Aleteia.pl - pozytywna strona Internetu w Twojej skrzynce e-mail

Nie możesz nas wesprzeć finansowo?

Możesz to zrobić na 5 innych sposobów:

  1. Módl się za nasz zespół i powodzenie naszej misji
  2. Opowiedz o Aletei w swojej parafii
  3. Udostępniaj nasze treści rodzinie i przyjaciołom
  4. Wyłącz AdBlocka, kiedy do nas zaglądasz
  5. Zapisz się do naszego newslettera i czytaj go codziennie

Dziękujemy!
Zespół Aletei

 

Katolicki portal bez polityki. Wesprzyj nas!

Aleteia

„Ciąża to nie choroba”. Dlaczego właściwie ustępować miejsca ciężarnym?

Shutterstock
Udostępnij

Nie prosiła. Jedzie jeden przystanek. Nie widać brzuszka. Albo wręcz przeciwnie – może ona jest po prostu gruba, a nie ciężarna. Powodów, by nie ustąpić miejsca brzemiennej jest wiele.

Wszyscy znamy teorię, a co więcej – jesteśmy całkowicie zgodni w tym, że ciężarnym kobietom powinno się ustępować miejsca w środkach komunikacji, kolejkach etc. Z praktyką jest zdecydowanie gorzej.

W sieci bez problemu można znaleźć fotografie kobiet ledwie stojących z ciążowym brzuszkiem w tramwaju czy metrze. Zwykle stojących nie nad obolałymi, schorowanymi staruszkami o kulach, ale nad… małolatami z pryszczatymi jeszcze nosami wetkniętymi w ekrany smartfonów czy „doświadczonymi ciężko” przez życie mężczyznami w średnim wieku. Dlaczego tak się dzieje? Wymieńmy kilka najczęściej powracających powodów.

 

„Ciąża to nie choroba”

Ciąża to stan fizjologiczny, a kobiety rodzą przecież od wieków i znosiły znacznie większe trudy, niż stanie w tramwaju. Zgoda, ale to tylko jedna strona medalu. Bo tak samo, jak ciąża jest naturalna dla kobiety, tak samo naturalne są różne, mniej lub bardziej przykre, dolegliwości z nią związane. Przede wszystkim mdłości – zwłaszcza na początku czy pękający z bólu kręgosłup (to już pod koniec) sprawiają, że długie stanie w trzęsącym się autobusie czy kolejce w aptece bywa ponad siły ciężarnej.

Oczywiście, nie zawsze, bo są kobiety, które niemal do porodu biegają w podskokach niczym skowronki. Ale są i takie, którym trudność sprawiają najprostsze czynności. Dlatego jeśli kogoś nie przekonuje taki argument, może bardziej egoistycznie pomyśleć, że wolałby nie mieć na głowie zawartości żołądka stojącej nad nim kobiety.

 

Sama decydowałaś!

Nie, nie o zajściu w ciążę (chociaż to też). Kilka razy spotkałam się z argumentem, że „skoro jesteś w ciąży, to siedź w domu”. Nikt Ci nie każe telepać się tramwajem na drugi koniec miasta, włóczyć się po sklepach czy sapać w długaśnych kolejkach. To prawda, nikt nie kazał, ale czasem nie ma innego wyjścia.

Dlatego wystarczy odrobina wyobraźni (nie wspominając już o empatii), że wystawanie w kolejkach czy podróżowanie w mało komfortowych warunkach, to wcale nie jest widzi-mi-się ciężarnej, jej kaprys, a co gorsza – działanie z premedytacją obliczone na to, że „poświeci” brzuchem tu i tam, to załatwi coś szybciej, bo wszyscy ją przepuszczą. Uwierzcie mi, dopraszanie się o ustąpienie miejsca w każdej kolejce czy środku lokomocji przez dziewięć miesięcy nie jest niczym przyjemnym. A już szczególnie znoszenie wszelkich sapnięć czy fochów niezadowolonych ustępujących, jakbyśmy oczekiwały nie wiem jakich przywilejów. A przecież nasze prośby nie są efektem bycia „roszczeniowymi babami”, ale troską o bezpieczeństwo nasze i dziecka.

Ojej, nie widać!

Tak, tak, dopraszanie się, bo przecież ciąży, zwłaszcza na początku „nie widać”. Później różnie z tym bywa – znałam mamy, u których (ba, sama tego doświadczyłam!), brzuszek stał się wyraźnie widoczny dopiero w trzecim trymestrze. Inna sprawa, że często pasażerowie czy towarzysze kolejkowej niedoli dostają nagłej (i chwilowej) utraty wzroku na widok ciężarnej wchodzącej do autobusu/sklepu.

To odwracanie głów, uporczywe wpatrywanie się w szybę, jakby za oknem można było dostrzec co najmniej zorzę polarną albo czytanie książki do góry nogami (tak, to też widziałam) jest naprawdę przykre.

 

Ona nie chce siadać!

Innym powodem, dla którego pasażerowie nie lubią ustępować miejsca nie jest wcale egoizm, brak wychowania czy lenistwo, ale… fakt, że zdarzyło im się zaproponować ustąpienie miejsca, a ciężarna odmówiła (jak mogła?!). Zrażeni taką „arcy-niekulturalną” odmową postanowili już więcej nie wyrywać się z szeregu. Jeszcze inni chcieli być uprzejmymi dla domniemanej ciężarnej, a wtedy okazywało się, że pani brzemienna wcale nie jest. Ups!

Dlatego mam gorący apel do każdej kobiety, niezależnie od tego, ciężarnej czy nie. Jeśli ktokolwiek chce Wam ustąpić miejsca (niezależnie od powodu), korzystajcie. Korzystajcie, bo później będziecie mieć na sumieniu te wszystkie kobiety, którym ludzie nie ustępują, bo myślą, że one wcale sobie tego nie życzą („skoro nie proszą”).

 

Widoczna ciężarna

Last but not least. Bywa, że nieustępowanie ciężarnej wcale nie wynika ze złej woli, ale właśnie z przeoczenia czy niezauważenia (zwłaszcza na początku ciąży albo zimą, kiedy otulamy się obszernymi płaszczami). Dlatego warto zainwestować w widoczne emblematy, które dadzą otoczeniu jasny komunikat – jestem w ciąży, proszę, ustąp mi miejsca.

Jakiś czas temu pewna mama (jednocześnie lekarz-ginekolog) stworzyła specjalny pakiet dla mam, w skład którego wchodziły m.in. płócienne torby na zakupy czy przypinki z napisem „jestem w ciąży”. Na początku zastanawiałam się, czy takie produkty mają w ogóle sens. Ale szybko sięgnęłam pamięcią do czasów, kiedy sama wsiadałam z trwogą o mój brzuszek (a szczególnie jego lokatora!) do kołyszącego się tramwaju.

 

Newsletter
Aleteia codziennie w Twojej skrzynce e-mail