Aleteia.pl - pozytywna strona Internetu w Twojej skrzynce e-mail

Nie możesz nas wesprzeć finansowo?

Możesz to zrobić na 5 innych sposobów:

  1. Módl się za nasz zespół i powodzenie naszej misji
  2. Opowiedz o Aletei w swojej parafii
  3. Udostępniaj nasze treści rodzinie i przyjaciołom
  4. Wyłącz AdBlocka, kiedy do nas zaglądasz
  5. Zapisz się do naszego newslettera i czytaj go codziennie

Dziękujemy!
Zespół Aletei

 

Aleteia

Święty Dominik zawstydził braci nawet po swej śmierci. Legenda na faktach

Kamil Szumotalski/ALETEIA
Udostępnij

Co takiego wydarzyło się podczas otwierania grobu św. Dominika? Oto opowieść napisana na podstawie autentycznych akt z bolońskiego procesu kanonizacyjnego założyciela zakonu dominikanów.

Boloński przeor spojrzał na prokuratora* klasztoru:
Trzeba będzie otworzyć grób… Brat Dominik leży nisko i w wilgotnym miejscu…
– Od dawna powtarzałem, że trzeba zabezpieczyć krypty, bo deszczówka tam wpływa.
Przeor mruknął ze zniecierpliwieniem:
– Ja nie o tym.

Prokurator bezgłośnie otworzył usta i kiwnął głową ze zrozumieniem. W tym momencie za oknem celi coś zaszeleściło i spadło ciężko na ziemię. Obaj bracia rzucili się do okna, ale zobaczyli tylko cień podrostka przeskakującego przez ogrodzenie.
– No to zaraz będziemy mieli na głowie podestę** i resztę rady miejskiej. Na pewno słyszał, że chcemy otworzyć grób.
Ależ on cuchnie – prokurator wypowiedział głośno wniosek, który poprzednio wyraził twarzą.
– No właśnie – najprawdopodobniej cuchnie. Zwłaszcza, ze bardzo starannie zamurowałeś grób i odór nie miał którędy się wydostać. Taki wstyd na oczach całego miasta. Trzeba będzie to zrobić ukradkiem, tylko w obecności prawnika.

Obaj bracia, poruszeni tą samą myślą, spojrzeli na gałąź za oknem.
– I obawiam się, że to nie będzie proste.
W tym samym momencie do celi ktoś gwałtownie zapukał:
– Bracie przeorze, bracie przeorze! – do pomieszczenia wpadł jeden z braci konwersów*** – niech brat szybko idzie, podesta dobija się do bramy!

Im bliżej byli furty, tym wyraźniej było słychać podniesione głosy urzędników miejskich i proszącego o cierpliwość furtiana. Przeor zatrzymał się na chwilę, żeby złapać oddech i odmówiwszy Salve Regina, wyszedł na spotkanie przedstawicieli miasta.

– Co się dzieje? Czego chcecie?
Przed drzwiami stał tłumek osób z przysadzistą postacią podesty na czele. Ten sapnął, podparł się pod boki i z całą zadziornością swojej ważnej, choć niskiej osoby, rzucił:
– Przyszliśmy tu pilnować dóbr należących do miasta.
Ależ panie podesto, tu nie ma nic cennego, jesteśmy przecież żebrakami…
– Bracie, może i macie mało, ale też coś bardzo cennego, czego nie pozwolimy stąd zabrać i to jeszcze bez naszej wiedzy – na potwierdzenie słów podesty tłumek za jego plecami ostrzegawczo zamruczał. „Zaczyna się” – pomyślał przeor.
– Mówcie jasno, panie.
– Chodzi o relikwie. Macie otworzyć grób brata Dominika – tu podesta i reszta delegacji przeżegnała się. – To wielki moment, powinni przy tym być przedstawiciele miasta…

Na twarzy przeora pojawiła się wyraźna niechęć do tego typu pomysłu.
– I nie krzywcie się tu, bracie. Te relikwie to nasz skarb – w oczach mówiącego te słowa mistrza cechu kupców zamigotały monety i zamgliła je wizja tłumów pielgrzymów, którzy muszą gdzieś spać, coś jeść i wymieniać gdzieś pieniądze.

Przeor westchnął. Jego z kolei prześladowała wizja smrodu buchającego z rozkuwanego grobowca i skutecznie przepędzającego pielgrzymie tłumy. Ale wiedział też, że nie da się nic zmienić: podsłuchiwali ich, od kilku nocy bracia starali się nie widzieć „adorujących” nawet w nocy grób mieszkańców Bolonii. Trzeba się z tym zmierzyć.
– Dobrze, otworzymy go jutro. Ale żadnych tłumów! Najwyżej podesta i radni! – przeor odwrócił i wszedł do klasztoru. Tłumek się rozszedł, najwyraźniej zadowolony z obrotu sprawy.

W dniu otwarcia krypty w kościele pojawił się wyraźnie poruszony podesta i dwudziestu czterech przedstawicieli miasta. Byli też bracia i prawnik odpowiedzialny za proces kanonizacyjny. Robotnicy zaczęli kuć. Okazało się, że nie jest to łatwe zadanie: była tam taka ilość cementu, że gruz wynoszono całymi workami. W końcu płyta drgnęła a wraz z nią drgnęli przeor i prokurator: „No to po…” – ale przeorowi nie dane było dokończyć tej myśli.

Poczuł zapach, delikatny, ale wyrazisty i nie była to woń rozkładu. Raczej jakby kwitnąca łąka w ciepły, wiosenny poranek, ale w tej woni była też nuta mrozu, mokrych drzew, pudrowy zapach dróg, słodki zapach owoców, korzenny zapach kadzidła… zgubił się.

Jedyne, co mógł stwierdzić, to fakt, że z grobu pachniało. Rozejrzał się wokół, mając resztkę nadziei, że oszalał, ale zobaczył, że inni też czują. Wokół unosił się szmer głosów powtarzających, że to cud. Prawnik podniósł wzrok i brat bardziej wyczytał w jego szeroko otwartych oczach, niż usłyszał padające z jego ust:
– Odor sanctitatis.

Zapach świętości. Przeor przez chwilę miał wrażenie, że znów widzi twarz brata Dominika i czyta w jego ciepłych oczach lekki wyrzut i wyraźne rozbawienie.

 

* Ojciec zajmujący się w klasztorze sprawami finansów i administracją.
** Urzędnik miejski stojący na czele rady miasta.

*** Dominikanin nie przyjmujący święceń, obecnie: brat kooperator.

Opowieść napisana na podstawie autentycznych akt z bolońskiego procesu kanonizacyjnego św. Dominka (zeznania br. Wiliama z Montferrat, pkt. 15).

Newsletter
Aleteia codziennie w Twojej skrzynce e-mail