Aleteia.pl - pozytywna strona Internetu w Twojej skrzynce e-mail

Nie możesz nas wesprzeć finansowo?

Możesz to zrobić na 5 innych sposobów:

  1. Módl się za nasz zespół i powodzenie naszej misji
  2. Opowiedz o Aletei w swojej parafii
  3. Udostępniaj nasze treści rodzinie i przyjaciołom
  4. Wyłącz AdBlocka, kiedy do nas zaglądasz
  5. Zapisz się do naszego newslettera i czytaj go codziennie

Dziękujemy!
Zespół Aletei

 

Aleteia

Maksymilian Kolbe i Rudolf Höss. Jak zostać świętym, a jak zbrodniarzem?

Ojciec Maksymilian Kolbe po wstąpieniu do zakonu i niedługi czas przed śmiercią, fot. EAST NEWS
Udostępnij

Na wypełnienie swojego życia dobrem lub złem św. Maksymilian Maria Kolbe i Rudolf Hӧss – komendant obozu Auschwitz – mieli dokładnie tyle samo czasu: po 47 lat. Startowali w bardzo podobnych warunkach. Jak to się stało, że jeden został świętym, a drugi zbrodniarzem?

Kiedy rozchodzą się drogi św. Maksymiliana i Rudolfa Hössa? Jak nasze wybory determinują to, kim się stajemy? W którym momencie tak mocno zaangażujemy się w zło lub dobro, że odwrócenie się od tego, co robimy wydaje się niemożliwością?

Po przeczytaniu nieco już zapomnianej książki Władysława Kluza „47 lat życia”, będącej naprzemienną biografią św. Maksymiliana i Rudolfa Hössa, nie sposób nie zadać sobie tych pytań.

Maksymilian Kolbe: franciszkańska droga

Jak wszystkie matki, także matka małego Rajmunda (imię św. Maksymiliana nadane przy chrzcie), patrząc na swojego ukochanego synka, zastanawiała się na kogo wyrośnie. Rodzice, głęboko wierzący katolicy (w młodości chcieli wstąpić do zakonu), po krótkich wahaniach, rozwianych ostatecznie podczas pielgrzymki na Jasną Górę, postanowili wesprzeć pilnego już wówczas ministranta w jego dążeniach do wstąpienia do seminarium.

Stało się to możliwe dzięki franciszkanom, którzy obiecali pokryć koszty nauki Rajmunda i jego starszego brata Franciszka. Chłopiec dobrze się uczył, wyraźnie wyróżniał się w naukach ścisłych, jego pasją były matematyka i fizyka. Widząc jego zapał i wiarę przełożeni postanowili wysłać go na dalsze studia do Rzymu. W Wiecznym Mieście największe wzruszenie ogarnęło go w Koloseum, miejscu męczeństwa tylu chrześcijan.

Rudolf Höss: zachwiana wiara ministranta

Także matka maleńkiego Rudolfa zastanawiała się, kim będzie w przyszłości jej synek. Razem z mężem marzyła o tym, żeby został księdzem. Ojcu (kochającemu, ale jednocześnie surowemu i żądającemu posłuszeństwa) zależało na tym, żeby jego syn został misjonarzem, który zaniesie Ewangelię na krańce świata, przekona ludzi, że wszyscy jesteśmy tak samo ważnymi dziećmi jednego Boga, które mają kochać swojego bliźniego.

Gdy Rudolf podrósł, dzielił pragnienia rodziców, pojechał nawet z nimi na pielgrzymkę do Lourdes modlić się o powołanie kapłańskie. Dobrze się uczył, był wzorowym ministrantem, często się spowiadał, co niedziela przystępował do komunii.

Pewnego razu jednak opowiedział w czasie spowiedzi o wypadku w szkole, kiedy niechcący zepchnął kolegę ze schodów. W domu nie wspominał o tym zajściu. Następnego dnia ojciec dowiedział się o wszystkim (Rudolf sądził, że od księdza) i ukarał syna. Od tej pory chłopiec zerwał z regularną spowiedzią i przestał bezgranicznie ufać Kościołowi.

Maksymilian Kolbe: wynalazki w służbie Ewangelii

W 1914 roku w czasie działań wojennych ginie ojciec Rajmunda. Młody kleryk zastanawia się, czy nie powinien wrócić do Polski i walczyć zbrojnie w obronie ojczyzny, ale ostatecznie decyduje się pozostać w seminarium i 28 kwietnia 1918 roku przyjmuje święcenia kapłańskie. Choć Kościół w tym okresie do wszelkiego postępu i nowości odnosi się z dystansem, o. Maksymilian nie zgadza się z takim podejściem. Mówi, że wynalazki takie jak kino czy codzienna prasa same w sobie nie są ani dobre, ani złe, trzeba tylko wiedzieć, jak je wykorzystać.

Redaguje pismo „Rycerz Niepokalanej”, którego nakład dochodzi do 750 tysięcy egzemplarzy. W 1927 roku zakłada klasztor w Niepokalanowie, kilka lat później udaje się do Japonii, do Nagasaki, gdzie tworzy „drugi Niepokalanów”. Tuż przed wojną jego klasztor ma już własną radiostację. Ojciec Maksymilian cały czas pracuje, dla swoich ideałów poświęca wszystko i chce zdobyć dla nich cały świat.

Rudolf Höss: narodowy socjalizm jako religia

W 1914 roku umiera też ojciec Rudolfa Hössa. Ta śmierć przypieczętowuje decyzję chłopca o tym, żeby zamiast życia kapłana wybrać życie żołnierza. Jako szesnastolatek, po krótkim przeszkoleniu, udaje się na front iracki. Tam po raz pierwszy zabija człowieka.

Towarzyszącemu mu rotmistrzowi opowiada, że początkowo bardzo się bał, ale później „jakoś już szło”. W wieku siedemnastu lat zostaje najmłodszym w armii niemieckiej podoficerem odznaczonym Krzyżem Żelaznym I klasy. W 1922 roku na zjeździe w Monachium poznaje Adolfa Hitlera, jest oczarowany jego przemową. Zapisuje się do hitlerowskiej NSDAP.

Jego błyskawicznie rozwijająca się kariera zostaje przerwana na kilka lat, kiedy trafia do więzienia za morderstwo Waltera Kadova, który podobno miał wydać Francuzom Alberta Leo Schlagetera, kierującego antyfrancuską akcją sabotażową w Zagłębiu Ruhry.

Po sześciu latach, na mocy amnestii, wychodzi na wolność i za namową Himmlera wstępuje do SS. Jego religią staje się narodowy socjalizm. On także dla swoich „ideałów” poświęca wszystko i chce zdobyć dla nich cały świat.

Maksymilian Kolbe: Bóg w drugim człowieku

W Niepokalanowie otwarte zostaje seminarium, do klasztoru przychodzą tysiące ludzi szukających wiary i zrozumienia. Bracia są zasypywani listami, których liczba dochodzi nawet do pięciu tysięcy dziennie. Nakład „Rycerza Niepokalanej” w grudniu 1938 roku osiąga zawrotną, jak na tamte czasy, liczbę miliona egzemplarzy.

O. Maksymilian nie patrzy jednak na statystyki i wpływy, a Boga stara się widzieć przede wszystkim w drugim człowieku. Gdy jeden z braci choruje, poleca sprzedać kielich mszalny, aby kupić dla niego drogie lekarstwo. Na zdziwione komentarze odpowiada, że „dla ratowania żywej świątyni, w której codziennie Pan Jezus znajduje gościnne przyjęcie, naczynie kościelne można sprzedać”.

Wszelkie plany przerywa II wojna światowa. O. Maksymilian wraz z braćmi, mimo ogłoszonej likwidacji Niepokalanowa, organizuje schronienie dla trzech tysięcy wysiedlonych z województwa poznańskiego. 17 lutego 1941 r. zostaje aresztowany przez gestapo, najpierw trafia na Pawiak, później do obozu koncentracyjnego w Auschwitz.

Rudolf Höss: w Auschwitz jak w raju

W tym czasie komendantem obozu jest już Rudolf Höss. Codziennie nadzoruje i wprawia w ruch machinę mordującą tysiące ludzi. Widzi ich padających z głodu, przymuszanych do wycieńczającej pracy, widzi matki umierające z rozpaczy za dziećmi, dzieci zabijane przez Niemców dla zabawy.

Po powrocie z „pracy” w swojej luksusowej willi, z której okien widać zaprojektowane przez niego krematorium, spokojnie rozmawia z żoną, zajmuje się swoimi dziećmi, czyta im bajki, bawi się z nimi, drży o nie, kiedy zachorują.

Dba o to, żeby wszystkie życzenia jego rodziny były spełniane. „Czuje się tu jak w raju” – wyznaje pewnego dnia jego żona.

Maksymilian Kolbe: oddać życie za bliźniego

W 1941 roku w obozie w Auschwitz przebywa o. Maksymilian Kolbe i Rudolf Höss. Jeden jako więzień, drugi jako komendant. Podczas apelu dziesięciu więźniów zostaje skazanych na śmierć za ucieczkę jednego człowieka z ich bloku.

Wśród nich jest Franciszek Gajowniczek. Ma żonę i dwóch synów, tak bardzo chce ich jeszcze zobaczyć… O. Maksymilian prosi, żeby wziąć jego życie zamiast życia Franciszka. Zostaje wysłany do bunkra głodowego, a kiedy po dwóch tygodniach nadal żyje, dobijają go zastrzykiem z fenolu. W chwili śmierci ma 47 lat. Franciszek Gajowniczek jest ocalony, po wojnie wróci do swojej rodziny.

Rudolf Höss: morderca milionów

Rudolf Höss w tym czasie dniem i nocą jest obecny przy gazowaniu i paleniu zwłok. W końcu Niemcy przegrywają wojnę, a jego największym zmartwieniem staje się ucieczka, zanim zostanie złapany i osądzony. W 1946 roku odnajdują go Brytyjczycy.

Gdy staje przed Międzynarodowym Trybunałem Wojskowym, tłumaczy, że przez cały czas jedynie wykonywał rozkazy. Trafia do więzienia w Warszawie. Pilnujący go strażnicy pokazują mu wytatuowane im na rękach numery obozowe. W ostatnich listach pisze o swoim zdziwieniu postawą strażników, którzy mieli pełne prawo poniżać go i nienawidzić, a nie okazywali mu tego w żaden sposób.

Prosi, żeby nie wyciągać na widok publiczny jego odruchów łagodności i wątpliwości. „Niech opinia publiczna nadal widzi we mnie krwiożerczą bestię, okrutnego sadystę, mordercę milionów. Inaczej bowiem nie można sobie wyobrazić komendanta Auschwitz” – pisze.

W liście do żony wzywa ją, aby wychowała dzieci „w duchu prawdziwego, z głębi serca płynącego człowieczeństwa”, które on poznał „dopiero w polskich więzieniach”.

Maksymilian Kolbe i Rudolf Höss: tajemnica człowieka

Niedługo przed wykonaniem wyroku śmierci, który uważa za w pełni zasłużony, Höss prosi o spowiedź. Ksiądz mu jej nie odmawia. Zostaje powieszony tuż przy ogrodzeniu obozu koncentracyjnego, ale nie na jego terenie. W chwili śmierci ma 47 lat. Do historii ludzkości przechodzi jako symbol nienawiści do człowieka.

Ojciec Maksymilian Maria Kolbe staje się symbolem najwyższego poświęcenia. Papież Jan Paweł II kanonizuje go jako męczennika, dla tysięcy ludzi jest wzorem do naśladowania.

Czterdzieści siedem lat życia wystarczy, aby stać się symbolem XX wieku, symbolem dobra lub zła. Pośród wszystkich tajemnic wszechświata człowiek jest tą największą.

 

 

Newsletter
Aleteia codziennie w Twojej skrzynce e-mail