Nie możesz nas wesprzeć finansowo?

Możesz to zrobić na 5 innych sposobów:

  1. Módl się za nasz zespół i powodzenie naszej misji
  2. Opowiedz o Aletei w swojej parafii
  3. Udostępniaj nasze treści rodzinie i przyjaciołom
  4. Wyłącz AdBlocka, kiedy do nas zaglądasz
  5. Zapisz się do naszego newslettera i czytaj go codziennie

Dziękujemy!
Zespół Aletei

 

Aleteia

Dlaczego nie wolno bić dzieci?

Shutterstock
Udostępnij

Od dziecka uczymy się, czym jest bliskość. To ważne, bo możemy ją mylić potem z tym, czym ona nie jest.

Szłam z nastoletnią córką przez centrum Wrocławia w stronę pasażu handlowego. Ulicę wraz z nami przemierzała dziewczyna z głębokim wózkiem, a w nim – malutkim dzieckiem. Obok niej szedł równie młody chłopak, który kopał ją po nogach. Towarzyszył im jeszcze kolega. Kopanie nie było żartobliwe i na niby. Było złośliwe i bezsensowne, mimo że w zamiarze chłopaka mogło być jakąś formą chorej zabawy.

Zażenowana dziewczyna prosiła, by przestał. On burczał, że wysyła co miesiąc dwieście złotych na dziecko, co jest dla niego niepotrzebnym ciężarem – jakby dając jej w ten sposób do zrozumienia, że skoro ona uprzykrza mu życie przez zobowiązania finansowe, on może dać jej odczuć swoją frustrację tak, jak mu się podoba.

Córka spojrzała na mnie przerażona, jak gdyby chciała sprawdzić, czy słyszymy to samo. Patrzyłam jeszcze długo za tą dziewczyną, zastanawiając się, czemu daje prawo temu człowiekowi iść obok niej, mówić o niej z lekceważeniem i w podobnie poniżający sposób ją traktować.

 

Zacisnąć zęby i wytrzymać

Nie bierze się to z powietrza, a o dziewczynie nie można na pewno powiedzieć, że „jeśli jest głupia, to tak ma”. Byłabym bardzo daleka od takich wniosków. Gdzieś nauczyła się, co to znaczy bliskość i na co w niej można pozwolić, a co jest już nadużyciem. Miejscem, gdzie tę wiedzę się zdobywa, jest własny dom, a uczą tego najpierw rodzice.

Dzieci bite albo te, których potrzeby są nieustannie unieważniane; dzieci poniżane i traktowane jak popychadła – zapamiętują, że jeśli w bliskiej relacji traktują cię poniżej tego, kim jesteś, trzeba zacisnąć zęby i wytrzymać.

To taki emocjonalny relikt sytuacji, gdy ta sama ręka rodzica, która karmi i utrzymuje przy życiu, może jednocześnie szarpać za włosy, zamykać w schowku na graty albo bić po twarzy. W pewnym sensie w przeżyciu dziecka wytrzymanie tych złych doświadczeń prowadzi do nagrody w postaci jakiegoś okruchu dobroci. Wczoraj tata spuścił lanie, a dzisiaj kupił bilet do kina. Godzinę temu mama szarpała za włosy, a teraz częstuje czekoladą.

 

Zdrowe granice

Dzieci nie potrafią budować granic. Dlatego tak absolutnie kluczowa odpowiedzialność leży po stronie rodziców: to oni mają stać na straży granic dziecka. Tą granicą na pewno jest nietykalność osobista. I nie chodzi o to, by nie móc złapać i przytrzymać dziecka, które w szale zabawy czy napadzie złości może zrobić sobie albo innym krzywdę. Chodzi o granice, które wyznacza w naturalny sposób szacunek do osoby.

Jeśli dorosłej koleżanki w pracy nie wyszarpalibyśmy za włosy, nie podejmujemy takich działań we własnym domu w stosunku do córki. Jeśli szefowi nie przyłożylibyśmy w siedzenie, nie róbmy tego własnemu synowi.

Dlaczego? Ponieważ zwolenników kar cielesnych trudno przekonać, pomijam pierwsze z brzegu logiczne argumenty, w rodzaju że przemoc i szacunek nie mają ze sobą nigdzie punktów stycznych albo że dzieci uczą się radzenia sobie z gniewem najpierw od nas (i nie zapamiętują naszych mądrych kazań, które wygłaszamy, ale nasze własne reakcje, począwszy od słów, jakie kierujemy w aucie do innych uczestników ruchu). Jeśli jako rodzic wyładowuję swój gniew przez bicie, jasno komunikuję, że przemoc jest narzędziem rozwiązywania konfliktów.

 

Czego chcesz nauczyć?

Dla tych, których to nie przekonuje – propozycja: warto wyobrazić sobie nasze dzieci za kilkanaście lat, kiedy – nauczone, że granice ich nietykalności i bezpieczeństwa można naruszać – będą na to pozwalać osobom, które zaproszą do swojego życia.

Wyobraź sobie, że córka zgodzi się, by chłopak traktował ją byle jak, bo wystarczy, że zagrozi, że od niej odejdzie. Albo że syn będzie pozwalał nazywać siebie idiotą i prosił o więcej krytyki, by uniknąć konfrontacji. Wyobraź sobie, że ktoś ich wykorzystuje i upokarza, a z ich strony nie ma żadnego zdecydowanego postawienia granicy w obronie własnej godności.

Choć to nie wszystko: trzeba by jeszcze dołożyć do tych obrazów kanał „bezpiecznego” wyładowywania złości, bo przecież w przyrodzie nic nie ginie i złe traktowanie w końcu odreagowujemy – na najsłabszych spośród najbliższych. Wyobraź sobie, jak twoja córka szarpie za włosy swoją córkę albo jak twój syn krzyczy i popycha swoją żonę.

Tamtą dziewczynę, pchającą wózek, łączyła z głupim i okrutnym chłopakiem niewidzialna nitka. Tą nitką było przekonanie, że od człowieka sprawiającego krzywdę nie można odejść. Że się od niego zależy. Że bez jego dwustu złotych sobie nie poradzi. Że czasem jest przykry, ale ogólnie bywa też miły. Że trzeba znieść to uczucie bólu i poniżenia, które w środku cicho mówi, że wszystko jest nie tak, jak powinno być. Że warto, żeby obok mnie był ktokolwiek, a nie ktoś, na kim można polegać.

Dlatego nie wolno bić dzieci.

Newsletter
Aleteia codziennie w Twojej skrzynce e-mail