennie

Dziękujemy!
Zespół Aletei

 

Aleteia

Goście weselni. Czy wypada prosić ich o pieniądze?

Figurki pary ślubnej na monetach
Shutterstock
Udostępnij

Sezon ślubny to wydatki nie tylko dla par młodych, ale i dla gości. Czy wypada prosić, żeby zamiast prezentów przynieśli ze sobą pieniądze?

Drodzy Czytelnicy! Ślub to dla wielu wymarzony i wyczekany moment, określany jako ten najważniejszy w życiu. Chcemy, wraz ze specjalistami i naszymi autorami, pomóc Wam przygotować się do Waszej wspólnej małżeńskiej drogi.

Publikujemy teksty w ramach „Aleteiowego kursu przedmałżeńskiego”. Nie wystawiamy zaświadczenia :), ale mamy nadzieję, że nasze teksty pomogą Wam „żyć bardziej” już teraz, u progu Waszego wspólnego życia, a także po „sakramentalnym TAK”! Korzystajcie, przekazujcie dalej, a przede wszystkim – kochajcie się mocno!  

 

Śluby (wesela) kosztują. To zdanie nie wzbudzi chyba wątpliwości w nikim, kto ma to już za sobą lub rozgorączkowany tkwi właśnie w ferworze przedślubnych przygotowań.

W teorii wprawdzie można przecież ciąć koszty. Zrobić kolację tylko dla najbliższych, urządzić wesele pod gołym niebem w parku, a gości poczęstować bułką i kefirem.

W praktyce jednak mało kto się na to odważy.

Tak zwani najbliżsi – kiedy przychodzi do wypisywania zaproszeń – mnożą się i mnożą, a gdy kogoś pominiemy, robi się afera na skalę co najmniej krajową. Wesele w parku to też średni pomysł, bo kara za organizację nielegalnych zgromadzeń może przerosnąć koszty przyjęcia, a picie kefiru – urazić godność niejednej babci i cioci.

W efekcie, kiedy już skreślimy z listy atrakcji fontannę z czekolady (800 zł tylko za to, że stoi) oraz pląsy i bansy na jachcie na Morzu Karaibskim, i tak pozostaje nam roztrwonić na wesele krwawicę wartą tyle, co średniej klasy samochód.

Wtedy to właśnie nadchodzi kluczowy moment, kiedy po głowach młodych majaczy się całkiem rezolutna myśl: byłoby cudownie, gdyby wszyscy goście zamiast prezentów dali nam pieniądze!

Sami jednak na to nie wpadną. Trzeba im zasugerować. Ale czy wypada?

 

Czy mogę prosić o pieniądze?

Z punktu widzenia savoir vivre’u – absolutnie nie. Gość jest gościem – zapraszamy go, bo go lubimy, i jedyne, co ma nam sprawić radość, to jego obecność na weselu. Z tej perspektywy nawet prozaiczna prośba, żeby zamiast kwiatów ofiarowano nam wino czy herbatę, jest nie na miejscu. Bo jako organizatorzy przyjęcia w ogóle nie spodziewamy się prezentów.

Prosząc zatem o pieniądze, tym bardziej wypadamy blado. W żadnym wypadku nie można też zakładać, że każdy uczestnik wesela powinien sobie to swoje uczestnictwo opłacić. Tradycja, która coś takiego sugeruje, wykwitła jedynie na bazie dobrej woli gości, którzy rozumieją, jak drogie dla organizujących są tego typu imprezy. Jednocześnie jednak może kogoś zranić. W swoim środowisku słyszałam już setki wyznań: „To wesele mojej przyjaciółki – chciałabym tam być. Ale nie idę, bo mnie na to nie stać”.

W takich sytuacjach, będąc gośćmi, uwierzmy nieco w siebie. Dajmy, ile możemy, ale nie wstydźmy się, że to za mało albo podarujmy młodym coś drobnego, byle wybranego/wykonanego z sercem. Ufajmy, że pilna potrzeba gotówki nie jest dla nich ważniejsza od naszej obecności.

 

Słodkie bileciki z malutkim znaczkiem wodnym

No dobrze – powie ktoś – załóżmy, że nie zależy mi na pieniądzach, ale co, jeśli dostanę pięć żelazek, trzy telewizory i dwie kuchenki mikrofalowe?

Więc jeśli już się przełamujemy (i łamiemy zasadę), by prosić o pieniądze, apeluję – zróbmy to z klasą.

Po pierwsze: nigdy w życiu nie ustalajmy dolnej granicy pieniężnej ofiary! To nie jest koncert Coldplay na stadionie narodowym, żeby wejście było możliwe tylko ze wskazaną ilością bilonu.

Po drugie: prośmy prostymi słowami i nie infantylizujmy. To naprawdę nie brzmi dobrze, gdy ktoś zawstydzony tym, o co prosi, ubiera to w słowa tak, że przez dwa dni trzeba się domyślać. „Bileciki ze znakiem wodnym” (zamiast po prostu „pieniądze”) to mój niechlubny faworyt w tej kategorii.

Nie zdrabniajmy też, bo nie jesteśmy dziećmi. „Pieniążki” naprawdę nie sprawiają, że dużo łatwiej jest komuś zaakceptować bezpośrednią prośbę o nie.

Po trzecie: wyjaśniajmy, skąd taka potrzeba. Informacja „Prosimy o pieniądze” robi wrażenie, jakby tuż pod nią drobnym druczkiem widniała kolejna: „Bo mamy taki kaprys i roztrwonimy je na miesiąc miodowy w Las Vegas”. Poza tym ludzie lubią wiedzieć, do czego się dokładają.

Zdecydowanie lepiej zabrzmi zatem: „Od zawsze marzyliśmy o podróży do Japonii. Będzie nam bardzo przyjemnie, jeśli zamiast kupowania nam prezentów, dorzucicie parę groszy na realizację tego planu”.

Albo: „Żelazek mamy pod dostatkiem, za to wesele trochę nas kosztowało. Będzie nam miło, jeżeli pomożecie nam spłacić debet na koncie”.

Ostatnio coraz częściej zastanawiam się, czy właściwe dla naszych czasów nie byłoby organizowanie przed weselami zbiórek crowdfundingowych. Inni tym sposobem zarabiają przecież na wakacje, wyjście do SPA czy buty. Taką wirtualną skarbonkę mógłby zasilić (i to drobną kwotą) każdy z grona znajomych na portalu społecznościowym. Do tego dobrowolnie i anonimowo. A goście weselni byliby wolni od oczekiwań, konwenansów czy zobowiązań.

Newsletter
Aleteia codziennie w Twojej skrzynce e-mail