Jak sobie poradzić ze śmiercią najbliższych? Jeden z berlińskich zakładów pogrzebowych proponuje nietypową terapię, w której udział biorą nawet i dzieci. Najpierw własnoręcznie robisz trumnę, potem ją dekorujesz. Czy to może zadziałać?
Jak sobie poradzić ze śmiercią najbliższych? Jeden z berlińskich zakładów pogrzebowych proponuje nietypową terapię, w której udział biorą nawet i dzieci. Najpierw własnoręcznie robisz trumnę, potem ją dekorujesz. Czy to może zadziałać?Ten nietypowy sposób podejścia do grzebania zmarłych jest częścią rosnącego w popularność alternatywnego ruchu, który zwany jest pozytywną śmiercią (#DeathPositive). W Berlinie promuje go m.in. Karen Amiraal, która ma 27 lat i pochodzi z Holandii. Wcześniej związana z teatrem i sztuką.
Jak czytamy w reportażu na portalu „Dazed Digital”, Admiraal pełni rolę pogrzebowej przewodniczki, który pomaga rodzinom przejść przez najtrudniejsze momenty, jakie następują po odejściu ukochanego człowieka. Daleko im jednak do tradycyjnych uroczystości…
https://www.facebook.com/lebensnahbestattungen/photos/a.502529446568559.1073741831.309666265854879/817019131786254/?type=3&theater
Grabarz jak rockman
Kobieta proponuję serię czynności, które sprawią, że doświadczenie to będzie bardziej osobiste. Służyć będzie nie tylko upamiętnieniu zmarłego, ale radzeniu sobie z własnym smutkiem, żalem, żałobą.
Karen Admiraal współpracuje jako freelancerka z berlińskim zakładem pogrzebowym, który nosi nazwę „Lebensnah”, co tłumaczymy z niemieckiego jako „blisko życia”. Właścicielem firmy jest 37-latek Eric Wrede. To wysoki, brodaty mężczyzna z tatuażowymi „rękawami” na obydwu rękach. Jak sugeruje Alice McCool – autorka reportażu o berlińskim zakładzie, wyglądem przypomina raczej członka rockowego zespołu, niż typowego reprezentanta branży funeralnej.
https://www.facebook.com/lebensnahbestattungen/photos/a.502529446568559.1073741831.309666265854879/817021035119397/?type=3&theater
Bliżej zmarłego
Przemysł pogrzebowy rozwinął się na Zachodzie dopiero w XX wieku. Wcześniej ludzie byli znacznie bliżej śmierci. Wszystkie czynności i rytuały były przygotowywane w całości przez najbliższych zmarłego: rodzinę, sąsiadów, przyjaciół. Dzisiaj wszystko powierza się zakładom pogrzebowym srogo za to płacąc. „Pogrzebowe ubóstwo” notowane jest w Wielkiej Brytanii oraz w Niemczech. Tam wydatki pogrzebowe sięgają 5 000 euro, co stanowi dwukrotność średniego miesięcznego przychodu. Niektóre rodziny nie są w stanie sobie z nimi poradzić, co w ekstremalnych sytuacjach skutkuje tym, że rosnące liczby Niemców decydują się na grzebanie swoich bliskich w Czechach.
Korzystanie z usług zakładów pogrzebowych ma także inną konsekwencję – rodziny spędzają bardzo niewiele czasu z ciałem ukochanej osoby, bądź nawet w ogóle z tego rezygnują.
Właściciel „Lebensnah”, Eric Wrede przekonuje, że to nie jest dobre podejście. Wyjaśnia to w ten sposób:
Jeśli porozmawiasz z psychoterapeutami, powiedzą ci, że pierwszym krokiem jest zaakceptowanie, że osoba odeszła. Jeśli widziałeś swoją babcię trzy miesiące przed jej śmiercią, a następnym razem widzisz ją jako urnę, twój mózg nie będzie w stanie przetworzyć straty.
Dziwactwo?
Dlatego też Karen Admiraal namawia rodziny do wzięcia udziału w specjalnych warsztatach. Przynosi się na nie przedmioty, które były charakterystyczne dla zmarłego. Punkowiec dostał papierosy i wódkę, z kolei ciało kobiety, która zmarła na raka zostało złożone w trumnie stworzonej przez jej bliskich. Odbili na niej odciski swoich dłoni, narysowali króliczka i logo Facebooka, z którego zapewne często korzystała za życia.
Dla wielu pomysł spędzania czasu z ciałem bliskiej osoby, czy własnoręczne budowanie jej trumny może się wydawać przerażające i dziwne. Organizatorzy warsztatów przekonują jednak, że zaangażowanie w jakikolwiek sposób, nawet niewielki, dodaje siły.
Źródło: Dazed Digital











![Księdzem jest człowiek. W depresji potrzebny jest terapeuta [WYWIAD]](https://img.aleteia.org/tr:w-150,h-150,q-75/uploads/2026/06/shutterstock_1445299580.jpg)