Aleteia

Nie przegap chwil Bożej obecności! Komentarz do Ewangelii

Udostępnij
Komentuj

Chrześcijanin wyłapuje chwile Bożej obecności, Bożego piękna, łaski rozciągającej się jak tęcza, która ma swój moment intensywności, a potem blednie.

Wyjechaliśmy z Asyżu. Troje przyjaciół podróżujących po Italii samochodem. Przemierzaliśmy piękną Umbrię, w pewnym momencie ktoś mówi: „Zatrzymajmy się”. Byliśmy na jednym ze wzgórz, przed nami rozciągała się dolina skąpana w świetle zachodzącego słońca, a dalej kolejne wzgórza mieniące się kolorami. Zjechaliśmy na pobocze, wysiedliśmy z samochodu i siedliśmy na zboczu, żeby nasycić się tym cudownym widokiem.

Chciałoby się za Faustem krzyknąć: „Trwaj, chwilo!”. Chwile mają jednak to do siebie, że trwają tylko… chwilę i odchodzą. Na pewno też macie takie swoje momenty, w których chcielibyście zatrzymać świat i życie. Bardzo lubię impresjonizm – nurt w sztuce, którego myślą przewodnią jest „złapanie uciekających chwil”.

 

Kaplica adoracji na Górze Tabor

Staram się być takim życiowym impresjonistą, dlatego rozumiem Piotra, który widząc przemienionego Jezusa, wpatrując się w Jego nieziemsko lśniące szaty, powiedział: „Panie, dobrze, że tu jesteśmy!”. To musiał być fantastyczny moment, Jezus musiał wyglądać pięknie w tym blasku i jeszcze te słowa, które się rozległy – o miłości. Kto by nie chciał rozbić namiotów, żeby zatrzymać się właśnie tu, właśnie w tej chwili i zostać tak, i trwać?

Piotr chciał zorganizować pierwszą kaplicę wieczystej adoracji. Jezus jednak nie został na Górze Tabor. Musieli zejść, wrócić do pobliskiej miejscowości, do swojego normalnego życia, do ludzi, którzy czekali na Jezusa ze swoimi problemami. Musiało im się trudno schodzić z tej góry. Pamiętam, jak wchodziliśmy na Tabor w czasie pielgrzymki do Ziemi Świętej. W tamtejszym klimacie trochę to mnie kosztowało, ale myślę, że więcej kosztowało Piotra, żeby zejść z tej góry.

 

Góra Tabor w codzienności

Przemienienie uczy mnie chrześcijaństwa, w którym trzeba mieć wrażliwość impresjonisty, bo Bóg lubi przychodzić w danej chwili. On często jest jak poranna rosa, której trzeba spieszyć się dotknąć bosą stopą, bo szybko wyparowuje. Arcybiskup Józef Życiński lubił mówić, że chrześcijanie są powołani do bycia strażnikami poranka. Trzeba wyjść wcześnie rano, kiedy jest jeszcze noc i czekać, trwać w nadziei, że za chwilę będzie nowy wschód słońca. Strażnik wypatruje, wyczekuje momentu, jest w gotowości, żeby nie przegapić tego, co ważne.

Chrześcijanin jest tym, który wyłapuje chwile Bożej obecności, Bożego piękna, łaski rozciągającej się jak tęcza, która ma swój moment intensywności, a potem blednie. Żeby móc to uchwycić, trzeba się zatrzymać jak Piotr, chcieć rozbić namiot – namiot, który nie jest przecież stałym mieszkaniem, ale jest domem człowieka w drodze. Można go łatwo rozłożyć w jakimś miejscu, przystanąć, a potem go złożyć i pójść dalej.

Bóg jest żywy, dynamiczny. Wiara, to wrażliwość, która każe zatrzymać się na chwilę, aby Go uchwycić, a jednocześnie świadomość konieczności wyruszania dalej w drogę, żeby Go znowu szukać, ukrytego w szarej codzienności. Bo Bóg może znów wychylić się niespodziewanie, w momencie, który sam sobie wybrał. Impresjonista, który zatrzymałby się w miejscu, nigdy nie namalowałby innych obrazów. Trzeba iść, a jednocześnie umieć się zatrzymać w odpowiednim momencie, żeby dostrzec Boga, Jego łaskę, piękno: w danej sytuacji, w drugim człowieku, w przyrodzie, w chwili. Jak Eliasz, który rozpoznał przechodzącego Boga w lekkim powiewie wiatru.

 

I czytanie: Dn 7, 9-10. 13-14

II czytanie: 2 P 1, 16-19

Ewangelia: Mt 17, 1-9

Udostępnij
Komentuj
Newsletter
Aleteia codziennie w Twojej skrzynce e-mail