Aleteia.pl - pozytywna strona Internetu w Twojej skrzynce e-mail

Nie możesz nas wesprzeć finansowo?

Możesz to zrobić na 5 innych sposobów:

  1. Módl się za nasz zespół i powodzenie naszej misji
  2. Opowiedz o Aletei w swojej parafii
  3. Udostępniaj nasze treści rodzinie i przyjaciołom
  4. Wyłącz AdBlocka, kiedy do nas zaglądasz
  5. Zapisz się do naszego newslettera i czytaj go codziennie

Dziękujemy!
Zespół Aletei

 

Aleteia

Dekorowanie trumny, przebywanie z ciałem. Warsztaty z oswajania śmierci

Udostępnij

Jak sobie poradzić ze śmiercią najbliższych? Jeden z berlińskich zakładów pogrzebowych proponuje nietypową terapię, w której udział biorą nawet i dzieci. Najpierw własnoręcznie robisz trumnę, potem ją dekorujesz. Czy to może zadziałać?

Ten nietypowy sposób podejścia do grzebania zmarłych jest częścią rosnącego w popularność alternatywnego ruchu, który zwany jest pozytywną śmiercią (#DeathPositive). W Berlinie promuje go m.in. Karen Amiraal, która ma 27 lat i pochodzi z Holandii. Wcześniej związana z teatrem i sztuką.

Jak czytamy w reportażu na portalu „Dazed Digital”, Admiraal pełni rolę pogrzebowej przewodniczki, który pomaga rodzinom przejść przez najtrudniejsze momenty, jakie następują po odejściu ukochanego człowieka. Daleko im jednak do tradycyjnych uroczystości…

Grabarz jak rockman

Kobieta proponuję serię czynności, które sprawią, że doświadczenie to będzie bardziej osobiste. Służyć będzie nie tylko upamiętnieniu zmarłego, ale radzeniu sobie z własnym smutkiem, żalem, żałobą.

Karen Admiraal współpracuje jako freelancerka z berlińskim zakładem pogrzebowym, który nosi nazwę „Lebensnah”, co tłumaczymy z niemieckiego jako „blisko życia”. Właścicielem firmy jest 37-latek Eric Wrede. To wysoki, brodaty mężczyzna z tatuażowymi „rękawami” na obydwu rękach. Jak sugeruje Alice McCool – autorka reportażu o berlińskim zakładzie, wyglądem przypomina raczej członka rockowego zespołu, niż typowego reprezentanta branży funeralnej.

Bliżej zmarłego

Przemysł pogrzebowy rozwinął się na Zachodzie dopiero w XX wieku. Wcześniej ludzie byli znacznie bliżej śmierci. Wszystkie czynności i rytuały były przygotowywane w całości przez najbliższych zmarłego: rodzinę, sąsiadów, przyjaciół. Dzisiaj wszystko powierza się zakładom pogrzebowym srogo za to płacąc. „Pogrzebowe ubóstwo” notowane jest w Wielkiej Brytanii oraz w Niemczech. Tam wydatki pogrzebowe sięgają 5 000 euro, co stanowi dwukrotność średniego miesięcznego przychodu. Niektóre rodziny nie są w stanie sobie z nimi poradzić, co w ekstremalnych sytuacjach skutkuje tym, że rosnące liczby Niemców decydują się na grzebanie swoich bliskich w Czechach.

Korzystanie z usług zakładów pogrzebowych ma także inną konsekwencję – rodziny spędzają bardzo niewiele czasu z ciałem ukochanej osoby, bądź nawet w ogóle z tego rezygnują.

Właściciel „Lebensnah”, Eric Wrede przekonuje, że to nie jest dobre podejście. Wyjaśnia to w ten sposób:

 

Jeśli porozmawiasz z psychoterapeutami, powiedzą ci, że pierwszym krokiem jest zaakceptowanie, że osoba odeszła. Jeśli widziałeś swoją babcię trzy miesiące przed jej śmiercią, a następnym razem widzisz ją jako urnę, twój mózg nie będzie w stanie przetworzyć straty.

 

Dziwactwo?

Dlatego też Karen Admiraal namawia rodziny do wzięcia udziału w specjalnych warsztatach. Przynosi się na nie przedmioty, które były charakterystyczne dla zmarłego. Punkowiec dostał papierosy i wódkę, z kolei ciało kobiety, która zmarła na raka zostało złożone w trumnie stworzonej przez jej bliskich. Odbili na niej odciski swoich dłoni, narysowali króliczka i logo Facebooka, z którego zapewne często korzystała za życia.

Dla wielu pomysł spędzania czasu z ciałem bliskiej osoby, czy własnoręczne budowanie jej trumny może się wydawać przerażające i dziwne. Organizatorzy warsztatów przekonują jednak, że zaangażowanie w jakikolwiek sposób, nawet niewielki, dodaje siły.

Źródło: Dazed Digital

Newsletter
Aleteia codziennie w Twojej skrzynce e-mail