Aleteia

Każda mama to Wonder Woman!

Shutterstock
Udostępnij
Komentuj

Jak każda mama codziennie ratuje świat?

Trudno mieć pretensje do zapracowanego ojca, że jest zapracowany, przecież stara się, jak może, zagrać swoją rolę na pięć z plusem. Oczywiście, ojcowie muszą włożyć dużo więcej wysiłku, żeby zapisać się we wspomnieniach swoich dzieci, nie tylko weekendowo. Ale każde staranie ekstra – jak samodzielny wypad z dziatwą, w liczbie mnogiej, gdziekolwiek – zostanie nagrodzone gromkimi brawami okolicznych gapiów, dziesiątkami lajków i może nawet ktoś wspomni o supertacie na poczytnym portalu dla kobiet. A matki? One funkcjonują w przestrzeni oczywistości i powinności. I ciągle muszą wybierać. 

 

Macierzyństwo czy praca zawodowa?

A wybór kobiety do łatwych nie należy. I nie dlatego, że matka m u s i zostać z niemowlęciem w domu, bo żyjemy w dwudziestym pierwszym wieku i każda z nas wie, że jak się zaprze, to zorganizuje sobie życie tak, że już w drugim tygodniu po porodzie wróci do pracy.

Oczywiście ustalmy jedno: żaden wybór nie jest dobry i dobrze o nas nie świadczy (to tak z przymrużeniem oka). Bo nie pójdziesz na macierzyński, to źle, wyrodna matka, która widzi jedynie koniuszek własnego nosa. Pójdziesz na macierzyński, też źle, bo de facto idziesz na łatwiznę i zaprzepaszczasz swój potencjał.

Zrozum mnie dobrze: nigdy nie zadowolisz całego świata, czytaj: swojej matki, ojca, przyjaciółek i ankieterów. Ale cały świat nie przeżyje za Ciebie macierzyństwa.

Zatem ustalmy drugą rzecz: nie chodzi o brak wyboru. Chodzi o to, jakim ciężarem został obarczony wybór, nazwijmy go: niebiznesowy.

 

Kobieta – płeć piękna i… słaba

Jest coraz lepiej, naprawdę. Świat się zmienia, ludzkie umysły otwierają, na kierunkach ścisłych coraz więcej kobiet. Faceci mają prawo do łez, a kobiety do prawa jazdy kategorii C. Mój synek pcha wózek, a moja córa bawi się samolotami i nie słyszę troskliwych komentarzy. Idę do sklepu i widzę lalki policjantki, a oferty warsztatów z robotyki dla czterolatków nie mają ograniczeń płciowych.

Świat coraz częściej powtarza frazę: możesz być, kim chcesz, podążaj za swoimi marzeniami, nie za oczekiwaniami innych. Jeśli my, dorośli, dobrze wzmocnimy ten fundament, to wyrosną na nim naprawdę fajni, bo wolni ludzie. A co z nami?

Wspominam swoje dzieciństwo i młodość, i dziś, jako trzydziestoletnia kobieta, wiem, że szablon mojego wychowania w dużej mierze opierał się na kreowaniu kobiecości w kontrze do męskości. Przy czym te męskie sprawy były przez wychowawców traktowane jako bardziej wartościowe, wymagające i przyszłościowe. Według obiegowej opinii, jesteśmy płcią piękną, ale też słabą. A ponieważ takie się nie czujemy, to udowadniamy swoją siłę i dążymy do rzeczy wielkich, czytaj: męskich. Bo przecież te nasze to tylko takie tam „babskie sprawy”.

A do takich tam „babskich spraw” zalicza się między innymi wychowywanie dzieci. Z jednej strony wszyscy wiedzą, że to ważne i trudne, ale bez przesady – świata nie ratujemy! Czyżby?

 

Siła jest kobietą

Tamtego dnia z kina wróciłam podekscytowana i wzruszona! Oto po raz pierwszy na wielkim ekranie hollywoodzkiej produkcji pojawiła się kobieta, która nie tylko pomaga mężczyznom, jako świetny doradca, nie tylko przełamuje schematy XX-wiecznej Europy, uczestnicząc w strategicznych dyskusjach wojennych, nie tylko jest płcią piękną, ale też silną, i jest kobietą, która ratuje świat. Ale jak!

Doskonała fizyczność, bystrość umysłu i nadprzyrodzone moce to niewątpliwie wspólny mianownik wszystkich herosów. Natomiast Wonder Woman jest bogatsza i ciekawsza o coś, czego dotąd nie mieli męscy superbohaterowie, czyli „o takie tam babskie sprawy”. Tak! Jej siła jest totalnie, całkowicie kobieca! Opuszcza swoją niekoedukacyjną wyspę Amazonek i wyrusza na spotkanie z bogiem wojny.

Przepychając się na londyńskim dworcu kolejowym, w tłumie osób, dostrzega budkę z lodami. To jej pierwsze w życiu. Próbuje i zastyga. Piękna scena. Wokół pędzący ludzie, kolorystyka raczej szaro-bura i ona wniebowzięta smakiem lodów.

Przypominam: idzie właśnie na wojnę z Aresem! Ale potrafi spojrzeć na sprzedawcę i powiedzieć: „To jest cudowne! Powinieneś być z siebie dumny!”. Potem scena w okopach, kiedy zatrzymuje ją płacz niemowlęcia i to ono staje się bodźcem do zmiany planów i wygrania małej bitwy, choć przecież jeszcze przed momentem studzono jej zapał męskim, logicznym myśleniem: „Zostaw, nie uratujesz wszystkich”.

W rzeczywistość brutalną, bezwzględną i pozbawioną kolorytu ona wprowadza swoją delikatność, wrażliwość, spostrzegawczość i uczucia. Nie żyje w przekonaniu, że zwycięży za pomocą supertarczy, młota albo kostiumu, bo jak sama mówi: „Tu chodzi o to, w co wierzysz. Ja wierzę w miłość. Tylko miłość naprawdę może uratować świat”. Pomyślisz sobie, że to tylko film, postać fikcyjna, zgrabna praca scenarzystów. Jasne! Po części tak. Ale ja zgadzam się z tym, co powiedziała aktorka grającą ową superbohaterkę: że każda mama to wonder woman. 

 

Kobiety ratują świat

Już widzę, jak bardzo wytężasz teraz swoją wyobraźnię, żeby w rozczochranych włosach, roztargnieniu, bolących piersiach i w zbieraniu z kątów mieszkania wszechobecnych akcesoriów niemowlęcych dostrzec choćby cień heroski. A jednak!

W tym wszystkim jest Twoja cierpliwość, jest czułość, jest obecność, jest troska, jest gotowość do zarwania kolejnej nocy, jest empatia, jest wrażliwość, jest miłość. I właśnie tym, co wypływa z Ciebie, z Twojej unikatowej kobiecości, lepisz nowego człowieka. Sprawiasz, że świat staje się lepszy. Dosłownie i w przenośni: ratujesz go jak nikt inny!

Bez fleszy i orderów uznania, ale za to dzień po dniu, jak ogrodnik, który zakopuje nasionko w ziemi, dogląda i wyczekuje. Jeśli zdarzy Ci się pomyśleć, że to, co robisz, jest mało znaczące, to spójrz na Marie Curie, Teresę z Lisieux, Wandę Rutkiewicz i pomyśl, że właśnie dzisiaj trzymasz w swoich rękach małego człowieka, który jest jak czysta karta i to Ty kreślisz pierwsze słowa, z którymi pójdzie w życie. Czy czujesz już, jak wielką masz moc?

Czytaj także: Modlitwa Matek o pokój
Newsletter
Aleteia codziennie w Twojej skrzynce e-mail