Aleteia

Jak perfekcjonizm zabija nasze szczęście

Udostępnij
Komentuj

Duma, że tak świetnie dajesz radę, może przysłaniać w tobie smutek, jak wielki koszt pochłania to robienie wszystkiego na piątkę z plusem. A jeszcze częściej strach, że w końcu się okaże, że wcale z tobą nie jest tak super.

Przeskoczyć siebie

Z perfekcjonistami taki kłopot, jak z pracoholikami – niby im współczujemy, ale w tyle głowy jest mnóstwo superlatywów. Perfekcjonista zrobi perfekcyjnie i nie zawiedzie nas nigdy. Ogródek zagrabi szczoteczką do zębów, wisienki na torcie odmierzy zapałką, wyłapie wszystkie przecinki w tekście.

Tymczasem z perfekcjonizmu wyrasta zawsze konflikt i pęknięcie, które dotyka najważniejszych relacji. Najpierw to mój konflikt z samym sobą.

Perfekcjonista nie jest przyjacielem samego siebie, ale kimś, kto stoi w ciągłej opozycji do własnych możliwości. Perfekcjonizm to nieustanna próba przeskoczenia siebie – tym bardziej frustrująca, bo w zasadzie nigdy nie jest ok. We wnętrzu perfekcjonista jest jak dziecko umierające z głodu miłości i uznania – dwóch rzeczy, których on sam nie potrafi sobie dać. Wyśrubowane oczekiwania względem siebie chwieją zdolnością do luzu, regeneracji i odpoczynku, bo nie pozwala na to odczuwany przymus naprawiania świata, siebie i innych ludzi.

 

Nic nie jest doskonałe?

Perfekcjonista nie odpoczywa w relacji z Bogiem. Modlitwa nigdy nie jest doskonała, a On sam musi spełnić tyle oczekiwań Najwyższego, że właściwie nie jest zdolny dostrzec Jego miłości. Przypisuje Bogu własne przekonanie, że nic nie jest tak doskonałe, jak być powinno. Skoro ja nie jestem z siebie zadowolony, to znaczy, że na pewno nikt nie jest ze mnie zadowolony, a Pan Bóg w szczególności.

I tak cały wysiłek w stronę tego, co niemożliwe – życia pozbawionego słabości i błędów – zyskuje ostateczną pieczęć sumienia. Skoro Bóg może mnie przyjąć tylko jako kogoś idealnego, to nie ma już wyjścia: trzeba się takim stać.

Perfekcjonizm dotyka również innych relacji. Perfekcjonista ma jasno zdefiniowane, jaka powinna być idealna więź w małżeństwie i kim jest doskonały rodzic. Perfekcjonista także ma doskonałe pomysły na to, co mąż/żona i dzieci powinni robić i jakimi być. Poszukuje nieustannie schematów i wytycznych, które dadzą mu jakieś minimum spokoju, że jest ok. Jednak przecież nigdy nie jest dobrze i jego „losem” pozostaje wyznaczanie standardów, upominanie i korygowanie innych.

 

Zawsze pięć gwiazdek

Perfekcjonista umiera cichą śmiercią także w swojej pracy. Choć wydaje się, że dostarcza produkty czy usługi na poziomie pięciogwiazdkowym, to jednak jego ogólna efektywność bywa niska z powodu braku zdolności odróżnienia rzeczy ważnych od drugoplanowych. On wszystko robi z równą pieczołowitością: tak samo dokładnie temperuje ołówek, jak sporządza raport czy przygotowuje lekcję do szkoły.

Ponieważ perfekcjonizm jest tak naprawdę zabójcą naszego szczęścia i trucicielem najważniejszych relacji, nie można niczego z nim nie zrobić. Trzeba zapytać siebie i uświadomić sobie, jaką ważną osobę z mojej przeszłości chcę zadowolić. Na czyją miłość próbuję zasłużyć? Mamy, która mnie zostawiła (bo pewnie było we mnie coś nie tak) czy taty, który nigdy nie był ze mnie zadowolony? Wewnętrzne przymusy bowiem rodzą się z naszych ran.

 

Odpuść!

Druga rzecz – to nabywanie niezwykle cennej umiejętności odpuszczania sobie. By chronić siebie przed swoim perfekcjonizmem, możesz na przykład:

– postanowić, że na daną rzecz przeznaczysz tylko konkretną ilość czasu i nie będziesz jej poprawiał w nieskończoność;

– uczyć się odpoczynku, mimo spraw, które wołają o sprzątnięcie, udoskonalenie, nadrobienie – i powtarzanie tych gestów troski o siebie mimo wyrzutów sumienia;

– do modlitwy włączyć wdzięczność za to, kim jesteś, co umiesz i co masz – oraz za to, co ci się nie udaje, byś mogła/mógł doświadczać Bożej pomocy i wyzwalającej prawdy, że na Jego miłość nie trzeba zarabiać ani na nią zasługiwać;

– świętować swoje porażki, błędy i rzeczy nieudane w gronie bliskich osób, rodziny i przyjaciół, doświadczając tego, że niedoskonałości są czymś głęboko ludzkim i w niczym ciebie nie umniejszają. Przeciwnie, twoi bliscy nie liczą na twoją doskonałość, ale chcą ciebie wspierać także w momentach, gdy coś ci nie wychodzi i czują się wtedy potrzebni tobie;

– uznać, że drugi człowiek i jego uczucia jest ważniejszy niż twoje wewnętrzne „standardy doskonałości” – i chwalić innych, choć robią rzeczy inaczej niż ty;

– jeśli umiesz pisać – możesz prowadzić humorystyczny dziennik, także w sieci, o tym wszystkim, co jest zupełnie inne w zwykłym życiu niż planowane sto procent jakości i wydolności.

Poradzenie sobie ze swoim perfekcjonizmem jest ważne, ponieważ zawsze jego skutkiem jest niepotrzebne cierpienie – tak własne, jak i najbliższych. Człowiek niezadowolony z siebie odreagowuje negatywne uczucia na otoczeniu i wdrukowuje w innych informację, że nie są wystarczająco dobrzy. A przecież każdy potrzebuje wiedzieć, że ma wartość i jest kochany dlatego, że po prostu jest.

Newsletter
Aleteia codziennie w Twojej skrzynce e-mail