Aleteia

Czy katolik może nauczyć się czegoś od buddysty?

Shutterstock
Udostępnij
Komentuj

Główną przyczyną cierpienia jest przywiązanie - powiedział mi mój przyjaciel, buddysta, pochodzący ze Sri Lanki. Przywiązanie do pieniędzy, statusu społecznego, nowego mercedesa, lajków na Facebooku.

Przywiązanie

Cierpienie rodzi się, gdy uzależniamy się od opinii innych ludzi – jesteśmy chorobliwie wrażliwi na krytykę. Ból powodują negatywne oceny skierowane w naszą stronę. Kiedy rzuci nas bliska osoba – pojawia się cierpienie, załamanie spowodowane odrzuceniem. Utożsamiamy się z tym uczuciem jakby to było integralną częścią nas.

Traktujemy te emocje śmiertelnie poważnie – smutek, żal, gniew, nienawiść, zapominając, że są to zmienne powstające w zależności od dnia, samopoczucia, pogody, nastroju. Zapominamy, że znajduje się w nas znacznie głębsza, nieporuszona przestrzeń. W naszej religii dążymy do nirwany – stanu wolnego od wszelkich doczesnych przywiązań – wydostania się poza uwarunkowany cykl narodzin i śmierci.

Gdzie skarb twój, tam serce twoje

Po tych słowach przyjaciela zacząłem się zastanawiać nad działalnością i nauczaniem naszego Rabbiego. Chrystus właściwie mówił w podobny sposób na temat wszelkich przywiązań. „Gdzie jest twój skarb, tam będzie i serce twoje”.

Jeżeli moim skarbem – tylko i wyłącznie – będzie druga osoba, to niewypowiedziane cierpienie sprawi mi rozstanie z nią, a zerwany związek spowoduje załamanie nerwowe. Jeżeli skarbem będzie jedynie praca, to wszelka zawodowa porażka – z którą utożsamiałbym się osobiście – mogłaby się stać przyczynkiem do depresji.

Jeżeli tym ewangelicznym skarbem jest Bóg, cierpienie spowodowane doczesnością powinno nabierać innej perspektywy. W myśl zasady Ad maiora natus sum – do większych dzieł zrodzony jestem.

W takim razie – odpowiedziałem przyjacielowi – analogicznie do buddyjskiej nirwany w chrześcijaństwie stanem wolnym od wszelkich przywiązań można nazwać ideał zawarty w Ewangelii i ostateczne zjednoczenie się z Bogiem. Nauczanie Chrystusa polegało na wyzbywaniu się przywiązań do doczesnej rzeczywistości.

Istnieje jednak również wiele różnic pomiędzy buddyzmem, a chrześcijaństwem – takich jak kwestia reinkarnacji, pojmowania absolutu, roli cierpienia w tym życiu.  Nie stanowiło to jednak problemu do podejmowania dialogu pomiędzy religiami.

Najlepszymi przykładami są postacie takie jak Thomas Merton, William Johnston, Anthony De Mello, którzy z powodzeniem potrafili budować mosty pomiędzy myślą wschodu, a chrześcijańską duchowością. Okazuje się, że można.

Ziarna Prawdy

Deklaracja o stosunku Kościoła do religii niechrześcijańskich Nostra Aetate, stworzona podczas Soboru Watykańskiego II, mówi o buddyzmie w sposób następujący:

„Buddyzm, w różnych swych formach, uznaje całkowitą niewystarczalność tego zmiennego świata i naucza sposobów, którymi ludzie w duchu pobożności i ufności mogliby albo osiągnąć stan doskonałego wyzwolenia, albo dojść, czy to o własnych siłach, czy z wyższą pomocą, do najwyższego oświecenia” [DRN 2].

W następnej kolejności dodaje, iż „Kościół katolicki nic nie odrzuca z tego, co w religiach owych prawdziwe jest i święte”, ponieważ nierzadko posiadają one „promień owej Prawdy, która oświeca wszystkich ludzi”.

Kościół przypomina o zachowywaniu chrześcijańskiej tożsamości i wzywa do tego, „aby z roztropnością i miłością przez rozmowy i współpracę z wyznawcami innych religii, dając świadectwo wiary i życia chrześcijańskiego, uznawali, chronili i wspierali owe dobra duchowe i moralne, a także wartości społeczno-kulturalne, które u tamtych się znajdują”.

Tako rzecze Nostra aetate, czyli oficjalny dokument Kościoła katolickiego.

Udostępnij
Komentuj
Newsletter
Aleteia codziennie w Twojej skrzynce e-mail