Aleteia

Konflikt społeczny. Czy może przynieść pozytywne skutki?

PAP
Udostępnij
Komentuj

Przez wiele lat Polacy nie wykazywali zainteresowania szeroko rozumianą kulturą prawną. Teraz nie tylko dyskutują na temat Sądu Najwyższego, Trybunału Konstytucyjnego czy Krajowej Rady Sądowniczej, ale zajmują wobec prawa aktywną postawę. A to w każdym społeczeństwie jest bezcenne.

To tylko kryzys. Prawdopodobnie tak skomentowałby aktualną sytuację w Polsce znany socjolog, Ralf Dahrendorf. W swojej teorii konfliktu uważał on, że spór i różnica zdań są czymś nieuniknionym. To one mają szansę coś zmienić bądź zmodyfikować.

Doskonale widać to np. w małżeństwie. Trudno bowiem wyobrazić sobie współistnienie dwóch osób, które zawsze mają takie samo zdanie. Po pierwsze, byłaby to niezwykle nudna relacja. A po drugie, stan ten świadczyłby o prawdopodobnej dominacji jednej ze stron. Konflikt jest niczym wykres na ekranie monitorującym pracę ludzkiego serca. Zmieniające się co chwilę poziomy górne oraz dolne świadczą o funkcjonowaniu tego organu. Jeśli na wspomnianym ekranie widzimy natomiast podłużną, niezmieniającą się kreskę, wówczas otrzymujemy informację o śmierci pacjenta.

Zapewne dla wielu osób obserwowane w mediach spory mają znacznie bardziej skomplikowany charakter niż określone małżeńskie potyczki. Zasada jest jednak taka sama. Brak sporu, różnicy zdań, a czasem nawet kłótni prowadzi do drastycznego zatrzymania rozwoju.

 

Społeczeństwo jak rodzina

Przyglądając się kwestii sporów i kłótni, trudno jednak uciec od analogii między społeczeństwem a rodziną. Z jednej strony dostrzec można codzienne różnice zdań. Dotyczy to spraw powszechnych i błahych. Spory te wpisane są w ludzką naturę. Różne doświadczenia, inne temperamenty, a nawet otoczenie wpływać mogą na odmienny sposób postrzegania określonej rzeczywistości. W mediach mnóstwo jest tego typu kłótni. W zasadzie większość programów publicystycznych z udziałem polityków opiera się właśnie na nadziei, iż dojdzie do burzliwej wymiany zdań. Jak się jednak okazuje, politycy zwaśnionych partii niejednokrotnie poza parlamentem się przyjaźnią (o czym odbiorcy mediów już niekoniecznie wiedzą).

Istnieją jednak także inne rodzaje sporów. Mają one charakter głęboki, można wręcz stwierdzić, że utrwalony od dłuższego czasu. Wywołują one inne emocje niż codzienne kłótnie. Te bowiem szybko osiągają wysoki poziom, by równie szybko zniknąć. Zarówno w małżeństwie, jak i w społeczeństwie dostrzec jednak można tematy, które są szczególnie trudne, ważne, a nierzadko również i bolesne. Rozwiązanie tego typu sporów nie jest łatwe i wymaga najczęściej wsparcia z trzeciej strony, wsparcia kogoś, kto pozwoli ludziom się spotkać bądź też przetnie konflikt.

 

Społeczeństwo prawa

Socjolog Lewis A. Coser podkreślał w swoich pracach, że konflikt ma na celu wywalczenie określonych dóbr lub statusu. W Polsce w zasadzie dostrzec można ostatnio odwrotną sytuację. Wiele osób wyszło na ulice, by zaprotestować wobec zmian, w których chciała władza. Społeczeństwo jednak uznało, iż zmiana ta zakłóciłaby pewną istotną równowagę.

Tu widać psychologiczne źródło konfliktu. Protestujący, niezadowoleni z pracy wymiaru sprawiedliwości, jednocześnie uważają, że zapewnia im on poczucie bezpieczeństwa. Tak duża fala protestujących spowodowana jest jednak istnieniem społecznego źródła obecnego sporu: bez trudu dostrzec można różnice w systemie wyznawanych wartości pomiędzy zwaśnionymi stronami.

Jedni komentują wyjście Polaków na ulice w taki sposób, że mamy do czynienia ze zorganizowanym działaniem „obcych sił”. Inni mówią, że społeczeństwo powiedziało władzy „dość”, gdyż demokracja jest zagrożona. Co jest jednak pewne – a przy tym niespodziewane – to fakt, że od kilku dni mamy do czynienia w Polsce z prawdziwym „społeczeństwem prawa”.

 

Autorytet dla prawa

Przez wiele lat Polacy nie wykazywali zainteresowania szeroko rozumianą kulturą prawną. Tymczasem tysiące ludzi na ulicach świadczą o coraz większej świadomości ludzi w tym obszarze. Osoby te interesują się konkretnymi faktami dotyczącymi ustaw. Mają na ich temat określoną opinię, a przede wszystkim na tej podstawie podejmują konkretne działanie. Wykazują one zatem realną, aktywną postawę wobec prawa, co w każdym społeczeństwie jest bezcenne.

Dyskutuje się na temat kompetencji Sądu Najwyższego, Trybunału Konstytucyjnego czy też Krajowej Rady Sądowniczej. Kto rok temu zastanawiał się nad działaniem tych instytucji? Komu na nich zależało? Czy ktoś szperał w Internecie, zastanawiając się, jak nazywał się pierwszy po 1989 r. Prezes Sądu Najwyższego? Większość zapewne jeszcze niedawno nie wiedziałaby, czy mężczyzna, czy też kobieta kieruje obecnie tym sądem.

Kryzys ma to do siebie, że wzbudza lęk oraz obawy na przyszłość. To on jednak ma naturalną umiejętność „przewietrzania”. Polskie społeczeństwo weszło na nieuczęszczaną od lat drogę szacunku do prawa rozumianego jako wartość. Ktoś może uznać, że to nieprawda, bo ci ludzie wychodzą na ulicę, protestując przeciwko legalnie uchwalanym ustawom. Owszem, ale jednocześnie te osoby mówią wprost: uchwalone ustawy naruszają pewne zasady, wartości i standardy, które muszą być respektowane. Nie są one zatem buntującymi się nonkonformistami. Są raczej legalistami, dla których „autorytet dla prawa” stał się wyraźnie rozpoznawalnym hasłem.

 

Newsletter
Aleteia codziennie w Twojej skrzynce e-mail