Aleteia

Czy sierpniowe zaćmienie słońca to naprawdę początek apokalipsy?

Shutterstock
Udostępnij
Komentuj

Za 33 dni słońce znajdzie się na tle gwiazdozbioru Panny, otoczone „koroną” z 12 gwiazd (a właściwie 9 gwiazd z gwiazdozbioru Lwa plus Merkurego, Wenus i Marsa) i z „Księżycem pod stopami”.

Wszelkiego rodzaju fenomeny pogodowe, sejsmiczne i astronomiczne od zawsze kierowały ludzkie myśli ku temu, co nadprzyrodzone. Działo się tak niezależnie od szerokości geograficznej, w której zawiązywały się pierwsze cywilizacje – każda bowiem oprócz walk z sąsiadami stawiać musiała czoła również typowym dla swojego regionu zagrożeniom – trzęsieniom ziemi, huraganom czy… niezależnym od regionu, niewytłumaczalnym u początków istnienia naszego gatunku zaćmieniom słońca. A to, co niewytłumaczalne, nawet i dziś chętnie przypisywane bywa bezpośredniej ingerencji siły wyższej.

Sposób w jaki cykliczność natury wpływała na rozwój ludzkiej kultury w nieodległych nam przecież czasach pięknie opisał w „Chłopach” Reymont; wpływ na antyczne społeczności tak wyjątkowych zdarzeń jak zaćmienia znamy zaś ze szkoły dzięki obrazowi, jaki nakreślił Prus w „Faraonie”. Zawarty tam literacki opis zaćmienia znajduje zresztą swoje odpowiedniki w rzeczywistości. Cień, który zaległ nad polem bitwy nad rzeką Halys, przyczynił się do zawarcia pokoju między Medami, a Lidyjczykami. A dzięki wyliczeniom astronomów bitwa ta stała się najstarszym znanym wydarzeniem historycznym, którego datę udało się ze stuprocentową pewnością wyliczyć z dokładnością do jednego dnia (28.05.585 r. p.n.e.). Doszło wtedy również do pierwszego prawdopodobnie zaćmienia w historii, którego data (wbrew licentia poetica Prusa) została wyliczona z wyprzedzeniem (przez Talesa z Miletu).

I choć dzisiaj już naukowcy są w stanie wyliczyć porę zaćmienia z dokładnością do ułamków sekund (najbliższe całkowite w Polsce niestety dopiero w roku 2135), wciąż nie brak jest osób, które w tego rodzaju zjawiskach dopatrują się przynajmniej zwiastuna wydarzeń spoza porządku naukowego. Również przez rozpatrywanie ich w kategoriach eschatologii chrześcijańskiej.

Interpretacje tego rodzaju pojawiły się także przy okazji zaćmienia słońca, które mają dziś okazję podziwiać mieszkańcy Stanów Zjednoczonych. Według niektórych domorosłych biblistów zjawisko to ma być wstępem do zapowiedzianego przez św. Jana końca czasów, który ziści się już 23 września. Wtedy to słońce znajdzie się na tle gwiazdozbioru Panny, otoczone „koroną” z 12 gwiazd (a właściwie 9 gwiazd z gwiazdozbioru Lwa plus Merkurego, Wenus i Marsa) i z „Księżycem pod stopami”, co nawiązywać ma do apokaliptycznej wizji „Niewiasty obleczonej w słońce” (co ciekawe, tą właśnie sceną zainspirował się twórca projektu flagi europejskiej, Arsene Heitz). Tego też dnia z tła gwiazdozbioru Panny wyjdzie zataczający przez 41 tygodni kręgi na wysokości jej łona Jowisz, co, wedle zwolenników apokaliptycznej teorii, symbolizować ma opisane również przez św. Jana narodziny syna Niewiasty.

Pasjonaci numerologii do powyższej interpretacji dodają również wyliczenie, wedle którego imię Boże wymienione zostało w Księdze Rodzaju 33-krotnie, a do zaćmienia dochodzi na 33 dni przed 23 września. Co więcej, dzisiejsze zaćmienie ma swój początek w Oregonie, który jest 33 stanem USA. A 33 lata jest uznawane również za wiek Chrystusowy (czy wam też ten rodzaj zawierzenia cyfrom przypomina „wiarę” Krzysztofa z pierwszego „Dekalogu” Kieślowskiego?).

Wszystkich, których takie nagromadzenie zbieżności zaniepokoiło, pragnę jednak uspokoić. Opisany wyżej układ planetarno-gwiezdny, choć rzeczywiście rzadki, gościł na naszym niebie już 5 razy w ciągu samego tylko ostatniego tysiąclecia. A ostatni przepowiadany przez samozwańczych proroków koniec świata przeżyliśmy… raptem 2 dni temu, czyli 19 sierpnia. Zapowiadała go uznawana przez Rosyjski Kościół Prawosławny za świętą Matrona Nikonowa. Tyle że kiedy by koniec ziemskich czasów, czy też naszego osobistego czasu tu na ziemi, nie miał nastąpić, i tak nie znajdziemy na niego lepszego sposobu niż trwanie w stanie łaski uświęcającej. Zawierzanie astrologom i numerologom z pewnością w tym nie pomoże.

Newsletter
Aleteia codziennie w Twojej skrzynce e-mail