Aleteia.pl - pozytywna strona Internetu w Twojej skrzynce e-mail

Nie możesz nas wesprzeć finansowo?

Możesz to zrobić na 5 innych sposobów:

  1. Módl się za nasz zespół i powodzenie naszej misji
  2. Opowiedz o Aletei w swojej parafii
  3. Udostępniaj nasze treści rodzinie i przyjaciołom
  4. Wyłącz AdBlocka, kiedy do nas zaglądasz
  5. Zapisz się do naszego newslettera i czytaj go codziennie

Dziękujemy!
Zespół Aletei

 

Aleteia

„Bądźcie obecni!” – list do Panów oczekujących potomka

Shutterstock
Udostępnij

Ciąża dla nas, facetów, to również wymagający i zdwojony czas pracy nad sobą. Każdą przeciwność dnia codziennego należałoby zwalczać przy pomocy hektolitrów spokoju ducha, kilogramów cierpliwości i kilometrów uśmiechów.

Drodzy Panowie, przyszli ojcowie. Tak jak wy, czekam właśnie na potomka. I tak patrząc na swoją żonę, przychodzi mi do głowy kilka spraw, z którymi chciałbym się z Wami podzielić.

Ciąża to piękny czas dla kobiety. Mówi się, że kobieta w ciąży rozkwita i promienieje jak nigdy. Oczywistym jest również, że każda przyszła mama inaczej ten czas przeżywa zarówno pod względem fizycznym, jak i psychicznym.

Moja żona obecnie jest na finiszu tego wspaniałego okresu. Widok ten napawa mnie pewnymi refleksjami. Ósmy i dziewiąty miesiąc w jej przypadku nie należy do najłatwiejszych. Wręcz nawet przybiera dosyć kłopotliwy wymiar. Brzuch na kształt balonika nabrał już dość pokaźnych rozmiarów. Najprostsze czynności dnia codziennego stają się małymi wyzwaniami. Noc nie zawsze daje upragniony odpoczynek. Pojawiają się problemy z chodzeniem, dolegliwości kręgosłupa.

Do tego wszystkiego jeszcze dochodzi trzyletni Karol, który nie zawsze potrafi zrozumieć, że mama nie może wziąć go na ręce albo potrzebuje chwili wytchnienia. Krótko mówiąc, te ostatnie miesiące kosztują moją żonę wiele wyrzeczeń. Myślę, że znaczna część mam, doskonale wie, co mam na myśli. Pewnie sami też to zauważacie.

Mnie, jako osobie, która widzi codziennie z jakimi bolączkami boryka się moja żona Dominika, przychodzą do głowy różne myśli. Pierwszą z nich jest normalne ludzkie współczucie. Czasem jest mi jej po prostu żal. Gołym okiem widać, że potrzebuje odpoczynku czy chwili spokoju. Chciałoby się jakoś pomóc. Co wtedy robić, drodzy panowie?

Raczej nie polecam ubolewać nad jej ciężkim losem, robiąc przy tym minę kota ze Shreka, co może nawet spotęgować kiepski już stan żony. Najlepiej byłoby odciążyć małżonkę z niektórych domowych obowiązków. Ogólnie rzecz biorąc, trzeba po prostu być, a skoro być, to naprawdę użytecznym.

Można ogarnąć kuchnię, odciągnąć starsze dziecko, zaproponować coś do jedzenia itd. Najważniejsze, żeby być. Najlepiej samemu wyłapywać obowiązki do ogarnięcia, nawet przed tym, jak zwróci na nie uwagę szanowna małżonka. Czasami nawet może nie zauważyć, że coś jest zrobione. Chodzi o to, żeby ściągnąć z niej chociaż część obowiązków. To najlepsza forma pomocy.

Musimy Panowie również dbać o komfort psychiczny naszych niewiast. Przyszłe mamy nie mogą się nadto denerwować. Może to źle wpływać na rozwijające się w brzuchu dziecko. Nasze podenerwowanie musimy zostawiać przed wejściem do domu.

Gorszy dzień? Najlepszym rozwiązaniem będzie uśmiech. Zmęczenie? Najlepiej wtedy wziąć się za wyciąganie naczyń ze zmywarki. Ciąża dla nas, facetów, to również wymagający i zdwojony czas pracy nad sobą. Każdą przeciwność dnia codziennego należałoby zwalczać przy pomocy hektolitrów spokoju ducha, kilogramów cierpliwości i kilometrów uśmiechów. Ktoś powie, że to nie jest takie łatwe. Ale nasze kobiety wcale nie mają lżej. Ja sam nie jestem święty, ale trzeba prosić Pana Boga o siły na każdy dzień z osobna, żeby ogarnąć ten czas próby.

Ostatnią rzeczą, co nie znaczy, że najmniej ważną jest zwykłe i czyste okazywanie uczuć. Kobieta raczej nie będzie miała nic przeciwko temu, jeśli słowa „kocham cię” usłyszy z większą niż do tej pory częstotliwością. Przytulenie z zaskoczenia nie spowodowane zupełnie niczym też jest na miejscu. Musimy pamiętać Panowie, że nasze żony potrzebują ciepła i poczucia bezpieczeństwa, więc trzeba im je zapewnić. Szczególnie w czasie, gdy do gry zaczyna dołączać jeszcze jedna mała osóbka.

Podziwiam moją żonę. Podziwiam ją za to, że daje radę. Za to, że jest dzielna. Każdego dnia zmaga się z różnymi dolegliwościami. Na pewno nie mówi mi o wszystkim. Część spraw dźwiga sama. Ciąża, a przynajmniej jej końcówka, jest trochę jak droga krzyżowa, kobieta musi (z)nosić ją sama. Spotyka po drodze różne osoby, które chcą i próbują ulżyć, ale ostatecznie cierpienie zarezerwowane jest tylko dla niej. Na końcu jednak jest zmartwychwstanie – nowe życie, które niweczy całe doznane cierpienie i pozostawia tylko radość.

Panowie, bądźcie blisko swoich kobiet. Sprawcie, aby w tym błogosławionym czasie czuły, że nie idą tą drogą same. Czuwajcie przy nich, gdy śpią, wynoście śmieci niepytani i mówcie im, że je kochacie. One tego wszystkiego potrzebują. I niech Wam już tak zostanie. Czego Wam i sobie życzę.

Newsletter
Aleteia codziennie w Twojej skrzynce e-mail