Aleteia

Trójpodział władzy. Dlaczego jest tak ważny?

EAST NEWS
Udostępnij
Komentuj

Władzę polityczną trzeba dzielić, dbając o to, by jej ograniczenie i wzajemne równoważenie się szło w parze ze skutecznością oraz reprezentatywnością.

„Każdy niech będzie poddany władzom, sprawującym rządy nad innymi. Nie ma bowiem władzy, która by nie pochodziła od Boga, a te, które są, zostały ustanowione przez Boga” (Rz, 13, 1). Te słowa św. Pawła skierowane do Rzymian to bodaj najtrudniejsze memento, jakie wielki Apostoł narodów zostawił nam odnośnie traktowania przez nas jako chrześcijan polityki.

Z jego sensem i ciężarem mierzyć się musieli i uczniowie Chrystusa w czasie ich prześladowań przed rokiem 313; i ci, budujący chrześcijańską cywilizację w Europie średniowiecznej; i ci, którym zmierzyć się przyszło z duchem nowoczesności; i ci, którzy przejść musieli przez piekło totalitaryzmów XX w. Mierzyć się z nim musimy także i my.

I choć Pawłowe słowa w różnych epokach różnie tłumaczono, na ogół odczytywane są obecnie jako przekonanie, iż w świecie, jaki Bóg pomyślał dla wolnych ludzi, konieczna jest instytucja władzy. Od rodziny, przez różne formy życia społecznego, po państwo potrzebny jest ktoś, kto podejmuje posługę odpowiedzialności, podejmowania decyzji, budowania sprawiedliwości, bezpieczeństwa i porządku.

Zabezpieczenie przed nadużyciem władzy

Intuicji tej przez wieki towarzyszy także nie tylko chrześcijańskie doświadczenie, że ponieważ jako ludzie nie jesteśmy aniołami, to w świecie niedoskonałych, grzesznych ludzi władza zamiast służby stać się może także potężną namiętnością, sposobem nieprawego bogacenia się czy też kompensowania różnych ułomności.

Jednym słowem, można powiedzieć, że od zawsze zastanawiamy się, jak korzystając z dobrodziejstwa władzy, zabezpieczać się przed jej nadużywaniem i jak wspólnie ogrzewając się przy ogniu dobrego zarządzania oraz skutecznej polityki, wspólnie nie poparzyć się lub nie spłonąć w płomieniach politycznego szaleństwa.

Władza ograniczona

Jednym z najważniejszych i chyba najstarszych na to pomysłów jest ograniczenie władzy poprzez jej dzielenie albo różnicowanie. Problem ten widać już wśród wielkich mędrców starożytnej Grecji. Bo choć Platon był jak wiadomo zwolennikiem oddania całej władzy w ręce miłujących mądrość, czyli filozofów, to jego uczeń Arystoteles wyraźnie opowiadał się za modelem władzy zrównoważonej, w której równoważyłaby się wzajemnie i tym samym ograniczała władza arystokratów i ludu.

W chrześcijańskim średniowieczu problem podziału władzy pojawia się przy okazji sporu o prymat tronu i ołtarza. Niezależnie od różnych kolei tego sporu i różnych wyników, można przyjąć, że od XI wieku w chrześcijaństwie łacińskim preferuję się oddzielenie władzy królewskiej (dziś powiedzielibyśmy: politycznej) i duchowej.

Doświadczenie absolutyzmu

Bezpośrednią przyczyną pojawienia się nowożytnej idei i praktyki trójpodziału władzy, który słusznie kojarzymy z Monteskiuszem, jest XVI- i XVII-wieczne doświadczenie monarchii absolutnych. Gdy po upadku chrześcijańskiego średniowiecza polityka ześwieccza się, miejsce religii zajmuje w niej do pewnego stopnia, nieznana wcześniej, zasada suwerenności władzy.

Władza, która od XVI wieku ogłasza się suwerenną, z czasem w wielu państwach Europy staje się władzą (wtedy monarchią) absolutną. To polityczne doświadczenie – które ominęło I Rzeczpospolitą – z jednej strony funduje podwaliny wielu współczesnych państw, z drugiej, doprowadziło do wielu wojen, prześladowań i wewnętrznej przemocy.

Dlatego właśnie, na jego skutek, już od wieku XVII John Locke, Monteskiusz i wielu innych myślicieli formułuje idee dzielenia władzy, separowania ustawodawców, wykonawców prawa i tych, którzy według prawa mają sądzić.

Owa refleksja, że rzeczą dobrą jest władzę dzielić, pojawia się także we współczesnym nauczaniu Kościoła i nauczaniu współczesnych papieży.

Trójpodział Monteskiusza

Oczywiście Monteskiuszowski trójpodział władzy – idea oddzielenia władzy stanowienia prawa, władzy jego wykonywania oraz sądzenia zgodnie z prawem – jest pewnym modelem czy też wzorcem, który w różnych systemach politycznych przyjmuje inną nieco postać.

Co innego oznacza on zatem w USA, gdzie dość ściśle oddzielona jest władza wykonawcza (prezydent) od ustawodawczej (kongres), a inaczej w Europie, gdzie władza wykonawcza i ustawodawcza często się ze sobą spotykają i krzyżują. Najlepszym tego przykładem jest zasada europejskiego parlamentaryzmu, która mówi, że partia, która wygrywa wybory, kieruje parlamentem (władzą ustawodawczą), a także powołuje rząd (władzę wykonawczą).

Co innego podział władzy znaczy w państwach unitarnych, czyli scentralizowanych politycznie (takich jak Polska czy Francja), a co innego w państwach federalnych, gdzie obok władz centralnych mamy także lokalne władze, w tym lokalne parlamenty i rządy (np. w Niemczech).

Faktycznie działanie podziału władzy zależy także od jakości działania wolnych mediów, społeczeństwa obywatelskiego czy kultury politycznej.

Wyjątkowe znaczenie władzy sądowniczej

Pomimo tego zróżnicowania szczególną wagę zawsze przywiązuje się do samodzielności i autonomii władzy sądowniczej, która równoważyć ma pozostałe władze. Poza wszystkim jest to też smutna lekcja XX wieku, kiedy to demokratycznie wybrane władze łamały prawo i sięgały po przemoc oraz agresję.

Dlatego dziś tak bardzo podkreśla się znaczenie praworządności, czyli podporządkowania władzy prawu, praworządności, na straży której stać mają właśnie sądy.

Niezależne sądy bezpośrednio chronić mają obywateli przed władzą, pośrednio zaś strzec mają, by stanowione przez władzę prawo nie łamało zasad podstawowych, w tym praw człowieka, zapisanych na ogół w konstytucji.

Różne modele niezależności sądów

Istnieją różne sposoby budowania autonomii oraz separowania władzy sądowniczej od pozostałych władz. Sposób pierwszy to tworzenie autonomicznego od polityki systemu samorządu sądowniczego, w ramach, którego sami sędziowie się kontroluję, wybierają swe władze, powołują sędziów do sądów najwyższych. Jego zaletą jest apolityczność, ale możliwą wadą zamykanie się środowiska sędziowskiego w źle pojętej solidarności zawodowej.

Inny model to dopuszczenie polityków do pewnego wpływu na obsadzanie kluczowych funkcji sędziowskich (np. w sądach konstytucyjnych), ale z pewnym przesunięciem czasowym, które uzyskuje się, wydłużając znacznie kadencje sędziów w stosunku do kadencji polityków. Chodzi o to, aby rządzący aktualnie politycy nie mogli wybrać (wszystkich) sędziów, którzy mają patrzeć im na ręce.

Pewnym wariantem tego nadzoru polityków nad wyborem sędziów jest też tak szerokie określanie wyborczego spektrum, by nie mógł osiągnąć go tylko jeden, rządzący w danym momencie obóz polityczny. Efekt ten można uzyskać w praktyce określając na przykład, że warunkiem wyboru sędziego jest zdobycie przez niego 2/3 głosów w parlamencie lub powierzenie wyboru sędziów politykom, którzy pochodzą de facto z różnych wyborów (przykładowo w Niemczech udział ministrów sprawiedliwości z poszczególnych landów, w których odbywają się przesunięte w czasie wybory landowe).

W praktyce te różne modele często się ze sobą miesza.

Władza na ziemi

Podsumowując: ponieważ nie ma na ziemi możliwości ani potrzeby budowy Królestwa Bożego, a społeczeństwo i klasa polityczna składają się z ludzi, a nie aniołów, władzę polityczną trzeba dzielić, dbając o to, by jej ograniczenie i wzajemne równoważenie się szło w parze ze skutecznością oraz reprezentatywnością. Szczególną zaś rolę dla ochrony praw, życia i godności człowieka winna mieć niezależna władza sądownicza, która chronić ma każdą jednostkę przed ewentualną samowolą władzy lub naciskiem większości.

Każda władza polityczna ma prawo, a wręcz obowiązek realizować, w ramach przepisów prawa, swoje obietnice wyborcze. Nawet te dotyczące zmian ustrojowych. Zmiany te poprzedzone być powinny jednak szerokimi konsultacjami i odpowiednim, poważnym trybem debaty parlamentarnej.

 

Newsletter
Aleteia codziennie w Twojej skrzynce e-mail