Aleteia.pl - pozytywna strona Internetu w Twojej skrzynce e-mail

Nie możesz nas wesprzeć finansowo?

Możesz to zrobić na 5 innych sposobów:

  1. Módl się za nasz zespół i powodzenie naszej misji
  2. Opowiedz o Aletei w swojej parafii
  3. Udostępniaj nasze treści rodzinie i przyjaciołom
  4. Wyłącz AdBlocka, kiedy do nas zaglądasz
  5. Zapisz się do naszego newslettera i czytaj go codziennie

Dziękujemy!
Zespół Aletei

 

Katolicki portal bez polityki. Wesprzyj nas!

Aleteia

Modlitwa głębi, czyli duchowa droga bez cukierków. Dla tych, którzy chcą więcej

© Shuttersotck
Udostępnij

„Klasyczna definicja drogi duchowej mówi o jej trzech etapach. Są to: oczyszczenie, oświecenie i zjednoczenie. To jest elementarz duchowości” – mówi krajowy koordynator Ruchu Odnowy Kontemplacyjnej.

Sama praktyka wydaje się jedną z najprostszych. Ale tu ważne zastrzeżenie. Modlitwa głębi nabiera sensu dla tych, którzy odczuwają jej głęboką wewnętrzną potrzebę. Jeśli już takie pragnienie w sercu jest, wystarczy przez dwadzieścia minut podtrzymać wewnętrzną intencję całkowitego oddania się Bogu i całkowitej zgody na to, że przez ten czas tylko On działa, a ja nie robię nic. Wydaje się proste, ale w praktyce okazuje się bardzo trudne.

Intencja, o której Ojciec mówi, to nie to samo, co modlitwa w jakiejś intencji?

Ojciec Thomas Keating używa słowa intencja w znaczeniu postawy wewnętrznej wobec Boga. Jest to postawa zgody na Jego obecność, ale nie na zewnątrz, tylko we mnie. Jest to odkrycie, że Bóg mieszka we mnie, że – jak pisał św. Paweł – jestem świątynią Boga. Ta postawa zgody jest czymś więcej niż tylko przyzwoleniem.

Czytaj także: Ks. Ołdakowski SJ: Wiara bez emocji będzie duchową sklerozą

W języku angielskim jest takie słowo „consent”, które można by przetłumaczyć w zasadzie jako „współzgodę”. Czyli nie tyle się zgadzam, ile wpisuję się w wyrażoną przez Boga zgodę. Doskonale oddaje to postawa Matki Bożej „fiat”, czy postawa Jezusa w Ogrójcu „nie moja wola, ale Twoja niech się stanie”. Wtedy dokonuje się niesamowity proces: Bóg i jego łaska przemienia mnie od środka.

To w skrócie brzmi pięknie. Ale przecież, gdy tylko siadamy w milczeniu, to w naszej głowie pojawiają się tysiące myśli i uczuć, które wyrywają nas z tego poczucia Bożej obecności. Jak sobie z tym radzić?

Na to pytanie odpowiada druga część praktyki modlitwy głębi. Potrzebne nam jest święte słowo, które jest symbolem naszej zgody na trwanie w Bożej obecności. np. amen, fiat, Jezus. To słowo wypowiadamy wewnętrznie na początku modlitwy, a później zgadzamy się na wszystko, co przychodzi, pozwalamy myślom i uczuciom przepływać, nie trzymamy się ich kurczowo.

Nie jest to łatwe, bo one bywają atrakcyjne. Więc kiedy uświadomimy sobie, że straciliśmy obecność, wracamy do naszego świętego słowa. I tak przez dwadzieścia minut.

To może nas kosztować sporo energii.

Absolutnie nie. Modlitwa głębi nie polega na wysiłku, tylko na odpuszczaniu wszystkiego. Jest piękne angielskie wyrażenie „let it go”, czyli dosłownie „pozwól temu odejść”. Modlitwa głębi jest ciągłym powrotem do tej postawy. Nawet jeśli coś mnie zaabsorbuje, pozwalam temu odejść.

Skoro nie ma żadnego wysiłku, to jak dokonuje się oczyszczenie, czyli pierwszy etap tej drogi?

Ojciec Thomas Keating nazywa ten pierwszy okres „Bożą terapią”. Bóg uzdrawia w nas przestrzenie, do których z naszego poziomu świadomości w ogóle nie mamy dostępu. Myślę tu o wszystkich traumatycznych doświadczeniach, które zepchnęliśmy do nieświadomości, i które czynią nas niewolnikami niezdolnymi do miłości.

Nie ma ryzyka, że na powierzchnię świadomości wypłyną rzeczy, z którymi nie będziemy mogli sobie poradzić?

Bóg jest doskonałym terapeutą. Jego działanie jest bardzo czułe i wrażliwe. Uzdrowienie następuje powoli. To nie jest charyzmatyczne uzdrowienie, które ma siłę pioruna, ale bywa, że szybko znika.

Nie brzmi to zachęcająco, ponieważ żyjemy w świecie fast-foodów. Chcemy natychmiastowych efektów.

Zawsze odpowiadam, że po drodze duchowej idzie się dwiema nogami. Jedną nogą jest cierpliwość, a drugą jest wierność. Nie ma dróg na skróty. Na tej linii Pendolino też nie kursuje. Więc jeśli jest w kimś prawdziwa tęsknota za Bogiem, dzień za dniem będzie wiernie i w ogromnej prostocie oddawał się Bogu i Jego terapii.

Czytaj także: Jak modlitwa kontemplacyjna pozwoliła mi odnaleźć spokój

Strony: 1 2

Newsletter
Aleteia codziennie w Twojej skrzynce e-mail