Aleteia.pl - pozytywna strona Internetu w Twojej skrzynce e-mail

Nie możesz nas wesprzeć finansowo?

Możesz to zrobić na 5 innych sposobów:

  1. Módl się za nasz zespół i powodzenie naszej misji
  2. Opowiedz o Aletei w swojej parafii
  3. Udostępniaj nasze treści rodzinie i przyjaciołom
  4. Wyłącz AdBlocka, kiedy do nas zaglądasz
  5. Zapisz się do naszego newslettera i czytaj go codziennie

Dziękujemy!
Zespół Aletei

 

Katolicki portal bez polityki. Wesprzyj nas!

Aleteia

Dziewczyny z Powstania: „Cechowała je niesamowita dzielność”

Kobiety gotują posiłek w kuchni w gmachu "Adrii" przy ul. Moniuszki 10, fot. Eugeniusz Lokajski/Wikipedia
Udostępnij

1 sierpnia 1944 roku w Warszawie znajdowało się pół miliona kobiet. Halina w bólach rodziła pierwszego synka. Zofia na zawsze rozstawała się z ukochanym. Danuta barykadowała bramę...

Kliknij tutaj, by przejrzeć galerię

Kobiety stanowiły 22 proc. biorących czynny udział w Powstaniu Warszawskim. Snajperki, sanitariuszki, łączniczki, praczki, minerki, kucharki, szwaczki – zaangażowanie każdej z nich było bezcenne. Ale nie sposób zapomnieć też o żonach, córkach i matkach, które chroniły swoich najbliższych. Jedno jest pewne: kobiety z powstania były naprawdę niezwykłe. Jak przyznał prof. Witold Kieżun:

Kobiety były absolutnie naszymi pełnoprawnymi towarzyszami broni. (…) były nadzwyczajne. Cechowała je niesamowita dzielność. Ja skończyłem powstanie z wręcz kultem kobiet. (…) były ciepłe, staranne, dbały o każdego rannego. To było zupełnie niezwykłe. (…) Nawet w najgorszych momentach dbały o swój wygląd. Mało tego, dbały też o to, jak my wyglądamy. Motywowały nas: «ogol się», «zobacz, tam jest kran i woda, umyj się». Na tym właśnie polegał także ich urok.

 

Ile kobiet, tyle powstańczych historii

1.

„Poszłam na powstanie jak na bal. To znaczy miałam białą bluzeczkę, na tej bluzeczce miałam kochany mój sweterek firmy Matuszewski (…) granatowy taki, cieniutki, w groszki. Miałam spódniczkę układaną, miałam skarpetki i sandałki” – w filmie Powstanie w bluzce w kwiatki wspomina Wanda Broszkowska-Piklikiewicz. „Byłam ubrana w taką lila-róż spódniczkę i w taką kraciastą jakąś bluzeczkę” – mówi Halina Paszkowska. „A bluzkę niestety wzięłam w kwiatki, wcale niepasującą, i taki leciutki, bardzo kiepski płaszczyk” – dodaje Barbara Tyc-Mazurkiewicz.

2.

Halina poszła piechotą do Warszawy. 20 kilometrów w dziewiątym miesiącu ciąży. „Wody odeszły mi rano. Chyba o piątej. Już wcześniej skurcze były bardzo silne, wówczas stały się jednak nie do zniesienia. Myślałam, że umieram, wrzeszczałam z bólu. Co gorsza, akuszerka kazała mi leżeć na łóżku, mimo że w tej pozycji było mi właśnie najgorzej. Brzuch, plecy, biodra. Myślałam, że ból rozsadzi mnie od środka. Że rozerwie mi kości. Potem zaczęła się akcja. Zaczęłam przeć”. Halina Wiśniewska urodziła syna 1 sierpnia 1944 r., na cztery godziny przed godziną „W”. Zdążyła usłyszeć jeszcze głos męża. „Kochanie, naprawdę strasznie się cieszę. Nasz synek jest po prostu cudowny, bardzo was oboje kocham. Ale sama rozumiesz, muszę iść do Powstania. Nie ma się czym martwić. To potrwa dwa, góra trzy dni”.

Nie miała pokarmu. Patrzyła, jak jej dziecko niknie w oczach. Sama była półprzytomna. Do dziś nie wie, jak udało im się przeżyć. Kiedy usłyszała o kapitulacji, odetchnęła z ulgą.

3.

Narzeczony sprowadził Marię Piechotkę do Warszawy na kilka dni przed wybuchem powstania. 1 sierpnia zostali rozdzieleni. „Dopiero jak się rozstaliśmy na ten miesiąc, to wtedy dopiero dojrzałam do tego, że ja tego naprawdę chcę. Że to jest ten człowiek, który mi jest bardzo bliski. I że chciałabym z nim dalej żyć”. Ślub brała w tej samej sukience, w której zastało ją powstanie. Sandałki się rozleciały, więc pożyczyła od koleżanki mokasyny. Cztery numery za duże. Do kościoła (który został zbombardowany następnego dnia) weszła przez okno. Jak mówi, w tym ślubie było znacznie więcej treści niż formy. Z mężem przeżyła ponad 60 lat. Byli jednym z 256 małżeństw zawartych podczas powstania.

4.

„Wśród moich koleżanek żadna nie miała okresu” – mówi Wanda Broszkowska-Piklikiewicz. Potwierdzają to we wspomnieniach inne warszawianki. Chociaż jeden kłopot mniej. Całe praktycznie się nie myły. Szkoda było wody, której brakowało do picia. Co jadły? Zależy, w której części miasta się znalazły. Chleb z wytłoczyn z buraka, kaszę (z robakami), kluski z sosem pomidorowym, suchary, cukier, przy ogromnym szczęściu jakąś konserwę… „Podczas powstania jadłam psa i byłam zachwycona, że w ogóle coś jadłam” – opowiadała Jadwiga Przybylska-Wolf.

5.

„Dziewczyna miała śliczne blond długie warkocze, które były całe unurzane we krwi. Okazało się, że jednak żyje. Gdy mama udzieliła jej pierwszej pomocy, ranna opowiedziała swoje przeżycia. Została w bestialski sposób zgwałcona i postrzelona w szyję przez Kałmuka. (…) po tym, co przeszła, nie potrafiła już się pozbierać i wrócić do normalnego, cywilnego życia. Została złamana. Wstąpiła się do klasztoru sióstr Niepokalanek w Szymanowie. Żyje w nim do dzisiaj”. (Irena Herbich)

6.

Kto nie był nigdy w kanale, ten sobie tego nie wyobrazi. „Kanały to był koszmar. To był koszmar. Wchodziłam w kanały na placu Trzech Krzyży i samo wejście, to była koszmarna chwila, bo człowiek się staczał do włazu, potem głęboko, do samego dna kanału trzeba było wejść. Obślizgłe, śmierdzące ściany (…) [Kanały], które szły do Wisły, były małe, że trzeba było na leżąco, prawie na czworaka iść, żeby w ogóle przejść. Główne kanały, to można było albo zgiętym, albo nawet, w burzowcu, wyprostowanym [iść], ale te, co szły do Wisły, spływy wody, boczne kanały, to były straszne. Były tak małe, że szła przede mną jedna dziewczyna, to na jej pięty ciągle tylko patrzyłam. Ręce pokrwawione, bo na łokciach trzeba się było rozpierać, żeby nie zjechać, bo woda spływała. Albo była woda, albo gówienka, bo to były spływy kanalizacyjne. Zjazd był okropny, a jeszcze gorszy był powrót na Mokotów, z dołu do góry. W ogóle nie można się było utrzymać! Trzeba było się łokciami trzymać, żeby nie zjeżdżać, bo wyślizgane. Okropne. Przejście kanałami niezapomniane. Człowiek ledwo dychał”. (Maria Ginter)

7.

„Mieliśmy kaplicę własną, mieliśmy księdza. Odbywały się nabożeństwa, codziennie. W każdą niedzielę chodziliśmy wszyscy do kościoła, odbywała się ogólna spowiedź i komunia. To nie była spowiedź gdzie szło się do księdza, chyba że to ktoś bardzo chciał, ogólna spowiedź, ksiądz dawał ogólne rozgrzeszenie, przyjmowaliśmy komunię świętą. Odbywały się śluby. (…) Tak, życie religijne, przynajmniej jeśli chodzi o nasz oddział, to miało ogromne znaczenie”. (Halina Fijałkowska)

8.

31 sierpnia Danuta Kieżun (czyli sanitariuszka „Jola”) otrzymała rozkaz przejścia kanałami z jednym rannym. Szła cztery godziny, choć – jak wspominała potem – czas dla niej nie istniał. Zachowywała się jak automat. W latach 90. pojechała do Kanady. Podczas jednego ze spotkań podszedł do niej Zdzisław Szelkiński. Całował ją po rękach mówiąc: „To Ty uratowałaś mi życie, tylko dzięki Tobie żyję, bo wszyscy ranni, którzy zostali na Starówce, zostali rozstrzelani”. Gdy podczas powstania „Jola” spotykała niemieckiego jeńca, także nie umiała odmówić mu pomocy.

9.

Zmarła w nocy 1/2 sierpnia. Gdy ratowała rannego kolegę, postrzelił ją snajper. Jak opowiadała potem jej stryjeczna siostra, „Zginęła tak, jak sobie wymarzyła. Bo ona upadła nie na bruk, co byłoby dla niej straszne, ona upadła na pole działkowe, leżała wśród słoneczników, kartofli, buraków, na tej ziemi, która dla niej była wszystkim”. Zostały po niej wiersze i piosenki, m.in. „Hej chłopcy, bagnet na broń!”. I warszawska Syrenka, która ma jej twarz. „Prof. Nitschowa wspominała, że gdy rozważała zlecony jej przez Starzyńskiego projekt pomnika Syreny warszawskiej, obie z Krystyną doszły do wniosku, że to nie może być żadna rusałka, tylko musi być mocna dziewczyna”. Dziewczyna mocna jak Krystyna Krahelska.

10.

Janina Abczyńska ps. „Julia”, pielęgniarka, lat 61. Poległa podczas bombardowania w szpitalu. Maria Teresa Bartnik ps. „Diana”, łączniczka, lat 13. Poległa na Starym Mieście. Janina Gotlib ps. „Górska”, łączniczka, lat 15. Poległa w rejonie ul. Marszałkowskiej. Maria Kruszewska ps. „Rzecka”, sanitariuszka, lat 25. Wzięta do niewoli i zamordowana przez Niemców na Woli…

 

Źródła: A. Herbich „Dziewczyny z Powstania”, wywiad E. Koszowskiej z prof. W. Kieżunem (Wirtualna Polska), „Powstanie w bluzce w kwiatki” (zdj. A. Grzelewska), W. Kieżun „Nasze kochane sanitariuszki”, Archiwum Historii Mówionej Muzeum Powstania Warszawskiego, „Żółta bluzka ze spadochronu” (reż. M. Piwowarczyk), „Krystyna Krahelska – twarz warszawskiej Syrenki” (Audycja Polskiego Radia).

Newsletter
Aleteia codziennie w Twojej skrzynce e-mail