Aleteia.pl - pozytywna strona Internetu w Twojej skrzynce e-mail

Nie możesz nas wesprzeć finansowo?

Możesz to zrobić na 5 innych sposobów:

  1. Módl się za nasz zespół i powodzenie naszej misji
  2. Opowiedz o Aletei w swojej parafii
  3. Udostępniaj nasze treści rodzinie i przyjaciołom
  4. Wyłącz AdBlocka, kiedy do nas zaglądasz
  5. Zapisz się do naszego newslettera i czytaj go codziennie

Dziękujemy!
Zespół Aletei

 

Aleteia

„Nie ten z nas zbawiony będzie, kto mówi Mu Panie, Panie, Panie”. Słowo, które mnie dopadło

Udostępnij

Święty spokój będę miał w niebie, ale nim tam trafię, powinienem gorliwie dbać o potrzebujących, których mam tu i teraz obok siebie. Bóg upomniał się o mnie w tej kwestii, biorąc sobie za narzędzie kawał dobrej muzycznej roboty, jaką wykonuje zespół NiemaGOtu. I chwała Mu za to.

Od początku wakacji nie mogę się uwolnić od urzekającego według mnie wokalu Oli Maciejewskiej z NiemaGOtu i piosenki „Biada” z płyty „Nieśmiertelni”. O całym projekcie mogliście już przeczytać na Aletei.

Zajęło mi trochę czasu, by po pierwsze kupić na stronie Salezjańskiego Wolontariatu Misyjnego płytę (co właśnie zrobiłem), a po drugie dotrzeć do dwóch przyczyn, dla których ten kawałek przyczepił się do mnie i nie chce odejść.

Pierwszy raz usłyszałem go w czerwcu na fanpage`u Przymierza Wojowników. Delikatnie mówiąc, nie porwał mnie wtedy. Nie uśmiechało mi się podejmowanie refleksji nad moim dawaniem jeść głodnym, pić spragnionym itd.

Pan Bóg jednak ze mnie nie zrezygnował. Właściwie nie pamiętam, jak to się stało, że podczas jednej z tras z samochodowych głośników te nuty popłynęły do mnie ponownie. W każdym razie, gdy już popłynęły, to wbiły się w serce i wywołały sztorm.

„Nie ten z nas zbawiony będzie, kto mówi Mu Panie, Panie, Panie” – śpiewa wokalistka NiemaGOtu. Fragment z Mt 7, 21, którym zapewne ten wers był inspirowany, to słowa, od których zaczynała się perykopa Ewangelii na moim ślubie… Dalej natomiast był fragment o budowaniu domu na skale. To dla mnie bardzo wymowne. Dlaczego?

Ostatnie tygodnie były w moim życiu czasem walki o to, by obowiązki zawodowe nie zjadły całkowicie mojego bycia z rodziną. Zbyt wiele dni było tu walką przegraną. Każdy oczywiście był naznaczony modlitwą, ale to były dni mówienia „Panie, Panie” podczas, gdy moi najbliżsi byli głodni, spragnieni, nadzy i chorzy, bo nie mieli w domu męża i ojca.

Mimo, że poświęcałem się całkowicie słusznej i Bożej sprawie, to mój dom był w tym wszystkim zdecydowanie budowlą na piasku.

To była pierwsza przyczyna, dla której „Biada” ciągle za mną łazi. Druga to fakt, że w sensie dosłownym nie pomagam potrzebującym, a Bóg przez ten kawałek upomina się o mnie i mocno inspiruje, by to zmienić.

Zdałem sobie sprawę, że przecież mógłbym zamiast kolejnego biletu na mecz lub piwa i czegoś do piwa, za te same pieniądze kupić jakieś podstawowe produkty i zanieść biedującemu sąsiadowi lub zawieźć do jakiejś sprawdzonej organizacji, która rozdziela takie rzeczy najbiedniejszym. Ileż mnie to kosztuje?

Z pewnością mniej niż Dariusza Malejonka – inicjatora projektu „Nieśmiertelni”, który w ramach swojej pomocy pojechał do Aleppo. Ale patrząc na jego działanie, nie mogę się zamykać w poczuciu niemożności takiej pomocy. Bo to, że moja sytuacja życiowa niekoniecznie sprzyja wyjazdowi w rejony, gdzie prześladuje się chrześcijan czy gdzie po prostu ludzie żyją w nędzy, nie zwalnia mnie z obowiązku pomocy.

Mam wrażenie, że męską domeną jest pomoc finansowa – ona na ogół nam się automatycznie nasuwa. I przelanie dziesięciny na rzecz prześladowanych czy potrzebujących pewnie jest pięknym aktem, ale może się w nim kryć niebezpieczeństwo pewnej „spychologii” pod tytułem: „Dałem pieniądze i mam święty spokój”.

Święty spokój będę miał w niebie, ale nim tam trafię, powinienem gorliwie dbać o potrzebujących, których mam tu i teraz obok siebie. Bóg upomniał się o mnie w tej kwestii, biorąc sobie za narzędzie kawał dobrej muzycznej roboty, jaką wykonuje zespół NiemaGOtu. I chwała Mu za to.

Newsletter
Aleteia codziennie w Twojej skrzynce e-mail