Aleteia

Polak uratował setki Żydów, historia milczała. Świat po latach poznaje „drugiego Schindlera”

Narodowe Archiwum Cyfrowe
Udostępnij
Komentuj

Podczas II wojny światowej pomógł w ocaleniu przynajmniej 400 Żydów, ale informacje o nim zawrzały w sieci dopiero niedawno. Już teraz obwołano go jednak „drugim Schindlerem”. Zasługi Aleksandra Ładosia, ambasadora Polski w Szwajcarii zostały zapomniane, ale dziennikarze „Dziennika Gazety Prawnej” dotarli do nieznanych dotąd dokumentów i przywrócili pamięć o anonimowym bohaterze.

Autorom artykułu – Michałowi Potockiemu oraz Zbigniewowi Parafinowiczowi rzeczywiście udało się zapoznać z nieznanymi dokumentami Archiwum Federalnego w Bernie. Warto jednak dodać, że nie jako pierwsi starali się rozpowszechniać informacje o nim. Historię Ładosia opisała także wcześniej dr Agnieszka Haska w publikacji „Proszę Pana Ministra o energiczną interwencję”. Aleksander Ładoś (1891–1963) i ratowanie Żydów przez Poselstwo RP w Bernie, która została wydana w w 2005 roku przez Stowarzyszenie Centrum Badań nad Zagładą Żydów oraz Instytutu Filozofii i Socjologii PAN.

Dziennikarze przypominają w swoim tekście, że w 1942 roku w getcie przebywało 340 tys. Żydów, ale Niemcy początkowo nie eksterminowali tych Żydów, którzy posiadali obcy paszport – zwłaszcza amerykański, bądź też tzw. kraju neutralnego. Liczyli, że uda się ich wymienić na własnych internowanych obywateli.

 

Operacja „Sprawy paszportowe”

Tymczasem w szwajcarskim Bernie było spokojnie, a wojna pojawiała się jedynie w nagłówkach gazet. Funkcję ambasadora RP pełnił wtedy poseł Aleksander Ładoś. Według informacji zdobytych przez dziennikarzy „DGP”, Polak jako jeden z pierwszych na świecie wiedział o planach Niemców. Dokumenty z Archiwum Federalnego w Bernie wskazują, że to właśnie Ładoś oraz współpracujący z nim personel dyplomatyczny oraz przywódcy ortodoksyjnych organizacji żydowskich opracowali metodę, dzięki której udało się ewakuować polskich Żydów przy użyciu latynoamerykańskich paszportów. Akcję nazwano kryptonimem „Sprawy paszportowe”.

 

 

O Holokauście wiedział niemal od początku

Ładoś pomoc polskiego rządu na uchodźstwie oferował już na wczesnym etapie Holokaustu. Jego współpracownik, żydowski działacz Juliusz Kühl podczas zeznań na szwajcarskim komisariacie policji w 1943 roku powiedzieć miał:

 

Pytanie, jak możemy zorganizować zagraniczne paszporty dla polskich obywateli, pojawiło się po raz pierwszy po zajęciu Polski przez Niemcy i Rosję na przełomie 1939 i 1940 roku. Chodziło wtedy przede wszystkim o to, aby z części okupowanej przez Rosję wydostać osoby, o które się obawialiśmy.

 

Z pomocą przyszedł wówczas paragwajski konsul honorowy Rudolf Hügli. Miał szwajcarskie obywatelstwo, z wykształcenia był notariuszem. Zarabiał na wydawaniu Żydom spreparowanych paszportów południowoamerykańskich.

Listę nazwisk osób, które miały zostać ocalone przygotowywali sami Żydzi – wybierano takich, którzy po wojnie mieliby odbudować ortodoksyjną elitę. Pieniądze dla Rudolfa Hüglego początkowo zapewniała polska ambasada, a następnie żydowska diaspora z USA.

 

Polacy pomagali za darmo

Dziennikarze zaznaczają, że Polacy biorący udział w operacji, nie przyjmowali za to żadnych pieniędzy. Dokumenty, które przeanalizowali nie zawierają żadnych dowodów na to, że mogło się tak stać.

Po tym jak akcja trwała już od pewnego czasu, do polskiej ambasady w Bernie 19 maja 1943 roku dotarła depesza od MSZ z siedzibą w Londynie:

 

 Ministerstwo było ostatnio informowane przez organizacje żydowskie, jakoby istniała możność indywidualnego ratowania Żydów przed uśmierceniem ich ze strony Niemców na zasadzie paszportów krajów Ameryki Południowej. Momenty natury ściśle humanitarnej nakazują nam pójście jak najdalej na rękę w tego rodzaju sprawach.

 

Obywatelstwo: Honduras, miejsce urodzenia: Sosnowiec

Osoba, która posiadała południowoamerykański paszport nie była przewożona do obozu zagłady, a dla internowanych. Wydawano nie tylko paszporty Paragwaju, ale i Hondurasu, dziennikarze „DGP” znaleźli także zaświadczenia obywatelstwa Boliwii oraz Salwadoru. Co ciekawe, w honduraskich paszportach (w odróżnieniu do paragwajskich) uwzględniano także miejsce urodzenia – w tej rubryce pojawiały się: Sosnowiec lub Przysucha.

Aleksander Ładoś nie tylko koordynował akcję, ale organizował kanały komunikacyjne, a operację objął ochroną dyplomatyczną. Z chwilą, gdy władze krajów Ameryki Południowej dowiedziały się, że konsulowie wydawali fałszywe paszporty, odmówiły dalszego ich uznawania. Niemcy z kolei powołali komisję weryfikującą paszporty.

Sytuacja była napięta. Ładoś korzystał ze swoich znajomości, kontaktował się ze szwajcarskim MSZ i z Amerykanami, interweniował u nuncjusza apostolskiego w Bernie. Wszelkimi sposobami – zarówno oficjalnymi, jak i nieoficjalnymi próbował wpłynąć na kraje Ameryki Południowej, by na powrót uznawały spreparowane paszporty. Niestety, okazało się, że dla większości było już za późno. Jak informują dziennikarze „DGP”, wystawiono około 4000 paszportów, ale życie zdołały uratować blisko 400 Żydom.

 

Niemal zbawca

Tematem równolegle wraz z Michałem Polakiem oraz Zbigniewem Parafinowiczem zajmował się kanadyjski dziennikarz Mark MacKinnon z dziennika „Globe and Mail”.

Rozmawiał m.in. z Israelem Singerem, który pełnił funkcję szefa Światowej Rady Żydów, a prywatnie był zięciem Kühla – jednego ze współpracowników Ładosia. Podczas tego spotkania Singer powiedział: Gdy Kühl mówił o polskim pośle, opisywał go niemal jako zbawcę. 

Ładoś zmarł po krótkiej chorobie 29 grudnia 1963 roku w Warszawie. Pochowano go na Cmentarzu Powązkowskim.

 

Udostępnij
Komentuj
Newsletter
Aleteia codziennie w Twojej skrzynce e-mail