Aleteia.pl - pozytywna strona Internetu w Twojej skrzynce e-mail

Nie możesz nas wesprzeć finansowo?

Możesz to zrobić na 5 innych sposobów:

  1. Módl się za nasz zespół i powodzenie naszej misji
  2. Opowiedz o Aletei w swojej parafii
  3. Udostępniaj nasze treści rodzinie i przyjaciołom
  4. Wyłącz AdBlocka, kiedy do nas zaglądasz
  5. Zapisz się do naszego newslettera i czytaj go codziennie

Dziękujemy!
Zespół Aletei

 

Katolicki portal bez polityki. Wesprzyj nas!

Aleteia

Z Wezuwiusza przez Piekiełko aż po Tatry. Jak krzyż stanął na Giewoncie?

REPORTER
Udostępnij

Też zastanawiacie się, jak go tam wniesiono?

„Kiedy się kończył wiek XIX, a rozpoczynał współczesny, ojcowie Wasi na szczycie Giewontu ustawili krzyż. Ten krzyż tam stoi i trwa. Jest niemym, ale wymownym świadkiem naszych czasów. Rzec można, że ten jubileuszowy krzyż patrzy w stronę Zakopanego i Krakowa, i dalej w kierunku Warszawy i Gdańska. Ogarnia całą naszą ziemię od Tatr po Bałtyk”mówił do Górali w trakcie pielgrzymki sprzed 20 lat Jan Paweł II.

Dziś przypada 118. rocznica poświęcenia jednego z najbardziej charakterystycznych symboli polskich Tatr.

 

19 jubileuszowych krzyży

Rok Jubileuszowy 1900 ogłoszony bullą Ojca Świętego Leona XIII był jubileuszem wyjątkowym pod wieloma względami. Mimo że papież pozostawał oficjalnie „więźniem Watykanu”, dzięki rozwojowi środków lokomocji – kolei i morskiego transportu parowego – przybyło do Wiecznego Miasta blisko 600 tys. pielgrzymów, którzy po raz pierwszy skorzystać mogli z całkowicie przeorganizowanej infrastruktury noclegowej.

Na obchody 1900-lecia narodzin Chrystusa zaproszeni zostali również „bracia odłączeni” – wyznawcy prawosławni i wierni denominacji protestanckich. Trwałą pamiątką jubileuszu stało się 19 krzyży – po jednym na każde stulecie – które stanęły na 19 włoskich szczytach (w tym na Wezuwiuszu).

Czytaj także: 7 kleryków poszło do baru. Najpierw ich wyrzucono, potem nazwano piwo na ich cześć

Jednym z 600 tys. pielgrzymów, którzy w 1900 r. odwiedzili Rzym, był zakopiański proboszcz z Parafii Najświętszej Rodziny, ks. Kazimierz Kaszelewski. Zainspirowany włoskimi krzyżami, przy entuzjazmie znamienitych lokalnych aktywistów, zaproponował on w trakcie jednej z homilii, by na Giewoncie ustawić podobne wotum wdzięczności za XIX wieków chrześcijaństwa.

Jeszcze jesienią tego samego roku z inicjatywy i przy współudziale ks. Kaszelewskiego przeprowadzony został mały eksperyment. Z dwóch wniesionych na szczyt Giewontu drewnianych żerdzi Górale ustawili „próbny” krzyż o wysokości 10,5 m. Ku radości proboszcza i jego parafian okazało się, że jest on widoczny z poziomu Zakopanego, aczkolwiek nie prezentuje się wystarczająco pokaźnie.

Ks. Kaszelewski zadecydował więc o powiększeniu rozmiaru planowanej, metalowej instalacji do wysokości 17,5 m, z czego 2,5 m konstrukcji miało zostać wpuszczone w skały. Wykonanie elementów konstrukcyjnych powierzył proboszcz krakowskiej Fabryce Siatek, Mebli, Konstrukcyi Żelaznych i Wyrobów Ornamentalnych Kutych Józefa Góreckiego. W międzyczasie dwóch Górali zajmowało się wykuwaniem w skale Giewontu niezbędnego otworu.

 

„Procesja” do „Piekiełka”

Z Krakowa do Zakopanego krzyż dotarł koleją w ok. 400 fragmentach o łącznej wadze niemal 2 ton. Dzięki apelom ks. Kaszelewskiego do jego wniesienia na szczyt udało się zebrać ok. 500 parafian i 18 wozów; te ostatnie dojechać mogły rzecz jasna jedynie do „Piekiełka” – kotlinki u stóp Giewontu i Kopy Kondrackiej. A oprócz 2 ton żelaza na górę wnieść trzeba było również 400 kg cementu i 200 płóciennych konewek wody. „Procesja” z tym bagażem wyruszyła na szczyt 3 lipca 1901 r.

Sam montaż krzyża to już 6 dni pracy, najpierw dziewięciu, a następnie tylko już trzech osób. Co warte odnotowania – w pracach fizycznych przy zamocowaniu podstawy krzyża osobisty udział wzięli ks. Kaszelewski oraz właściciel fabryki odpowiedzialnej za przygotowanie jego elementów – J. Górecki.

Kolejna, tym razem już modlitewna procesja wyruszyła na szczyt 19 sierpnia 1901 r. Oficjalnego poświęcenia krzyża dokonał kanclerz krakowskiej kurii biskupiej, późniejszy biskup sufragan diecezji lwowskiej, ks. Władysław Bandurski. Moment poświęcenia ogłoszono również – przez rozwinięcie wielkiej chusty – wiernym z Zakopanego, którzy wydarzenia na szczycie Giewontu obserwowali przez lunety. Na potwierdzenie doniosłości chwili w parafialnym kościele zabiły wówczas dzwony.

Czytaj także: Ksiądz pierwszy raz pojechał na Woodstock. „Nie jestem w stanie opowiedzieć tego słowami”

 

„Odśpiewaniem pobożnej pieśni zakończyła się ta podniosła uroczystość, która tak wielkie zrobiła wrażenie, że z wielu oczu łzy rozrzewnienia popłynęły. Bogu widocznie miłym było to dzieło, gdy tak przy wyniesieniu Krzyża, jak i jego poświęceniu, ochronił wszystkich uczestników od najmniejszego choćby nieszczęśliwego wypadku” – pisał później o tamtych wydarzeniach ks. Kaszelewski.

Tym niemniej stojąc już u stóp giewonckiego krzyża warto pamiętać w modlitwie o wszystkich, którzy stracili swe życie w górach. W szczególności zaś o 4 śmiertelnie porażonych piorunem uczestnikach procesji sprzed ponad 80 lat. Warto też prosić o bezpieczeństwo dla tych, którzy co roku, 19 sierpnia i 14 września (w Święto Podwyższenia Krzyża Świętego) procesyjnie wchodzą na szczyt.

 

Prorocze słowa Papieża

A słowa Jana Pawła II? Z biegiem lat jawią się coraz bardziej proroczymi. Ci z was, którzy gościli na Ogólnopolskich Spotkaniach Młodzieży, pamiętają pewnie kopię tatrzańskiego krzyża jaka na lednickich polach stanęła dekadę temu. Od tamtej pory świadkiem naszych narodowych losów jest również krzyż z nadbałtyckiego Pustkowa. A w 2000 roku w dolnośląskim Wojcieszowie postawiono kolejny krzyż jubileuszowy.

Czytaj także: Najdokładniejsze w historii badanie Całunu Turyńskiego. Potwierdzenia i bolesne odkrycia

Newsletter
Aleteia codziennie w Twojej skrzynce e-mail