Aleteia

Nietańczący mężczyzna. Co z nim zrobić?

Shutterstock
Udostępnij

Nadal nie jestem jak John Travolta z „Gorączki sobotniej nocy”, ale najważniejsze, że już nie dostaję gorączki na samą myśl o tańcu.

„Świat jest pełen ludzi, którzy próbują przekonać nietańczące osoby do tego, aby zatańczyły. Na przykład na weselach. Mówią – chodź zatańczyć, wiem, że podświadomie chciałbyś tego. Ale ja naprawdę nie chcę!”, powiedział wzburzony brytyjski komik i aktor David Mitchell, gdy w jednym z programów rozrywkowych poproszono go o zatańczenie.

„Jeśli podsumowałbym wszystkie próby, w których chciano mnie wyciągnąć na parkiet taneczny, to tego wszystkiego byłoby tak z 6 miesięcy mojego życia. Co jest fajnego w tańczeniu?”, wtórował mu Charlie Brooker, satyryk i pisarz, który był w jednej drużynie z Mitchellem podczas show „Big Fat Quiz of the Year”.

Taneczna bolączka to nie tylko problem brytyjskich satyryków w średnim wieku. To trudność z którą zmaga się wielu innych mężczyzn. Przykładowo ostatnio znajomy opowiadał mi, jak po raz pierwszy od wielu lat zdecydował się na wyjście do klubu, aby potańczyć, wiedząc jak ważny jest to element w relacjach damsko-męskich. „To był koszmar. Wewnętrzny głos ciągle mi powtarzał – co ty tutaj robisz?”, wspomniał z goryczą i dodał, że taniec kompletnie nie ma sensu.

Dlaczego tak wielu mężczyzn nie lubi tańczyć? Najczęściej udzielana jest odpowiedź: „po prostu nie lubię”. Za nią jednak często kryją się także inne przyczyny takiego nastawienia. Po pierwsze, publiczne podrygi przy muzyce są krępujące i niezręczne dla wielu osób. Temu może również towarzyszyć zwykły strach, że zrobi się z siebie pośmiewisko. Kolejne bariery to brak wyczucia rytmu lub wiedzy, jak powinno się tańczyć. Gdy te powody się kumulują, może pojawić się całkowita blokada przed tańczeniem.

Niestety dla mężczyzn, większość kobiet uwielbia taniec. Brak wspólnego odbioru sensowności wykonywania rytmicznych ruchów w takt muzyki powoduje wiele problemów w związkach. Wystarczy przejrzeć rozpaczliwe wpisy kobiet z różnego rodzaju forów, zatytułowane: „Mój facet nie umie tańczyć”, „Narzeczony nie potrafi tańczyć. Niedługo ślub”. Oto jeden z nich:

„Mój narzeczony nie ma za grosz talentu do tańca, a tu za 1,5 miesiąca nasz ślub i wesele! Ma totalnie dwie lewe nogi! Każde nasze wyjście na imprezę kończy się wielką kłótnią, bo ja uwielbiam tańczyć, a on przylepiony do stołu spędza tak każdą imprezę”.

Co może pomóc nietańczącemu mężczyźnie? Na jednym z forów użytkownika o pseudonimie Remi napisał: „Gdy nie umiałem tańczyć, to czułem się okropnie, bo jak iść na wesele, jak zaprosić na tańce kogoś… Patrzyłem na tych, co umieją i byłem zły na siebie, potem z czasem unikałem sytuacji, gdzie można tańczyć. Bo po co się ośmieszać? Mnie na siłę wyciągnęła pewna kobieta i nauczyła tańczyć. Okazało się, że potrafię, że sprawia to przyjemność”.

Remiemu pomógł taniec z osobą, która „na siłę” wyciągnęła go na parkiet. Czy to recepta dla wszystkich? Zdecydowanie nie. Jest grupa osób, których irytuje taki przymus i jeszcze bardziej usztywnia. Sam należałem do tej grupy i zawsze bardzo mi psuło humor – podobnie jak Mitchellowi i Brookerowi – gdy ktoś nieustępliwie namawiał mnie do podjęcia tanecznej próby.

Z czasem moja nieustępliwa obrona przed tańcem została przełamana. Zrobiłem to jednak na własnych zasadach – metodą „małych kroków”. Najpierw nauczyłem się podstawowego kroku tanecznego. Później kilka próbnych obrotów z życzliwą mi osobą. A następnie przyszedł czas na kurs tańca. Dziś już potrafię przetrwać na parkiecie i – o zgrozo – nawet sprawia mi to przyjemność. Nadal nie jestem jak John Travolta z „Gorączki sobotniej nocy”, ale najważniejsze, że już nie dostaję gorączki na samą myśl o tańcu.

Na koniec mały apel do wszystkich kobiet rozczarowanych brakiem chęci do tańczenia partnerów. Temu problemowi pomóc może stopniowe pokonywanie barier: cierpliwie, bez pośpiechu i z dużą wyrozumiałością. Czyli np. nauczenie podstawowego kroku lub kilka spokojnych treningów w domowym zaciszu. Po pewnym czasie te „małe kroki” doprowadzą każdego mężczyznę na taneczny parkiet.