Aleteia

Dr Guest dla Aletei: Pies wykrył mi guza, teraz ja szkolę zwierzęta w rozpoznawaniu chorób

Udostępnij
Komentuj

Pewnego dnia ukochana suczka Daisy zaczęła trącać Claire nosem w klatkę piersiową. Badanie wykazało guzek, a kolejne – nowotwór. Tak utwierdziła się w przekonaniu o swojej misji.

Dr Claire Guest od ponad dwudziestu lat zajmuje się szkoleniem psów do zadań związanych z węchem. Przewodzi fundacji Medical Detection Dogs, która szkoli psy specjalizujące się w identyfikowaniu ludzkich chorób poprzez zapach. Pracuje nad wieloma pionierskimi projektami badawczymi z udziałem psiego węchu, w tym szkolenia psów do wykrywania nowotworów, zmiany poziomu cukru we krwi i choroby Addisona. W 2011 roku została odznaczona honorowym doktoratem w uznaniu za wybitny wkład w rozwój nowych metod do wykrywania chorób zagrażających życiu ludzi.

 

Ula Urzędowska: Gdy czytałam książkę „Psi dar” zachwyciła mnie i rozbawiła do łez opowieść o dziewczynce, która „uciekła” z domu, aby być bliżej zwierząt.

Dr Claire Guest: Miałam wtedy cztery lata. Zabrałam moją maskotkę, znalezioną na progu butelkę mleka i zapukałam do sąsiadki mówiąc wprost: chciałabym zamieszkać z Pani pieskiem. Pamiętam, że jako dziecko zachwycałam się absolutnie każdym zwierzęciem. Godzinami, w bezruchu, obserwowałam konie. W dzieciństwie byłam dość nieśmiała i na dodatek miałam problem z zapamiętywaniem ludzkich twarzy. Świat zwierząt zawsze wydawał mi się bezpieczniejszy i łatwiejszy do zrozumienia.

Twoje życie to prawdziwy zwierzyniec. Psy, konie, chomiki, rybki, kozy czy pięćdziesiąt myszek.

To było na studiach. Prowadziłam badania na temat agresji u zwierząt. Udało mi się wykazać, że myszy karmione soją są bardziej agresywne niż te, które dostają normalny pokarm. Ale po zakończeniu projektu dowiedziałam się, że myszy, które badałam będą zagazowane. Nie mogłam na to pozwolić i zabrałam je wszystkie do domu. Zaczepiałam potem znajomych pytając: Może chcesz myszkę? Jak się domyślasz, nie było łatwo znaleźć dla nich nowy dom, ale w końcu się udało.

 

Pies uratował mi życie

Dzięki relacji z psami udało się uratować dwa życia. Twoje i przyjaciółki.

Moja przyjaciółka opowiedziała mi tę historię bardzo dokładnie. Była nastolatką, gdy pewnego dnia pies zaczął uporczywie lizać znamię, które miała na ciele. To nie była jednorazowa sytuacja i absolutnie nie wyglądało to na zabawę ze strony psa. Można było odnieść wrażenie, że pies dostał obsesji na tym punkcie. W końcu Gil poszła do lekarza, który usunął pieprzyk i wysłał próbkę do analizy. Po zabiegu wszystko wróciło do normy. Ale po 10 dniach okazało się, że to był czerniak złośliwy, na szczęście w całości usunięty. Co istotne, rak skóry występuje u nastolatków niezwykle rzadko, to mniej niż jeden procent przypadków. Lekarz był zdumiony, bo absolutnie nie spodziewał się takiego wyniku badań. Od tego momentu nabrałam pewności, że psy potrafią wyczuć chorobę. Nie wiedziałam tylko, jak to udowodnić. Poczułam, że to jest właśnie moja misja. Od 20 lat zajmuję się szkoleniem psów. Ostatnią rzeczą, której się spodziewałam było to, że coś podobnego spotka też mnie.

Co się wydarzyło?

Miałam wtedy niezwykle trudny czas w życiu, odszedł mój mąż, było mi bardzo ciężko. Pewnego dnia moja ukochana suczka Daisy zaczęła mnie trącać nosem w klatkę piersiową. Zachowywała się inaczej niż zwykle. Miałam wrażenie, że chce mi coś powiedzieć. Tego wieczoru wyczułam mały guzek w piersi. Kilka dni później poszłam do lekarza i zrobiono mi mammografię oraz biopsję. To długa historia. Ten akurat guzek okazał się niegroźny, ale badanie ujawniło nowotwór. I to już była poważna sprawa, bo znajdował się w miejscu praktycznie niemożliwym do samodzielnego wykrycia. Na dodatek, to był taki typ raka, który niezwykle szybko się rozwija. Na szczęście odkryliśmy go w porę i operacja się udała. Daisy uratowała mi życie.

 

Jak nauczyć psy rozpoznawania chorób?

Prowadzisz fundację Medical Detection Dogs, która szkoli psy w rozpoznawaniu ludzkich chorób po zapachu. Jak się przygotowuje psy do tak niezwykłego zadania?

Psy od dawna pracują w policji, pomagając na przykład wykrywać narkotyki. Szkolenie jest o tyle proste, że można użyć konkretnej próbki z narkotykami i wyczulić psa na zapach. A ja nie mam przecież zapachu choroby, który mogę wykorzystać w treningu. W praktyce wygląda to tak, że wykorzystujemy próbki moczu osób chorych i zdrowych, które bierzemy z lokalnego szpitala. Kiedy chorujemy, zachodzi w nas pewna chemiczna zmiana, a psi nos ma niesamowite możliwości. Węch psa jest tysiąc razy lepszy niż człowieka. Cały czas uczymy się korzystać z tych umiejętności i charakteru psa, który uwielbia węszyć, szukać. W Medical Detection Dogs pracujemy też nad możliwością wykrywania przez psy malarii, zmiany poziomu cukru we krwi czy choroby Addisona.

Jak długo trwa takie szkolenie?

Szkolenie w celu wykrywania nowotworów trwa od 6 do 8 miesięcy. Ale aby nauczyć psa wykrywać zmianę poziomu cukru u chorego wystarczą cztery tygodnie, bo cukier jest bardzo wonny.

Czy są rasy, które lepiej sobie radzą z tym zadaniem niż inne?

Wydaje mi się, że najlepiej sprawdzają się tzw. psy pracujące. Te rasy, które już od dawna pomagają człowiekowi w policji czy ratownictwie. Mają po prostu dłuższe nosy i w związku z tym większe możliwości.

 

Nie zastąpimy lekarzy. Chcemy podnieść wykrywalność chorób

Czy społeczeństwo i środowiska medyczne są gotowe, aby korzystać z tych niezwykłych umiejętności psów i doświadczeń Twojej pracy?

To jest długi proces i wciąż jest wiele do zrobienia. Nie ukrywam, że bywa sporo nieufności. Staramy się popularyzować nasze odkrycia i doświadczenia. Wciąż podkreślamy, że nie jesteśmy lekarzami i nie staramy się ich zastąpić. Dajemy tylko pewne informacje, które mamy dzięki psom. Niestety, Wielka Brytania ma jeden z najgorszych w Europie wskaźników wczesnego wykrywania raka.

Daisy, która pomogła odkryć Twoja chorobę, jest już staruszką. Masz jeszcze trzy psy w domu, a książka „Psi dar” to cały korowód psich przyjaciół.

Z każdym z nich miałam mnóstwo przygód. Minstrel uwielbiał jeść wszystko, co ma mój zapach, w szczególności skarpetki i majtki. Kiedyś zrobił sobie prawdziwą ucztę i wylądowaliśmy u weterynarza. Obawiałam się poważnie o jego zdrowie, więc dostał zastrzyk na wymioty. Po chwili miałam już z powrotem trzy pary majtek (śmiech). Nic mu nie groziło, za to ja umierałam ze wstydu. Znajomi weterynarze zapewniali mnie, że nikomu nie pisną ani słowa, ale wkrótce cała okolica wiedziała, że trenerka psów nie panuje nad swoją  garderobą i co gorsze, psem (śmiech). Każdy z moich psów był absolutnie wyjątkowy i jedyny w swoim rodzaju. Taki przyjaciel w domu daje większą motywację do życia i to się realnie przekłada na zdrowie, zwłaszcza, gdy ktoś mieszka samotnie. Sama to widzę po sobie, nie jestem już najmłodsza, ale gdy rano psy wpadają do mojego łóżka to wraz z nimi pojawia się energia i, chcąc nie chcąc, trzeba wstać i działać.

Newsletter
Aleteia codziennie w Twojej skrzynce e-mail