Aleteia

4 jezuitów przeżyło atak atomowy na Hiroszimę. Co ich uratowało?

By Enola Gay Tail Gunner S/Sgt. George R. (Bob) Caron
Udostępnij
Komentuj

"Wszędzie dookoła przedmioty upadały na podłogę albo unosiły się w powietrzu. (...) Po jakimś czasie wszystko ucichło" - tak pisał pochodzący z Polski ks. Hubert Cieślik.

O niezwykłych talentach i osiągnięciach ojców z Towarzystwa Jezusowego pisałem w tym cyklu tyle razy, że wraz z redakcyjnym kolegą żartowaliśmy wręcz, że powinienem otrzymywać drugie honorarium od „konkurencyjnego” portalu. 😉 Byli już jezuici tworzący mapy Księżyca, odkrywający plamy na Słońcu czy dokonujący pomiarów kuli ziemskiej. Wszystkie te osiągnięcia bledną jednak wobec „wyczynu” czterech jezuickich kapłanów, którzy… przeżyli atak atomowy na Hiroszimę.

Mało tego, jednym z nich był… pochodzący z Polski ks. Hubert Cieślik, którego wybuch bomby zastał przy porannym brewiarzu. Oto jak w swoim pamiętniku wspominał on później moment ataku: „(…) świat za oknem rozbłysnął niesamowitym światłem. Pomyślałem, że bomba uderzyła niedaleko, może nawet na terenie kościoła. Położyłem się na podłodze, w przejściu między dwoma pomieszczeniami (…). Wszędzie dookoła przedmioty upadały na podłogę albo unosiły się w powietrzu. (…) Po jakimś czasie wszystko ucichło, nie dało się usłyszeć żadnego dźwięku. Podniosłem nieco głowę i rozejrzałem się dookoła. Ku mojemu zaskoczeniu, panowała ciemność. (…) Na tyle na ile byłem w stanie sięgnąć wzrokiem, w każdym kierunku widziałem tylko morze ruin i zniszczenia. Przetrwały tylko resztki odartych z kształtu betonowych budowli i dom księży, z którego właśnie wyszedłem. A to był drewniany budynek (…)”.

Opatrzność, która ocaliła ks. Cieślika i trzech jego współbraci, uzewnętrzniła się kilkanaście lat wcześniej w osobie niewymienianego przez źródła z imienia ks. Groppera. Na jezuickie misje w Japonii przybył on niedługo po trzęsieniu ziemi z 1923 r., które pochłonęło przeszło 100 tys. ofiar i 2/3 zabudowy Tokio. To właśnie ks. Gropper zadecydował o wzmocnieniu konstrukcji jezuickiego domu, tak by był on w stanie przetrwać ewentualne kolejne wstrząsy. Nie mógł nawet przypuszczać o ile poważniejsza będzie próba, której poddany zostanie budynek…

Bomba „Little Boy” eksplodowała w dniu Przemienienia Pańskiego, 6 sierpnia 1945 r. o 8:16 rano czasu miejscowego z siłą 16 kiloton, 580 metrów nad dziedzińcem szpitala Shima. W samym wybuchu zabiła ok. 70-90 tys. mieszkańców Hiroshimy – 1/3 miasta. Wskutek chorób popromiennych życie w kolejnych latach stracić mogło nawet kolejne ćwierć miliona. Dom jezuickiej misji od epicentrum eksplozji dzieliło w linii prostej 1300 metrów i 8 innych budynków. Nic dziwnego, że wobec tego rodzaju danych współbracia ks. Cieślika z Tokio odprawili za hiroshimskich zakonników… nabożeństwo żałobne.

Jakby jednak jednego cudu było mało, jezuiccy kapłani nie odnieśli nawet uszkodzenia słuchu i, wbrew oczywistym diagnozom lekarzy, nie zmarli również wkrótce w wyniku promieniowania (jedynie ks. Cieślik ucierpiał w pewnym stopniu z powodu choroby popromiennej). Porównywani nieraz do trzech wrzuconych do pieca młodzieńców z Księgi Daniela, dożyli wszyscy sędziwego wieku, a po wojnie zaprzyjaźnili się nawet z pilotami, którzy dokonali bombardowania (jak np. ks. Hubert Schiffer, którego zdjęcie ze spotkania z pilotem możesz zobaczyć niżej – przyp. red.). Jako ostatni zmarł w 1990 r. Francuz ks. Hugo Lassalle. Miał wówczas 92 lata.

„Wierzymy, że ocaleliśmy, ponieważ żyliśmy przesłaniem z Fatimy. Żyliśmy i modliliśmy się na różańcu w tym właśnie domu, który ocalał” – powtarzali później w wielu wywiadach zakonnicy. Warto więc może, abyśmy i my, w setną rocznicę objawień, podążyli za ich przykładem i apelem Matki Bożej. A tak na marginesie – warto by wspomnieć również o franciszkańskim klasztorze, który 3 dni później ocalał z bombardowania Nagasaki. Ale to już temat na zupełnie nową opowieść…

Newsletter
Aleteia codziennie w Twojej skrzynce e-mail