Aleteia.pl - pozytywna strona Internetu w Twojej skrzynce e-mail

Nie możesz nas wesprzeć finansowo?

Możesz to zrobić na 5 innych sposobów:

  1. Módl się za nasz zespół i powodzenie naszej misji
  2. Opowiedz o Aletei w swojej parafii
  3. Udostępniaj nasze treści rodzinie i przyjaciołom
  4. Wyłącz AdBlocka, kiedy do nas zaglądasz
  5. Zapisz się do naszego newslettera i czytaj go codziennie

Dziękujemy!
Zespół Aletei

 

Aleteia

Dzieci w podróży – 7 życiowych lekcji dla małych i dużych

Shutterstock
Udostępnij

Wspólne podróżowanie oferuje jednak tak wiele, że nie zamieniłabym go nawet na tydzień leżenia brzuchem do góry.

Czas wakacji kojarzy się z totalnym luzem i nabraniem sił. Wszyscy wiemy, że mali ludzie są szalenie absorbujący i hałaśliwi, co niezbyt współgra z wizją odpoczynku pełnego ciszy i beztroski.

Gdy więc myślimy o relaksujących wakacjach, bez planowania specjalnych atrakcji i troski o to, co będziemy jeść, perspektywa wyjazdu bez swojej progenitury wydaje się ogromnie kusząca. Ja jednak nie mogę się doczekać kolejnej podróży z dziećmi. Wyprawy z nimi, te bliskie i te dalsze, są zawsze niesamowitą przygodą, a już nie raz przekonaliśmy się także, jak prawdziwe jest powiedzenie, że podróże kształcą, i tych małych i większych podróżników. Nie chodzi tu tylko o geografię czy języki obce!

Oto 7 wartościowych i życiowych lekcji, których uczymy się, podróżując całą rodziną. 

 

Znosić dyskomfort

Na małą skalę podczas nawet jednej podróży można odczuć na własnej skórze słowa św. Pawła „umiem obfitować i doznawać niedostatku”. Czy trzeba przespać się na twardej podłodze akademika, czy czekać do południa na śniadanie, a może wstać w środku nocy, by zdążyć na lotnisko lub wytrzymać kilka godzin nudnej jazdy w samochodzie.

To może być dla dzieci dużym wyzwaniem (tak wielkim, jak dla nas zniesienie ich marudzenia!), ale to uczy je, że jeśli ktoś chce próbować czegoś więcej, doświadczyć nowego, przeżyć przygodę  musi być cierpliwy, wytrwały i umieć znosić niewygody. Nie ma innej drogi. A to łączy się z kolejnym punktem.

 

Gdy Ci na czymś naprawdę zależy, możesz więcej

Gdy wracamy czasem późnym wieczorem od dziadków, w garażu pod naszym blokiem okazuje się, że oprócz bagażu, mamy jeszcze co najmniej dwoje śpiących dzieci do wniesienia na górę. Zdarza się, że ta, zdawało by się krótka jazda windą, ciągnie się niemiłosiernie, gdy zbudzone wynoszeniem z fotelika dzieci płaczem i krzykiem domagają się dalszego snu.

Spodziewałam się więc scen dantejskich, gdy zakupiliśmy bilety na samolot lądujący o godzinie 23:35. A jednak atmosfera przygody udzieliła się nam wszystkim i obyło się bez płaczu nie tylko na lotnisku, ale również przez wynikłe z nieporozumienia kolejne dwie godziny oczekiwania na transport do hostelu.

Tak samo pełna mobilizacja nastąpiła, gdy trzeba było biec, by się nie spóźnić na kolejny odlot. Mimo nieśmiałego „mamusiu, bolą mnie nóżki” dziewczynki dzielnie biegły dalej i naprawdę długo przedtem i długo potem nie byłam z nich tam dumna i pełna podziwu, że dały radę. Co ważniejsze, one same też pękały z dumy i zadowolenia, że poradziły sobie, mimo tak trudnego zadania.

 

Świat nie jest taki zły

Nasz bobas kopnął parę razy w siedzenie przed nami, więc natychmiast przepraszamy – spotykamy się z pełnym zrozumieniem i życzliwym uśmiechem. Gdy z maluchem w nosidle jeździliśmy londyńskim metrem, prawie za każdym razem ktoś ustępował nam miejsce siedzące. W sklepie nasze dziewczynki dostały dodatkowo żelki „spod lady”, innym razem mogły pogłaskać pieska, pożyczyć łopatkę, a podczas zwiedzania ojciec czwórki dorosłych już córek zagadnął nas dzieląc się swoim ojcowskim doświadczeniem.

Właściwie, gdzie byśmy nie weszli z trzema małymi dziewczynkami, wzbudzamy sympatię i zaufanie, a czasem i podziw, że nie straszne nam wojaże w pięcioro. Jasne, wszędzie można natrafić na okaz gbura lub kieszonkowców i spotkania te pewnie długo zostaną w pamięci, jednak to pojedyncze epizody wśród całej masy zwykłych sytuacji, w których ujmuje nas niezwykła życzliwość. Cieszę się, że moje dzieci mogą doświadczyć, że wszędzie można spotkać dobrych, pomocnych ludzi. Mam nadzieję, że wielki świat nie będzie im straszny, bo…

 

Otwartość i życzliwość nie ma granic

Nie trzeba wyjeżdżać za granicę, by doświadczyć odmienności stroju, języka czy kulinariów regionu, choć pewnie im dalej, tym bardziej różnice międzykulturowe rzucają się w oczy. Co stwarza wyjątkową okazję na lekcję otwartości na inność, naukę, że może być inaczej i to nie znaczy, że gorzej.

My uczymy dzieci, a one w niesamowity sposób uczą tego nas, gdy do wspólnej zabawy z rówieśnikami nie jest im potrzebne nic, oprócz uśmiechu i kilku gestów. Nie przeszkadza odmienny kolor skóry ani nawet to, że nie mówią ani słowa w swoim języku, by bawić się razem na plaży czy tańczyć do muzyki z radio. Co z kolei przełamuje lody między nami rodzicami, skutkując mile spędzonymi wieczorami w nowo poznanym towarzystwie.

 

Zasady są elastyczne i nikomu to nie szkodzi

Wyjazd rządzi się swoimi prawami – jemy lody codziennie, pizzę dwa dni z rzędu, a na śniadanie, o zgrozo, słodkie drożdżówki kupione poprzedniego dnia. Jakby tego było mało, kąpiemy się w chłodnym basenie, mimo że nie jest gorąco i chodzimy spać później niż zwykle.

Łamiemy więc wiele z reguł „normalnego życia” i… nikomu nie dzieje się krzywda. Zasady są dobre, gdy nam służą, ale nie jesteśmy ich niewolnikami – w odmiennych warunkach dopasowujemy je do naszych potrzeb.

 

Nieważne gdzie, ważne z kim

W podróżach z dziećmi, szczególnie tymi małymi, urzeka mnie, jak wiele spraw jest im obojętne. Zasypiają w jednym miejscu, by obudzić się w innym. Jeśli mają kawałek podwórka do biegania, są już zadowolone. Jeśli nie, wystarczy im hotelowa filiżanka i saszetka herbaty, by zorganizować mini przyjęcie dla ulubionej maskotki.

Moje dziewczynki są w takim wieku, że nie jestem pewna, czy zapamiętają piękną Sagradę Familię, z tego co widziałam większe wrażenie wywarł na nich plac zabaw w parku na przeciwko tej katedry. W gruncie rzeczy jest im obojętne, gdzie się znajdują, póki są tam z nami. Jeśli mama i tata są obok, wszędzie czują się bezpiecznie jak…

 

W domu najlepiej!

Chyba najprzyjemniejszą częścią podróży jest powrót do domu. Tęsknota za własnym łóżkiem, które nagle, choć wciąż tak samo skrzypi, okazuje się iście królewskim łożem. Jedzenie doprawione tak, jak lubimy, świeże i domowe. I zabawki, książki, klocki, wszystko jak nowe! Tak ciekawe, że dzień zdaje się za krótki – tyle jest do nadrobienia zabaw we własnym pokoju. 

Dla nas rodziców odpoczynek typu nic-nie-robienie oczywiście jest atrakcyjny, nawet spędzony choćby we własnym domu, gdy dzieci są na weekend u dziadków. Wspólne podróżowanie oferuje jednak tak wiele, że nie zamieniłabym go nawet na tydzień leżenia brzuchem do góry.

Ma ten niepowtarzalny smak, gdy możesz pokazać coś dziecku po raz pierwszy, gdy razem przechodzimy zwycięsko jakąś trudność lub gdy po prostu chlapiemy się w basenie śmiejąc się w głos, nigdzie się nie spiesząc. Nawet jeśli dzieci niewiele z nich zapamiętają, myślę, że zostanie im wspomnienie wspólnej wesołej przygody, a moim zdaniem to już ogromnie dużo.

Newsletter
Aleteia codziennie w Twojej skrzynce e-mail