Aleteia logoAleteia logo
Aleteia
niedziela 01/08/2021 |
Św. Alfonsa Marii Liguori
home iconSztuka i podróże
line break icon

Mierzeja Wiślana – największy polski brodzik

fot. Stefan Czerniecki

Stefan Czerniecki - 21.07.17

Ta ziemia stanowi de facto jeden wielki, długi i piaszczysty wał rozciągający się na południowo-wschodnim brzegu Zatoki Gdańskiej. Ciągnący się od Gdańska aż po rosyjski Bałtijsk.

Lubię takie miejsca. I mam wrażenie, że jest ich w naszym kraju naprawdę bez liku. Wystarczy tylko nieco poszperać na mapie. Czasem po prostu odbić z gęsto uczęszczanej trasy w boczną odnogę. Wąską drogę, nawet niekoniecznie asfaltową. Miejsce dziś opisywane nie jest może znowu takie „anonimowe”, ale w zestawieniu z bogatymi i zasianymi turystyką Łebą, Trójmiastem, Helem, czy Jastarnią z pewnością pozostaje jakby w cieniu. Na jego szczęście.

To ziemia praktycznie niezindustrializowana. Bez żadnych ośrodków przemysłowych. Można ją nazywać „bramą”. Czemu nie? „Bramą” czyniąca z Zalewu Wiślanego „największy polski brodzik” (średnia głębokość rozciągającego się na powierzchni 838 km² zalewu wynosi przecież zaledwie 2,7 m!).

Ta ziemia stanowi de facto jeden wielki, długi i piaszczysty wał rozciągający się na południowo-wschodnim brzegu Zatoki Gdańskiej. Ciągnący się od Gdańska aż po rosyjski Bałtijsk. Mierzeja Wiślana. Dzisiaj w „aleteiowych podróżach” właśnie o niej.


Mężczyzna zaczyna pisać w notesie

Czytaj także:
W wakacje zadbaj o siebie!

Przyznam, że spacerując po piaszczystej plaży mierzei mam coraz mniej wątpliwości co do corocznego werdyktu kapituły Błękitnej Flagi, europejskiej fundacji przyznawanej kąpieliskom spełniającym najwyższe kryteria w zakresie jakości wody i zarządzania środowiskowego. Polskie plaże regularnie plasują się w czołówce rankingu. Naprawdę! Po co nam te kompleksy, że „wszędzie indziej na wakacje, tylko nie na polskie wybrzeże!”? Biały piasek jest u nas naprawdę jedyny w swoim rodzaju. I coś jeszcze…

Na malowniczym wybrzeżu widać samotnie pozostawione łodzie. Zasunięte na plażę. Gdy tak na nie patrzę, mimowolnie przychodzą skojarzenia ze słynnym zachodnim brzegiem Tajlandii. Na te wszystkie pocztówkowe ujęcia zdobiące większość katalogów zachęcających do wizyty kurortów Phuket bądź Krabi. W większości przypadków przedstawiające zacumowane łodzie na złociście piaszczystej plaży. Ale chwileczkę! Przecież tutaj jest zupełnie podobnie!

Może poza dwiema rzeczami. U nas morze ma jednak nieco inny kolor. A po drugie, u nas za przyjemność spędzenia kilku chwil nad tak idylliczną widokówką nie zapłacimy majątku. Za przelot w tę i z powrotem z Warszawy do Bangkoku, a następnie do Krabi zapłacimy przynajmniej 3 000 zł (a to i tak przy pomyślnych wiatrach cenowych). Za przejazd np. ze stolicy nad polskie wybrzeże… Cóż… Wydaje się, że jednak znacznie mniej.


Samochodzik na plaży

Czytaj także:
Wakacje 2017: co zabrać, a co lepiej zostawić. Praktyczny poradnik

Człowiek często potrzebuje czasu, aby się do czegoś przekonać. Aby dokonała się w nim pewna zmiana. Potrzebuje czasu, aby się nawrócić. Przyznam, że sam od lat przekonuję się, że polskie wybrzeże jest naprawdę niedoceniane. I wcale nie chodzi mi w tej sytuacji o obcokrajowców. To nie nasza sprawa. Ci mają przecież swoje riwiery. Problem polega na tym, że na polskie plaże najczęściej narzekamy my sami, Polacy.

Ileż to razy podczas rodzinnych spotkań ciocia wyjmuje zdjęcia, aby pochwalić się ostatnim urlopem w Grecji. Babcia wypytuje wnuczki, jak było w Maroko. A małżeństwo już snuje plany, jak zaoszczędzić nieco grosza, aby za rok starczyło na wakacje w Hiszpanii. I to wszystko wypowiadane jest zazwyczaj z taką nostalgią, tęsknotą.

To teraz może kilka konkretów. Bo przecież, jeśli chodzi o krajobraz, nasze wybrzeże jest naprawdę bezkonkurencyjne! Niewypalone jak to chorwackie, gdzie nie uświadczysz trawy, ani jakiejkolwiek bujniejszej roślinności. Z urozmaiconą rzeźbą (najpiękniejsze w Europie klify, mierzeje, plaże…). Z jeziorami przybrzeżnymi. Z szerokim pasmem wydm, przypominającym jako żywo afrykańską pustynię. Wreszcie z bujnymi lasami bukowymi. Z niezwykłą rzeźbą. Jak choćby ta tutaj, na Mierzei Wiślanej.


Kompas trzymany w dłoni

Czytaj także:
Szukasz wymarzonych wakacji? Inspiracją może być… kazanie!

Nasza Mierzeja naprawdę potrafi zafascynować. Gdybym teraz wysadził w tym miejscu kogoś bezpośrednio z samochodu, nie uprzedzając, gdzie go zawiozłem, nie miałby nawet pojęcia, że oto spaceruje po wale mającym szerokość zaledwie jednego kilometra (!). To, co prawda nie tyle, ile ma w najwęższym miejscu Półwysep Helski (tam odległość miedzy Bałtykiem a Zatoką Gdańską wynosi momentami 150… metrów), ale Mierzeja Wiślana rozciąga się przecież na długości 90 km, podczas gdy Półwysep Helski tylko 34.

I gdyby tylko nie ta pogoda. To zapewne ona sprawia, że wspomniane rozmowy o Grecji, Hiszpanii i Tajlandii są prowadzone z takimi wypiekami na plaży. Tu faktycznie argumentów brak. Chociaż…

Przy takim wietrze jak ten dzisiejszy opustoszała plaża zdaje się przypominać błyszczący bochenek chleba. Taki prosto z wypieku. Gładki. Ciemnobrunatny. Z pamiątką po bezlitosnej fali: kałużach, w których przeglądają się obłoki. Na samym środku plaży osamotniony pień. Wkrótce zostanie pochłonięty przez morskie wody. Póki co jednak współtworzy przepiękny pejzaż. Oby jak najdłużej. Będzie więcej ciekawych ujęć. Zaraz dalej zielone morze traw z cudnie pomarszczonym altocumulusem nieboskłonem w tle.

Sam nie wiem, czy i nawet ta pogoda też nie przemawia za naszym rodzinnym wybrzeżem.


Dziewczyna wpatruje się w jezioro

Czytaj także:
Jesteś singlem? Mamy pomysły na fajne wakacje!

Tags:
podróżePolska
Wesprzyj Aleteię!

Jeśli czytasz ten artykuł, to właśnie dlatego, że tysiące takich jak Ty wsparło nas swoją modlitwą i ofiarą. Hojność naszych czytelników umożliwia stałe prowadzenie tego ewangelizacyjnego dzieła. Poniżej znajdziesz kilka ważnych danych:

  • 20 milionów czytelników korzysta z portalu Aleteia każdego miesiąca na całym świecie.
  • Aleteia ukazuje się w siedmiu językach: angielskim, francuskim, włoskim, hiszpańskim, portugalskim, polskim i słoweńskim.
  • Każdego miesiąca nasi czytelnicy odwiedzają ponad 50 milionów stron Aletei.
  • Prawie 4 miliony użytkowników śledzą nasze serwisy w social mediach.
  • W każdym miesiącu publikujemy średnio 2 450 artykułów oraz około 40 wideo.
  • Cała ta praca jest wykonywana przez 60 osób pracujących w pełnym wymiarze czasu na kilku kontynentach, a około 400 osób to nasi współpracownicy (autorzy, dziennikarze, tłumacze, fotografowie).

Jak zapewne się domyślacie, za tymi cyframi stoi ogromny wysiłek wielu ludzi. Potrzebujemy Twojego wsparcia, byśmy mogli kontynuować tę służbę w dziele ewangelizacji wobec każdego, niezależnie od tego, gdzie mieszka, kim jest i w jaki sposób jest w stanie nas wspomóc.

Wesprzyj nas nawet drobną kwotą kilku złotych - zajmie to tylko chwilę. Dziękujemy!

Modlitwa dnia
Dziś świętujemy...




Top 10
1
POGRZEB FRANKA
Redakcja
Pożegnali Franka – 7-letniego pielgrzyma. „Szedłeś do Matki...
2
FR MAXIMILIAN KOLBE
Katolicka Agencja Informacyjna
„Jego ciało było czyściutkie i promieniowało”...
3
Marta Brzezińska-Waleszczyk
„Urodziłam martwe dziecko. Nie żałuję” [wywiad]
4
Łukasz Kobeszko
Znacie historię trzech sióstr zamęczonych na oczach matki? Ich im...
5
Mathilde de Robien
Jak podtrzymać ogień miłości? Prosta i skuteczna metoda
6
BEZDOMNY CESAR
Agencja I.Media
Całe życie był bezdomny, ale pochowano go po królewsku. W Watykan...
7
Barbara Wnukowska
Anna Gębalska-Berekets
„Wierzę, że Bóg ma dla mnie plan i się go trzymam”. Rozmowa z Bas...
Zobacz więcej
Newsletter
Aleteia codziennie w Twojej skrzynce e-mail