Aleteia

Sztuka prowadzenia dyskusji wg św. Ignacego

Udostępnij
Komentuj

Św. Ignacy Loyola zalecał zasadę „ocalenia mowy”. Świat byłby zdecydowanie lepszym miejscem, gdybyśmy wszyscy stosowali tę regułę. Nie tylko na rekolekcjach, ale też w debatach politycznych i w rozmowach przy kuchennym stole.

Abyśmy bardziej pomagali sobie wzajemnie i postępowali [w dobrem], trzeba z góry założyć, że każdy dobry człowiek winien być bardziej skory do ocalenia wypowiedzi bliźniego niż do jej potępienia. A jeśli nie może jej ocalić, niech spyta go, jak on ją rozumie; a jeśli on rozumie ją źle, niech go poprawi z miłością; a jeśli to nie wystarcza, niech szuka wszelkich środków stosownych do tego, aby on, dobrze ją rozumiejąc, mógł się ocalić.

Napisał to św. Ignacy, założyciel zakonu jezuitów. To zdanie przeszło do historii duchowości jako praesupponendum (łac. wstępne założenie).

 

Każdy dobry człowiek

Jak „ocalić” czyjąś mowę? Bardzo ważne są słowa: „dobry człowiek”. Św. Ignacy zakłada, że jego czytelnicy są dobrzy i tak samo traktują wszystkie osoby, z którymi się stykają. Potrzebna jest wstępna życzliwość i założenie, że ten, kto rozpoczyna ze mną dyskusję, ma dobre intencje. Nawet jeśli podejrzewam, że jest inaczej (np. obawiam się, że chce mi naurągać albo widzę, że stosuje nieuczciwe metody, choćby manipulację), sama powinnam przyjąć wobec niego pozytywną, pełną szacunku postawę. I skupić się na tym, co mówi, a nie na tym, w jaki sposób to robi.

To nie naiwność, tylko dostrzeżenie w drugiej osobie tego, że jest ona – tak samo jak ja – dzieckiem Bożym. „Ocalanie” mowy to także wydobywanie z wypowiedzi adwersarza słusznych argumentów. Zdarzyło Wam się kiedyś powiedzieć w dyskusji coś niewłaściwego albo głupio się przy czymś upierać? Ja tak zrobiłam wiele razy. Nic nie działało wtedy na mnie bardziej otrzeźwiająco niż sytuacja, kiedy dyskutant wydobył z moich słów coś sensownego i przyznał mi rację w tej sprawie.

 

Spytaj, jak ją rozumie

Ale co powiedzieć, jeśli ktoś bredzi duby smalone? Ignacy daje radę, która wydaje się banalna i wyświechtana, ale o której nie wolno zapominać przy prowadzeniu małych i dużych sporów – zapytaj, jak Twój rozmówca rozumie to, co powiedział.

Może się bowiem okazać, że miał na myśli zupełnie co innego niż to, co do Ciebie dotarło. Może to Ty coś źle zrozumiałeś? A może on nieprecyzyjnie się wyraził? Warto też stosować średniowieczną scholastyczną zasadę, że w dyskusji każda ze stron przedstawia poglądy rozmówcy w taki sposób, żeby on sam podpisał się pod streszczeniem.

Poprawić z miłością

Czasem wyjaśnienia prowadzą do wniosku, że nasz rozmówca tkwi w błędzie. Co wtedy? Św. Ignacy zaleca, żeby poprawić go z miłością. Nie mówi, że „każdy ma swoją prawdę” ani że „prawda leży pośrodku”. Trzeba szukać prawdy z pokorą i być gotowym na przyznanie się do błędu.

Ale jeśli ją odkryjemy, nie powinniśmy jej chować dla siebie. Kluczowa jest miłość, czyli autentyczna troska o dobro drugiego człowieka. Znać prawdę to za mało – trzeba ją jeszcze przedstawić w taki sposób, żeby druga osoba mogła i chciała ją przyjąć, czyli z szacunkiem i delikatnością, a jednocześnie jasno.

 

By mógł się ocalić

„(…) a jeśli to [poprawianie] nie wystarcza, niech szuka wszelkich środków stosownych do tego, aby on, dobrze ją rozumiejąc, mógł się ocalić” – pisze św. Ignacy na końcu. Oprócz wątku ocalenia mowy pojawia się więc wątek ocalenia człowieka. Są takie sprawy, w których warto użyć „wszelkich dostępnych środków”, żeby rozmówca poznał prawdę. To sprawy najważniejsze – te, od których zależy życie i śmierć, zbawienie i potępienie.

Ale uwaga – Ignacy mówi tu tylko o tych tematach, które mogą ocalić człowieka. Jeśli mój adwersarz ma inne poglądy polityczne niż ja albo lubi oglądać inne filmy, to po prostu jest między nami różnica zdań. Jakie są te „wszelkie środki”? Oczywiście nie przemoc (również ta słowna), wyśmiewanie ani obrażanie, tylko rzeczowe argumenty.

Udostępnij
Komentuj
Newsletter
Aleteia codziennie w Twojej skrzynce e-mail