Aleteia

3 rzeczy, których nauczyło mnie pielgrzymowanie na Jasną Górę

fot. Kamil Szumotalski/ALETEIA
Udostępnij
Komentuj

Pielgrzymka pokazuje mi za każdym razem, że życie jest proste. To nie ono jest skomplikowane, tylko to ja sam je komplikuję.

Ostatnie promienie słońca spokojnie padają na zieloną łąkę. Dookoła rolnicy spędzają krowy do swoich gospodarstw, zaczynają się odzywać pierwsze świerszcze i żaby. Wsi spokojna, wsi wesoła! Do całości nie pasuje tylko to, że siedzę na tej łące z nogami w misce już zimnej wody, pozwalając odetchnąć stopom po przejściu niemal 40 km po rozgrzanym asfalcie.

Na moją pierwszą pielgrzymkę wyruszyłem mając 17 lat. Z jednej strony to bardzo późno, ponieważ dookoła mnie szli zaprawieni w boju pątnicy, którzy mieli po 7-10 lat. Z drugiej strony, to nadal „dziecięca” wyprawa, bo musiałem pozostać (przynajmniej formalnie) pod opieką jakiejś osoby dorosłej. Był to jednak wiek „w sam raz” na to, żeby pielgrzymką się „zarazić”. A powszechnie wiadomo, że to choroba nieuleczalna, która zawsze przypomina o sobie na początku sierpnia. W tym roku przypomniała się u mnie skutecznie. Czego nauczyło mnie pielgrzymowanie?

 

1. Niemożliwe nie istnieje

30-40 kilometrów do przejścia na pieszo. Asfalt, szuter, polna lub leśna droga. Nielitościwy skwar, burza czy ulewa. Pielgrzymka nie zatrzymuje się przed niczym. Wydawało mi się to zupełnie niezrozumiałe, a już samo wstawanie o takich godzinach jak 4:30 czy 5:15 było torturą. Zmęczenie i wyrwanie z wszelako rozumianej codzienności, to dla wielu bariera nie do przeskoczenia.

Jednego z poranków po otwarciu oczu usłyszałem ulewę uderzającą o namiot. Szybko spojrzałem na zegarek, zostało 30 minut do wyjścia grupy. To zdecydowanie wystarczająco dużo czasu, żeby się ogarnąć, ubrać, spakować, złożyć namiot i odnieść bagaż. Co jednak zrobiłem razem z kolegami, z którymi współdzieliłem namiot? Zgodnie stwierdziliśmy, że „pielgrzymka przecież nie wyruszy w deszcz”. I poszliśmy spać dalej. Obudził nas dopiero głos grupy, która (w deszczu oczywiście) wyruszała już na szlak.

 

2. Serca otwarte na oścież

W tym roku pielgrzymowałem jedynie trzy dni. To wystarczająco dużo, żeby się porządnie zmęczyć i wystarczająco mało, żeby poczuć niedosyt spędzenia większej liczby dni w tej niezwykłej wspólnocie. Te dni wystarczyły także, żeby mocno doświadczyć ludzkiej wrażliwości, która pomimo wysiłku i granicznego zmęczenia, wzrastała do niewyobrażalnego poziomu. Siostra lekko kuleje, a do końca dnia jeszcze co najmniej dwie godziny marszu? Wezmę jej plecak. Jednemu z braci skończyły się zbyt szybko konserwy? Zaprośmy go na kolację, przecież mamy czym się podzielić. Pielgrzymi szukają miejsca do umycia? Zaproponuję im swoje podwórko, szlauf, zagrzeję też wodę na herbatę.

To tylko kilka przykładów dobroci, która całkowicie bezinteresownie rodzi się w ludzkich sercach podczas pielgrzymki. Zawsze, kiedy tej dobroci doświadczam, ale też kiedy sam się na nią zdobywam, zastanawiam się, dlaczego tak łatwo z niej rezygnuję w codzienności? Czy naprawdę jest przeznaczona tylko na ten wyjątkowy czas?

 

3. Życie jest prostsze niż mi się wydaje

Pielgrzymi szlak jest świetną okazją nie tylko do tego, żeby zapuścić brodę (bo warunki do golenia trudne) czy bez wyrzutów sumienia założyć skarpety (nawet białe!) do sandałów. Setki tysięcy kroków stawianych przez 10 dni same zachęcają do tego, by na nowo przyjrzeć się swojemu życiu, swojej codzienności. Trudno na pielgrzymce sprawdzać co 5 minut nowości na fejsie. Nie da się być na bieżąco ze światem. Ba! Nawet nie chce się tego robić.

Pielgrzymka pokazuje mi za każdym razem, że życie jest proste. To nie ono jest skomplikowane, tylko to ja sam je komplikuję. Na pielgrzymim szlaku wiele brakuje. Wody do mycia, prądu do ładowania telefonu, ciepłego miejsca, żeby wysuszyć przemoczone buty. Na pielgrzymim szlaku niewiele też potrzeba. Ciepłe promienie słońca po deszczu, deszcz po upale nie do wytrzymania, kanapka z pasztetem, kubek gorącej herbaty i wspomniana już wcześniej miska, w której można dać ulgę swoim stopom. Kiedy się zapomina o potrzebach generowanych przez nasz zabiegany świat, życie naprawdę staje się prostsze.

Newsletter
Aleteia codziennie w Twojej skrzynce e-mail