Nie możesz nas wesprzeć finansowo?

Możesz to zrobić na 5 innych sposobów:

  1. Módl się za nasz zespół i powodzenie naszej misji
  2. Opowiedz o Aletei w swojej parafii
  3. Udostępniaj nasze treści rodzinie i przyjaciołom
  4. Wyłącz AdBlocka, kiedy do nas zaglądasz
  5. Zapisz się do naszego newslettera i czytaj go codziennie

Dziękujemy!
Zespół Aletei

 

Aleteia

Nadpalone talerze z Powstania Warszawskiego. Opowieść mojej Babci

Wikipedia
Udostępnij

Może właśnie dlatego Babcia tak niechętnie mówiła o Powstaniu Warszawskim – bo to za bardzo bolało? I może właśnie dlatego te talerze wiszą w kuchni do dziś?

Kiedy do kolejnej rocznicy wybuchu Powstania Warszawskiego zostaje już tylko kilka dni, coraz częściej zastanawiam się, dlaczego Babcia nie lubiła o tym zbytnio mówić. O innych historiach z czasów wojny, np. szkoleniu w zespołach minerskich czy bezczelnym paradowaniu po niemieckich koszarach pod pozorem dziecięcych zabaw i zbieraniu przy tym informacji coś tam mówiła. Gdy tylko padała nazwa „powstanie”, jej wzrok wędrował na dwa przepalone talerze, które do dziś wiszą na ścianie w kuchni. Opowiadała zaledwie o dwóch epizodach z pierwszych dni sierpnia 1944 r. Jednym z nich było wspomnienie leżących w niedalekiej odległości od siebie rannych powstańców i żołnierzy niemieckich, którzy byli opatrywani przez polskie sanitariuszki i lekarza. Drugim – opowieść o tym, jak krewni Babci dowiedzieli się o śmierci swojego bliskiego. Po rzezi dokonanej przez Ukraińców, na palcu jednego z nich zobaczyli sygnet tamtego mężczyzny… Raz Babcia powiedziała coś więcej.

 

Ciąg dalszy „Pianisty”

W 2002 r. do kin trafił „Pianista”, film Romana Polańskiego opowiadający o wojennych losach Władysława Szpilmana, polskiego kompozytora pochodzenia żydowskiego, pianisty, pracownika Polskiego Radia. Film powstał na podstawie jego wspomnień wydanych po raz kolejny wraz z wchodzącym na ekrany obrazem Polańskiego. O Powstaniu Warszawskim Szpilman napisał tak:

Było bardzo wcześnie – dopiero świtało. Pierwszym odgłosem, który usłyszałem, był turkot dorożki konnej. Wyjrzałem przez okno: jechała z podniesioną budą, powoli, jakby nic się nie działo. Ulica była poza tym pusta. Tylko chodnikiem szła para ludzi, mężczyzna i kobieta, oboje z podniesionymi rękami. Z okna nie mogłem zobaczyć eskortujących ich Niemców. W pewnej chwili oboje poderwali się do biegu. Kobieta krzyknęła: „W lewo, w lewo!”. Mężczyzna skręcił i znikł z mojego pola widzenia. W tej samej chwili usłyszałem serie wystrzałów, kobieta zatrzymała się, chwyciła za brzuch i osunęła miękkim ruchem, na zgiętych kolanach, ku ziemi. Nie upadła, lecz przykucnęła, opierając się prawym policzkiem o asfalt jezdni i tak już zastygła w tej trudnej, sztucznej pozycji.

Babcia podsunęła mi ten fragment i drżącym głosem powiedziała, że świetnie pamięta scenę opisywaną przez Szpilmana. „Ta kobieta faktycznie leżała w tak charakterystyczny sposób, że pamiętam ją do dziś. Leżała, a właściwie klęczała w połowie ulicy. Ja widziałam ją dokładnie z mieszkania moich rodziców, po drugiej stronie ulicy. Ale wiesz, jest coś, co właśnie sobie uświadomiłam. Szpilman już tego pewnie nie zobaczył, ale kilkadziesiąt metrów dalej zabity został koń. Pamiętam rozpacz woźnicy i to, że kilka godzin później jedliśmy tego konia tu, w tym mieszkaniu. Smakował wstrętnie” – powiedziała, krzywiąc się na samo wspomnienie.

 

Talerze z Powstania Warszawskiego

„A wiesz, że po powstaniu, kiedy wróciliśmy na Niepodległości, to w wypalonym mieszkaniu znalazłam całe tylko te przepalone talerze?” ­– zapytała po raz dwudziesty któryś. „Wiem, Babciu” – odpowiedziałem. ­

Wtedy najwyraźniej odczułem, jak bardzo historie z przeszłości potrafią odezwać się po kilkudziesięciu latach, ożywiając pamięć wszystkich zmysłów, które kiedyś odbierały rzeczywistość walczącego miasta. Dotarło do mnie, że każde wspomnienie z Powstania Warszawskiego ma swój zapach, smak i dźwięk, których my – adresaci opowieści – (chyba na szczęście) nie czujemy i nie słyszymy. Może właśnie dlatego Babcia tak niechętnie mówiła o tamtym okresie – bo to za bardzo bolało? I może właśnie dlatego te talerze wiszą w kuchni do dziś, choć Babci od 10 lat nie ma już z nami.

Newsletter
Aleteia codziennie w Twojej skrzynce e-mail