Aleteia

Jola Szymańska: Dlaczego jestem uczulona na „skromność”, „elegancję” i „wstydliwość”

fot. Marek Straszewski
Udostępnij
Komentuj

Na słowa „skromność”, „elegancja” i „wstydliwość” dostaję mentalnej wysypki w odcieniu różu pompejańskiego. Szczególnie latem. Wtedy najczęściej przekonuje się nas do stroju realizującego te trzy wytyczne.

Skromność, wstydliwość, elegancja – trzy słowa, które często mnie dziwią. Może dlatego, że zamiast prostych definicji – dla osiągnięcia efektu „wow” – ozdabia się je frazeologicznymi wywijasami i teologicznym uzasadnieniem. A te blokują dostęp do ich prawdziwego znaczenia.

Kiedy pytam o skromność, w odpowiedzi słyszę często o ojcu Pio. Zamiast o samej elegancji – dowiaduję się o towarzyskich konwenansach. A wstydliwość staje się od razu synonimem życiorysu bł. Karoliny Kózkówny.

I niby nic niepokojącego się nie dzieje. Jedno klei się z drugim, a trzecie z czwartym. Ale nic z tego nie wynika. Bo zamiast odpowiedzi otrzymuję traktat teologiczny. W świeckim przekładzie.

 

Szorty i sukienki

Jak pewnie wiecie, są „złe ubrania”, które nie przystoją i prowadzą do grzechu (szorty, bluzki na ramiączkach) i „dobre ubrania”, czyli sukienki zakrywające dekolt i kolana. Piszę o tym trochę przekornie, mimo że lubię sukienki, bo ten podział nie ma sensu. I nic nie mówi o skromności, elegancji ani o wstydliwości.

Są przecież szorty i szorty. Takie, które bardziej niż spodenki przypominają majtki, i luźniejsze, które z elegancką koszulą tworzą naprawdę stylowy look. Są też sukienki i sukienki. Takie, które są kobiece, i takie, które niedopasowane do figury przypominają nieforemny worek ziemniaków.

W tym, co ubieramy, nie liczy się tylko to, co odsłaniamy. Ale także to, w jaki sposób o siebie dbamy i jak na siebie patrzymy.

A – uściślijmy – nie mówię tu o stroju do kościoła. Mówię o stroju ogólnie.

 

Proste pytania o sens

Może nie będzie mi dane pojąć, dlaczego tłumaczy się skromność surowością świętego kapucyna, który sto lat temu nie rozgrzeszał kobiet chodzących w spodniach. Czy aktualność jego recepty na modę jest nieprzemijająca?

Dlaczego klasyką jest akurat połowa lub początek dwudziestego wieku? I dlaczego udajemy, że kobiety nie nosiły wtedy spodni?

Czy wstydliwość to tylko walka o dziewictwo? A jeśli o czystość, to jak określić granice osobistej odpowiedzialności za grzech (który?) drugiego?

Nie mam pojęcia. I czasem wydaje mi się, że nie chcę wiedzieć.

 

Dojrzała skromność

Według Słownika języka polskiego PWN „skromny” to niedbający o rozgłos, uznanie, nieśmiały w stosunku do osób odmiennej płci lub odznaczający się prostotą, brakiem ozdób. Słowem, skromny to nieskupiony na sobie. Czasem wręcz nieśmiały. Nieśmiałość nie jest najszczęśliwszą motywacją, bo mówi o jakimś niepokoju, zagubieniu. Dobrze, jeśli skromność wynika właśnie z poukładania.

Ale tak rozumiana skromność wymaga dojrzałości. Hasłowe czy ideowe narzucanie jej innym mija się z celem. Lepiej zachwycić ich Tym, Co Jest Ważniejsze. No, ale to trudniejsze niż wzbudzenie lęku.

 

Serdeczność elegancji

Elegancja to dobry smak w ubiorze i wytworność w sposobie bycia (to też ze Słownika...). Możne być adekwatna do doniosłych okoliczności, może wynikać z własnej inicjatywy. Może wyrażać szacunek, może komunikować oczekiwanie szacunku, może wyrażać pragnienie relacji, kontaktu na pewnym poziomie.

W końcu, może wiązać się z wyniosłością. W stosunkach osobistych lepiej chyba jednak łączyć ją z serdecznością.

 

Wstyd a lęk

Wstyd to przykre uczucie spowodowane świadomością niewłaściwego postępowania, niewłaściwych słów. Zwykle połączone z lękiem przed utratą dobrej opinii (Słownik…, cd.). To także uczucie onieśmielenia lub skrępowania.

Człowiek wstydliwy łatwo doświadcza takich emocji. I nie wiadomo, czy to dobrze. Ale warto się nad tym zastanowić. Bo czasem wstydliwość blokuje nas przed podejmowaniem decyzji, a czasem uczucie wstydu jest konsekwencją własnych decyzji.

 

Zewnętrzna sprawa wnętrza

Chciałabym, żeby nasze ubranie nie wynikało z lęku przed nieskromnością, z zawstydzenia ani z pragnienia bycia eleganckim, ale ze spokojnej świadomości własnej wartości. Aby było wyrazem wnętrza, które czuje się pełne, kochane i chciane.

Tego właśnie życzę nam wszystkim na wakacje.

Newsletter
Aleteia codziennie w Twojej skrzynce e-mail