Nie możesz nas wesprzeć finansowo?

Możesz to zrobić na 5 innych sposobów:

  1. Módl się za nasz zespół i powodzenie naszej misji
  2. Opowiedz o Aletei w swojej parafii
  3. Udostępniaj nasze treści rodzinie i przyjaciołom
  4. Wyłącz AdBlocka, kiedy do nas zaglądasz
  5. Zapisz się do naszego newslettera i czytaj go codziennie

Dziękujemy!
Zespół Aletei

 

Prosimy, pomóż nam ocalić w naszych braciach nadzieję. Złóż deklarację
Aleteia

Jola Szymańska: Klucz do nawrócenia. O bagatelizowaniu osobistych kryzysów wiary

Uśmiechnięta Jola Szymańska
fot. Marek Straszewski
Udostępnij

Ciężko rozmawia się w Kościele o duchowych barierach i trudnościach. Łatwo ocenia się jednak tych, którzy odchodzą. A może jest coś, co możemy dla nich zrobić, zanim będzie za późno?

Czytałam wczoraj tekst bp Roberta Barrona, który zastanawia się „Dlaczego młodzi odchodzą z Kościoła?”. I nie kryje irytacji. Uważa, że ich powody są naiwne i płytkie, a argumenty łatwe do obalenia.

Pewnie Biskup jest słusznie zmęczony rozmawianiem o Bogu z ludźmi, którzy kompletnie Go nie szukają. Nie wiem, jak wygląda sytuacja w Stanach czy w Wielkiej Brytanii. Ale patrząc na to z polskiej perspektywy, zastanawia mnie jednak inna rzecz.

Dlaczego w Kościele o kryzysie wiary mówi się dopiero, kiedy ludzie z Niego odchodzą?

 

Niewierzący z wyboru

Według badaczy z waszyngtońskiego Research Centre aż 78 procent niewierzących Amerykanów, to niewierzący z wyboru. Powody są proste. 49 procent badanych nie chce przynależeć do żadnej religii, ponieważ… nie wierzy w Boga. 20 procent odstrasza kościelna administracja. 18 procent nie czuje szczególnej więzi z żadną religią. 10 procent to „nieaktywni wierzący”.

Myślę, że nie ma co się zatrzymywać na lakonicznych uzasadnieniach badanych, którzy wzięli udział w anonimowej, telefonicznej ankiecie. Ciekawe jest to, co działo się z nimi, kiedy byli jeszcze w Kościele. I zastanawiali się, czy zostać.

 

Kryzys duszy czy emocji?

Kryzys wiary to nie grymas ani fochy, ale łamanie się struktur, na których oparliśmy swoje życie. Najczęściej wiąże się też z większym kryzysem tożsamościowym.

Ciężko jednak mówić o nim w Kościele, w którym duchowość przyćmiewa inne sfery życia wewnętrznego – emocje czy intelekt. To dlatego osobom wierzącym często grzech myli się z poczuciem winy, lęk z odpowiedzialnością, słuszność ze sprawiedliwością, a miłosierdzie z wyzbyciem się samego siebie.

Duchowość wrzucamy do jednego worka z intelektualnymi dysputami i wahaniami samopoczucia, a później nie potrafimy ich sobie uporządkować. Ale nie to jest najgorsze.

Pragnienie i bezsilność

Sama od kilku miesięcy zmagam się z duchowymi trudnościami. I staram się o nich rozmawiać. Także w internecie.

W związku z tym codziennie ktoś opowiada mi o swoim kryzysie, albo pisze o nim w komentarzach. „Powiedziałam znajomej o moim kryzysie, a ona tylko poradziła mi odmawiać różaniec”, „Boję się przyznać przed znajomymi, że wciąż się zastanawiam, czy Bóg istnieje” – czytam w prywatnych wiadomościach.

Wspólnym mianownikiem tych opowieści jest pragnienie życia z Bogiem, któremu towarzyszy bezsilność, rozczarowanie, ogromne poczucie winy i… lęk przed oceną. Bo kiedy nie potrafimy się modlić, spadamy w rejestrze idealnych katolików o kilka pięter w dół.

 

Apologetyka dla początkujących

Nie dziwi mnie fakt, że ludzie odchodzą z Kościoła, bo to zjawisko powszechnie i od wieków znane. Wciąż ciężko nam jednak o tym rozmawiać. Zamiast tego, wolimy oceniać. Ratować swoje pojmowanie duchowości dzieleniem ludzi na tych, którzy sobie poradzili, a którzy nie.

Rzucamy na prawo i lewo prostymi radami, zupełnie zapominając o wysłuchaniu i wsparciu drugiego człowieka.

A to ten mały drobiazg może okazać się kluczem do Celu.

Newsletter
Aleteia codziennie w Twojej skrzynce e-mail

Miliony czytelników z całego świata – a wiele tysięcy z nich to chrześcijanie z Bliskiego Wschodu – szukają na Aletei inspiracji, informacji i nadziei. Prosimy, wesprzyj nawet niewielką kwotą arabską edycję naszego portalu.